sobota, 27 kwietnia 2019

Kity i shity...

Pisałem, że Hydro-vacuum to kit. Niektórzy z Państwa w komentarzach oburzali się - jak tak można o polskiej firmie..? Ano można! 

Ten zbiornik hydroforowy,  także produkcji jednej ze spółek z grupu Hydro Vacuum, tylko z Wąbrzeźna, nie z Grudziądza, zamontował nam hydraulik na przełomie sierpnia i września 2017 roku. Od samego początku podłączona do niego pompa załączała się - naszym zdaniem - zdecydowanie zbyt często: tak, jakby z hydroforu uciekało powietrze i nie trzymał ciśnienia. Drgania wywoływane przez nazbyt często załączającą się pompę spowodowały już raz pęknięcie rury doprowadzającej wodę do hydroforu - skutkiem czego zeszłego lata pan Artur, po wielokrotnych naleganiach z naszej strony, nareszcie poskładał nam cały układ w hydroforni tak, jak od początku chcieliśmy, z dwiema pompami i dwoma zbiornikami - żeby była rezerwa na wypadek awarii.

No i awaria się w końcu wydarzyła. W czwartek zobaczyłem coś takiego:


Spawaczowi się nie chciało, prawda..? Od początku musiało tam przechodzić powietrze - stąd nietrzymanie ciśnienia przez hydrofor i zbyt częste załączanie się pompy. No a teraz wyrwało już takie dziury, że mamy prysznic.

Remontować tego nie ma sensu: po powtórnym przespawaniu ocynk szlag trafi i korozja i tak to zje i tak.

Trzeba wymienić.

Znakiem tego pojechałem do składu hydraulicznego w Warce, gdzie pan Artur zakupił nam to cudo: wciąż, żeby nie było, na gwarancji!

Pojechałem - i co się okazało? Okazało się, że mi tego od ręki nie wymienią, a decyzję czy wymienią w ogóle, to Pan Producent podejmie najwcześniej w poniedziałek, bo w weekendy przecież nie pracuje.

Jak mi się łońskiego roku zepsuła pompa do wody brudnej, a była na gwarancji, to mi ją w Castoramie wymienili od ręki, nawet nie pytając za bardzo, o co chodzi.

Jasne - pompa pewnie w Chinach kosztuje 10 złotych, hydrofor jednak trochę więcej. Skądinąd jednak: dlaczego ja mam nie mieć wody (rezerwowy hydrofor kupiłem 11 lat temu już jako używany, po demontażu i on TEŻ ciśnienia nie trzyma, a co gorsza - jego pompa co któreś załączenie wywala nam korki...), skoro to spawaczowi się nie chciało..? Co ja tu zawiniłem..? To Pan Producent nie może tak zorganizować serwisu, żeby w takich, ewidentnych przecież przypadkach - dystrybutor wymieniał klientowi towar od razu? To taka wielka sztuka jest..?

Wątroba mnie rozbolała od wściekłości, jak się tego wszystkiego dowiedziałem. Tak, że - jak Państwo widzicie - nawet, zupełnie wyjątkowo, znalazłem czas, żeby dać upust bezsilnej frustracji.

Prostą drogą zmierzamy do stanu, w którym, chcąc mieć porządne buty, trzeba je będzie samemu sobie zrobić. Na nikim już nie można polegać.

W tenże sam czwartek (ostatni dzień na zwolnieniu lekarskim, akurat zrobiło się nareszcie cieplej - wcześniej poranki były bardzo chłodne, do Wielkiej Soboty włącznie z przymrozkami; poczułem się wreszcie lepiej - i od razu rozsypał się worek z awariami oczywiście...) zaszczycił mnie telefonem człowiek, u którego przez rok stał nasz kary Julian "w treningu".

Nic wcześniej nie pisałem o tej sprawie, nie chcąc palić mostów i robić koło pióra człowiekowi który, być może (tak na 5%...), jest tylko patentową pier..łą, a niczego złego nie zrobił. Na to konto nie napiszę o kogo chodzi.

W każdym razie Julian pojechał tam wiosną 2017 - początkowo, zakładaliśmy, na trzy miesiące. To dość daleko było, a my cały czas mamy budowę i powiększamy rodzinę - więc ani razu nie udało się nam pojechać w odwiedziny. Po trzech miesiącach "trener" poprosił o jeszcze trochę czasu. I tak jeszcze ze dwa razy - w sumie zeszło się do końca kwietnia 2018: prawie rok.

"Trener" nic nie mówił przez cały ten czas o pieniądzach - co nas nawet trochę dziwiło i sami ze dwa razy podchodziliśmy do tematu - ale jakoś nie było to dla niego pilne. Numeru konta, mimo próśb - do tej pory nie przysłał.

Jak zabieraliśmy Juliana, tośmy akurat byli na dnie finansowego dna  i o żadnych płatnościach (a trochę tego już się uzbierało...) nawet mowy nie było - jakby nas Kuzynka swoim pojazdem nie pociągnęła, to nawet na paliwo byśmy nie mieli. Poza tym o tyle się nam nie piliło do płacenia, że "trener" przykazał nam ze wszystkich sił - na Juliana pod żadnym pozorem nie wsiadać!

Po roku "treningu"? Nawet biorąc poprawkę, że "trener" powitał nas u siebie dziwnie chudy i o kulach..? Rok przecież o kulach nie chodził..?

Stanęło na tym, że na razie zabieramy konia, a "trener", jak wyzdrowieje, podjedzie do nas i przy nas wsiądzie i nam jazdy na nim poprowadzi.

Nie przyjechał.

Zadzwonił tylko - raz - i jak mu wytłumaczyłem,  że Julian jest na sprzedaż, to chętnie się zgodził w sprzedaży pomóc w tej nadziei, że po szczęśliwej transakcji, dług uregulujemy. Podał nawet maila, na który natychmiast przesłałem aktualne zdjęcia. Po czym zapadła cisza.

Minął kolejny rok.

Człowiek dzwoni i na wstępie mówi mi, że zrobił mi prezent: nie chce już pieniędzy za zajeżdżenie konia (a to koń jest zajeżdżony..?) - tylko za pensjonat.

Fajnie...

Oczywiście, że się poczuwam do płatności za rok pensjonatu - mimo, że Julian wrócił stamtąd chudy, kulawy i zdziczały. Oraz dziwnie obojętny wobec kobył. Co sobie pomyśleliśmy, to sobie pomyśleliśmy...

Tylko niech ten człowiek, skoro numeru konta nie podaje, przyjedzie do nas po pieniądze. Ja dalej nie mam czasu na wojaże.

A jak już przyjedzie - to może też spróbuje udowodnić, że istotnie coś robił przez ten rok - i wsiądzie..? Bardzo jestem tego ciekaw...

No, to sobie ulżyłem. Wracam do roboty. Nie obiecuję, że znowu będę pisał często. Mam nadzieję, że jednak nic mnie aż tak wkurzać nie będzie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...