czwartek, 25 października 2018

Melesugun - zapomniane zdjęcie

Szukając czegoś zupełnie innego, znaleźliśmy przed chwilą zdjęcie z maja tego roku, wykonane przez Tatę Leszka:

Melesugun (Serasker - Monogramma), klacz achałtekińska, urodzona w 2004 roku w Stawropolu - od 9 lat przewodzi naszemu stadu, od 11 lat jest z nami: wciąż skończona piękność..!

sobota, 20 października 2018

Mr Bob goes West...

Przy okazji wizyty Miłych Gości mieliśmy okazję pierwszy raz w życiu przejechać się w westowej kulbace. I my - i Melesugun. Której, mamy wrażenie - bardzo się podobało:





Co najważniejsze: wygląda na to, że spodobało się także Mr Bobowi, jak na razie wożącemu się grzecznie wewnątrz swojej Mamy:


Bardzo dziękujemy - i mamy nadzieję na liczne, równie sympatyczne wizyty w przyszłości..!

poniedziałek, 1 października 2018

Nie każdy musi jeździć konno…

Łatwo zapomnieć jak różnorodny jest światek koński – mimo swej mikrej, w stosunku do ogółu populacji mieszkańców Polski, liczebności. Zazwyczaj zamykamy się we własnym gronie: własnej stajni, własnego towarzystwa, własnego kółka wzajemnej adoracji. Wyjście za płot częściej wywołuje niesmak, albo przynajmniej zdziwienie – niż ciekawość.

Z jednej strony – pełno jest ciągle stajni i stajenek, przy których nawet nasza Boska Wola wygląda wprost wypaśnie: w porównaniu z wydeptanym, błotnistym klepiskiem, nawet nasza marniutka trawa wprost poraża bujną zielonością. No i, jak by nie patrzeć – wszystkie budynki mamy całe, czyste, suche. Ogrodzenia trwałe, funkcjonalne i estetyczne. Nie ma na co narzekać…


Tymczasem – stajnie i stajenki daleko od naszej Boskiej Woli skromniejsze, by nie rzec wręcz, że przaśne – żyją, mają się jak miały, chyba ich nawet nie ubywa, klientów znajdują, na brak koni nie narzekają (że to są na ogół konie krzywe na wszystkie cztery nogi – i każda w inną stronę – to i cóż..?). Wciąż, jak za mich dawnych, studenckich czasów, prawie ćwierć wieku temu – pełno tam zafascynowanych końmi dzieci (które może nawet nie wiedzą, że istnieje jakiś inny koński świat..?), hałaśliwych i dość wulgarnych podlotków (stan „podlotkowości” utrwala się części amazonek już do końca życia – niestety, na ogół razem z pozostałymi dwiema cechami…) i zawsze znajdzie się jakiś łysy, dobrze umięśniony „trener” w moim wieku (w sumie, gdybym nie miał innej pracy..?), pies i stado kotów.

Z drugiej strony – po ludziach, którzy czasem z bardzo daleko do nas przyjeżdżają, a i po różnych dyskusjach w necie znajduję, iż rośnie w siłę sekta „niejezdków”. Kto to „niejezdek”..? Ano to ktoś taki, kto (zwykle) nie narzeka na brak gotówki i chętnie tę gotówkę na konie traci (stąd, w odpowiedzi na popyt, pojawia się też i podaż: do „niejezdków” dopasowanych „trenerów”, „znachorów”, „teorii” i całych stajni, gdzie się takie towarzystwo skupia…) – ale koni, jazdy, szybkości – panicznie się boi! I stąd: albo wynajduje u swojego (koniecznie..! wszak (nie)jeździć na cudzym koniu – żadna frajda, prawda..?) wszelkie możliwe i niemożliwe choroby i kontuzje – co jest o tyle łatwiejsze, że koń, pokarany przez los takim właścicielem, cierpi z powodu chronicznego braku poczucia bezpieczeństwa, jakie może mu dać tylko stabilne, godne zaufania i zdecydowane przywództwo ze strony człowieka, od czego istotnie, łatwo choruje także somatycznie – albo też: wynajduje wszelkie możliwe i niemożliwe teorie i preteksty, aby tylko – na konia nie wsiadać! A jak już wsiądzie – broń Panie Boże: nie rozpędzić się wyżej skróconego stępa..! No dobra – może być kłus. Ale skrócony..!

Jak koń idzie chętnie do przodu – no to trzeba coś wymyślić, żeby mu w tym przeszkodzić. Nie uda się wmówić, że ma krzywą miednicę, problemy metaboliczne i RAO, więc w ogóle nie powinien pracować, tylko przez najbliższe dwa lata podlegać kosztownej i skomplikowanej rehabilitacji..? No to wymyślamy teorię, zgodnie z którą, nim się przejdzie do wyższych chodów, jeździec musi „znaleźć duchową równowagę i łączność z koniem” – poprzez intensywne wpatrywanie się we własny pępek leżąc na okrąglaku w czasie, gdy koń krąży wokół. Albo – teorię, w myśl której ZANIM w ogóle zacznie się na koniu jeździć – powinien on dorobić się zadku kulturysty i wykonywać piaffy i pasaże na dwóch lonżach…

Naprawdę, odnoszę wrażenie, że jeźdźcy dzielą się na tych bez kompleksów i bez pieniędzy – oraz z pieniędzmi i z kompleksami…

Tylko właściwie: po jaką cho..rę leczyć te kompleksy Bogu ducha winnymi zwierzakami..? Już pomijając mnóstwo innych hobby i sportów, które można uprawiać (takie np. szachy..? Albo chociaż warcaby..?) – doprawdy, nie każdy musi jeździć konno..! Można się dawać wozić bryczką. Albo trzymać własnego konia na Wyścigach i wystawiać go do gonitw. Albo zainwestować w konia czysto pokazowego, zaplatać mu koreczki, lakierować kopytka i malować rzęsy. „Niejezdkom” nie tylko odwagi brak, ale i – fantazji…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...