Nasze konie

Poprzednia wersja tej zakładki, która powstała na prośbę koleżanki Joanny zdezaktualizowała się wczoraj w nocy (z 3 na 4 maja 2015 roku), z chwilą przybycia do nas z Estonii naszego pierwszego WŁASNEGO ogiera - stadnika, Mirasgula. Nie jest to co prawda pierwszy ogier, który się z naszymi klaczami prowadzał, ale jego poprzednik był tu tylko gościnnie, w dzierżawie. Mirasgulowi tedy słusznie pierwszeństwo się należy (o co zresztą, mam wrażenie, sam potrafi zadbać...).

Mirasgul (Myrat - Guli-Star), urodzony 20.05.2011 w stadninie Akhal-Teke EST, w Hellekunnu w Estonii.




Mam nadzieję, że i zdjęcia z czasem lepsze wrzucę i może więcej o nim napiszę, gdy będzie po temu okazja. Na razie chłopak sobie nieźle radzi. Odsyłam zresztą do tego, co o nim pisali jego hodowcy...

Melesugun (Serasker - Monogramma), urodzona 5.03.2004 w Stawropolskim Konnym Zawodzie (Rosja).



Melesugun najczęściej nazywana jest na blogu Pięknym i Dzielnym (a Czasem Nawet Mądrym, Chociaż Nie Zawsze) Koniem Lepszej Połowy. W istocie, to ona była powodem naszej pierwszej wyprawy do Rosji. To znaczy - pojechaliśmy w 2005 roku do Rosji, żeby znaleźć dla Lepszej Połowy achałtekińską roczniaczkę pod siodło (płeć miała znaczenie o tyle, że biorąc pod uwagę trudności takiej wyprawy, zakładaliśmy możliwość reprodukcji - acz wcale nie mieliśmy na myśli hodowli już w tym momencie... a poza tym, ja wtedy też miałem pod własny tyłek klacz, tyle że wielkopolską, Dalię - i tak było wygodniej...).

No i znaleźliśmy:


szczegóły opisane są tutaj.

W roku następnym Melesugun razem z Melemahmal dotarła szczęśliwie do Polski - na początek do zaprzyjaźnionej stajni Kasi Wąs w Zagościńcu pod Wołominem.

Początkowo próbowaliśmy realizować pierwotny plan, o tyle wzbogacony, że Melemahmal (która dostała się nam trochę przypadkowo) była źrebna - i chcieliśmy, łącząc przyjemne z pożytecznym, mieć dobrze ujeżdżonego konia, który nieco zareklamuje rasę w sporcie jeździeckim. Dlatego też, Melesugun kilkukrotnie wystartowała w regionalnych zawodach ujeżdżeniowych w klasie L:



Skończyło się to kontuzją, nastawianiem miednicy przez nieocenionego dr Piekałkiewicza, dwumiesięczną rehabilitacją na Służewcu (tylko tam dało się zapewnić codzienny ruch pod lekkim jeźdźcem - wiąże się z tym zresztą pewna zabawna historia, którą pewnie już kiedyś opowiadałem - jak znajdę gdzie, to wkleję tu link do tego wpisu...) i dłuższym wakacjami w SK Krasne, gdzie w pewnym momencie mieliśmy, zimą 2008/2009 - aż cztery achałtekinki "odstawione na trawę".

Wiosną 2009 roku w pełni już zdrowa Melesugun pojechała, razem z dokupioną rok wcześniej Osman Guli do Petry Marešovej, gdzie próbowaliśmy ją pokryć jej wybitnym Germesem. Nie udało się. Nie udało się to także w roku następnym. Ostatecznie, "lekiem na całe zło" okazał się wypożyczony nam do Boskiej Woli przez Petrę młody ogier Gelshah, który - gdy piszę te słowa - wciąż jeszcze chodzi z naszymi klaczami po pastwisku, płodząc drugi już rocznik źrebiąt. W roku 2013 doczekaliśmy się ze związku Melesugun z Gelshahem (poufale zwanym - przez wzgląd na miejsce pochodzenia i miłość do marchewki - "Knedlikiem") ogierka Mijan.

Więcej przygód, zdjęć i historii z życia Melesugun najłatwiej znaleźć klikając po prostu na tag "Melesugun" w liście etykiet bloga.

Ojciec Melesugun, wybitny ogier Serasker (Sere - Sayat) w wieku ponad dwudziestu lat prezentował się wciąż imponująco:


Natomiast jej matka, nie mniej wybitna klacz Monogramma (Gaigisiz - Maya), była już w roku 2006 poważnie schorowana na skutek wielokrotnych ochwatów:


Prawdę powiedziawszy baliśmy się, że skłonność do tej przypadłości może się i u Melesugun ujawnić. Nic takiego jednak się nie wydarzyło. Co może jest zasługą zdrowego trybu życia..?

Para Serasker - Monogramma spłodziła w Stawropolu długą serię wyśmienitego potomstwa, spośród którego nasza Melesugun, o ile dobrze pamiętam, jest zdaje się przedostatnim egzemplarzem.

Osman Guli (Mihman - Opera), ur. 8.03.2004 roku w stadninie "Akhal-service" w Jejsku nad Morzem Azowskim.




poufale zwana "Bubą".

Historię ma krótszą i dużo mniej dramatyczną od dziejów szefowej naszego stada. Widzieliśmy ją jako roczniaczkę w Jejsku. Stała tam w ciemnym boksie i była "absolutnie nie na sprzedaż" - przygotowywano ją właśnie do (pokazowego) czempionatu świata.

Gdzie jednak zawiodła swoich właścicieli. Jej dwie starsze siostry: Omelia i Omega, zdobyły tytuły czempionek - a jej musiał wystarczyć "dyplom III stopnia".

Przyjechała do nas, kiedy stadnina "Akhalt-service" likwidowała swoją hodowlę - razem z Melegezel, zakupioną wtedy przez pannę Mandrelę ze Śląska. Z krótką przesiadką pod Wołominem:


trafiła do SK Krasne. Ciąg dalszy historii już Państwo znacie - wyjazd do Czech, potem do Boskiej Woli.

Ujeździliśmy ją sami, już na naszej farmie. Od tej pory jest najczęściej opisywanym na tym blogu koniem (co łatwo sprawdzić, po ilości wpisów oznaczonych etykietą "Osman Guli"). Przez kumoterstwo oczywiście. Bo to moja ulubiona wierzchówka jest...

W roku 2013 urodziła nam ogierka Ostowar, z którego, jak łatwo możecie się Państwo domyśleć, jesteśmy bardziej niż zadowoleni.

Margire (Gazanch - Melemahmal), urodzona 6.01.2007 roku w Zagościńcu pod Wołominem (więc pierwszy koń achałtekiński naszej hodowli - i prawdopodobnie pierwsze źrebię czystej krwi achałtekińskiej urodzone w Polsce!):



zwana na blogu różnymi poufałymi mianami. Jak na przykład: "Maleństwo", "Małe Złe", "Ukochana Córa Szatana" (to przez wzgląd na inklinację do ignorowania ogrodzeń, w których usiłuję zamknąć jej wybujałą, artystyczną osobowość...).

Z uwagi na wypadek przy wyźrebieniu (opisany w dziejach jej nieszczęśliwej matki), urodziła się już znarkotyzowana. Udało się ją utrzymać przy życiu TYLKO dzięki pomocy Kingi Leszek - Karwańskiej - całą noc na przemian masowaliśmy małą, żeby pobudzić zbyt słabe krążenie i próbowaliśmy dostawić ją do cycka.

Większość wieku źrebięcego spędziła w klinice dr Golonki, gdzie jej matka przechodziła kolejne operacje. Pamiętam, że dostałem od jednej z dziewczyn, które tam się nią zajmowały jakieś zdjęcia - ale w tej chwili nie potrafię ich znaleźć.

Sami po raz pierwszy sfotografowaliśmy ją 28 maja 2007 roku w Majdanie pod Wołominem. Gdy miała 4 miesiące, wyglądała tak:


Dwa miesiące później trafiła do SK Krasne. I tam, jako ulubienica dzieci głównego hodowcy, pana Księżuka, dorobiła się swojego pierwsze przezwiska: "Ciasteczko". W rzeczy samej, wśród kraśnieńskich folblutów, łatwo i z daleka można ją było zauważyć:


Mieliśmy ambicję wystawić ją do gonitwy achałtekińskiej w Pardubicach. Dlatego do zajazdki i treningu oddaliśmy ją na Służewiec, pp. Kozłowskim ze Stajni Nova. Sprawowała się tam nieźle i pewnie by tę gonitwę wygrała - biorąc pod uwagę, że potencjalna konkurencja ćwiczyła, jeśli w ogóle, to za stodołą, a nie na torze wyścigowym - gdyby nie to, że przez wzgląd na mierne zainteresowanie ze strony właścicieli koni - gonitwę odwołano.

Wciąż jednak, dzięki doskonałym kontaktom Petry z dyrekcją pardubickiego toru - istnieje możliwość przywrócenia achałtekińskich gonitw - byle tylko zebrało się dość koni...

To już jednak raczej - opcja dostępna dla następnego pokolenia. Przyznaję, że Marigre zaskoczyła nas bardzo pozytywnie nie tylko tym, że jako jedyna dała nam w 2013 roku córkę - ale też tym, jaka ta córka fajna!

Jeszcze tylko ojciec Margire, Gazanch (Khutor - Gertla):


Podobno świetnie skakał. O tyle trudno to zweryfikować, że sport skokowy w Rosji raczej leży - płasko - niż wzbija się do lotu...

I, oczywiście jej nieodżałowana matka, znamienita Melemahmal (Palvan - Merdjengul) taka, jaką zobaczyliśmy po raz pierwszy w Stawropolu:


A teraz pewnie dostanę po głowie od Lepszej Połowy za brzydkie zdjęcia koni... No cóż: zrobiliśmy naszym aparatem, jak właśnie podsumowałem, ponad 12 tysięcy zdjęć, z czego pewnie ponad połowa, to zdjęcia naszych koni - a jakoś ładnych zdjęć "w pozycji zootechnicznej", czegoś znaleźć nie umiałem...

Ale przecież - każdy może sam przyjechać i obejrzeć, więc o co cho..?

11 komentarzy:

  1. A propos fajnych córek... Na FB wstawiłam zdjęcie

    OdpowiedzUsuń
  2. no!
    pewnie, że wiadomo who is who, ale jak "wuj to wuj", tak "skrót to skrót" hej!
    Joanna

    OdpowiedzUsuń
  3. Może i dobre do rajdów po pustyni ale za ładne to te konie nie są. Nie rozumiem czemu ludzie tak zachwycają się jakimiś rasami ze wschodu i jeszcze tworzą legendy o ich prastarym pochodzeniu i 1000`procentowej czystości rasowej. W Europie tez wyhodowano wiele ciekawych ras. Jak dla mnie zwykły fiord jest znacznie ładniejszy i lepiej dostosowany do warunków europejskich niż te wszystkie akhalteke, araby itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz: a moim zdaniem fiordy to paskudne, włochate brzydale..!

      Poza tym: Twoje ukochane fiordy, jak WSZYSTKIE INNE KONIE NA TEJ PLANECIE - i tak, przynajmniej w linii męskiej, pochodzą od pewnego ogiera udomowionego około 6 tysięcy lat temu gdzieś na stepach dzisiejszego Kazachstanu...

      Usuń
    2. Nie na darmo koń achałtekiński został uznany za najpiękniejszego konia na świecie. Nie wiem jak takie konie mogą się komuś nie podobać, ale cóż, o gustach się nie dyskutuje. Ja pozostanę bezstronną zwolenniczką folblutów, choć muszę przyznać, że co prawda słodkie, grubiutkie kucyki fiordzkie nie mogą się równać z urodą i szlachetnością ras wschodu. Ale powtarzam, każdy koń jest piękny i nie ma co się kłócić ;).

      Usuń
  4. Podczytuję od dłuższego czasu i już mi zbrzydło. Dziwny z Ciebie miłośnik koni, najpierw Tarę opluwasz, a teraz Bogu ducha winne fjordy. Wnioskuję, że konie dopóty są potrzebne dopóki napełniają Ci kieszeń. Swoją drogą płacić tyle za konia co wygląda jak śmierć na chorągwi to jakieś nieporozumienie. Powodzenia życzę w hodowli tych cudaków w nomen omen Boskiej Woli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie ja niby "opluwam" fjordy..? Nie są grube? Nie są włochate? No przecież że są! Prawdę piszę zatem, całą prawdę i tylko prawdę.

      Co do mafii koniokradów, aferzystów, złodziei i szajbniętych ideologów związanych m.in. z tzw. "Tarą" - to nie przychodzi mi do głowy taki epitet który byłby dostatecznie silny aby stopień degeneracji tego towarzystwa opisać. Również w tym przypadku zatem - raczej za delikatny jestem, niż w czymkolwiek przesadzam...

      Usuń
    2. Lola to chyba z choinki sięnurwała klepiąc takie brednie. Paszła!

      Usuń
    3. Historia starożytna...

      Usuń
  5. Moja druga "połowa" uważa je za KONIE ja jestem od dresażu i muszę z małym uśmieszkiem powiedzieć, że przy tej budowie to na pewno nie ta dyscyplina;) a i reklama przez to marna... One są do innych celów i nie należy ich zmuszać do robienia tego do czego nie zostały stworzone...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od ponad 60 lat WSZYSTKO co się dzieje wokół koni wierzchowych jest TYLKO I WYŁĄCZNIE rozrywką.

      Stąd nie poważam posiwiałych trenerów i omszałych autorytetów, o ile traktują samych siebie z nadmierną powagą - bo i cóż z całej ich wiedzy i doświadczenia, gdy i oni i najmarniejszy dupotłuk zza stodoły, tak czy inaczej, jesteśmy wszyscy tylko... pracownikami przemysłu rozrywkowego - dokładnie tak samo jak panienki spod latarni czy filmowi amanci...

      To tak tytułem wstępu - i a propos "uśmieszka".

      Oczywiście, że akurat Melesugun niezbyt się do tego sportu nadaje (ale już jej syn Miyan to coś całkiem innego...). Co nie zmienia faktu. iż:
      a) "uśmieszek" wynika nie z żadnego tam "znawstawa", a tylko z mody, która jakiś czas temu opanowała europejskie czworoboki - moda może się zmienić...
      b) bywają i inne achałtekińce...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...