sobota, 19 maja 2018

O "profesjonalizmie" raz jeszcze

Prawdę powiedziawszy, gdybyśmy akurat nie sprzedawali paru koni - olałbym to. "Misję" przekonywania szerokiej publiczności w Polsce do koni achałtekińskich porzuciłem dawno temu. Nie ma to sensu - nawet nie dlatego, że opór materii jest taki wielki. 

Po prostu jeździectwo jako takie jest w Polsce W CAŁOŚCI sportem skrajnie niszowym. Tyle samo Polaków uprawia jeździectwo co golf, rajdy samochodowe albo pływanie pełnomorskim jachtem. To są śladowe, pomijalne liczby w ogóle populacji.

Wiedziałem to już 9 lat temu, odwiedzając w Jaszkowie p. barona Chłapowskiego - i hasło Każdy Polak jeździ konno widniejące na murze jego stajni sprowokowało mnie wtedy do dość sardonicznych komentarzy. Tak NIGDY nie było, nie jest - i na pewno nie będzie.

Owszem - te ok. 1% populacji naszego narodu które kiedykolwiek przynajmniej zbliżyło się do czterokopytnego zwierzęcia, to zapewne najzamożniejsze 1% populacji naszego narodu. Ale z tego akurat - dokładnie nic nie wynika (jak zauważyła już jakiś czas temu Najlepsza z Żon: ludziom się wydaje, że bogatemu da się coś sprzedać drogo - a to błąd! Bogaci nie dlatego są bogaci, że rozdają pieniądze na prawo i lewo. Wprost przeciwnie: oni są bogaci, bo potrafią NIE wydawać pieniędzy. Prędzej piekło zamarznie, niż bogaty kupi drogiego konia  - drogo. On go ewentualnie może kupić tanio - a czy o to nam chodzi..?). Prawdziwych pieniędzy nie robi się na garstce bogaczy - tylko na tłumach ludzi średniozamożnych i biednych.

Dlatego jedynym rodzajem użytkowania koni w świecie współczesnym, który przyciąga naprawdę wielkie pieniądze są wyścigi - bo zakłady na wyścigach zawierają nie tylko bogacze, ale także: ludzie średniomajętni, a nawet (przede wszystkim!) ubodzy.

Tyle tylko - że w Polsce to akurat nie działa. I raczej już działać nie będzie.

Tym samym - i jeździectwo i hodowla koni (innych niż rzeźne: nota bene, w tej chwili średniej klasy odsadek zimnokrwisty kosztuje minimum 15 tysięcy złotych, a kobyła - ok. 25 tysięcy; tymczasem P.T. publiczność "wierzchowa" nosem kręci na konia do jazdy za więcej niż 4.000 złotych - o czym to świadczy..?) skazane są w Polsce na niszowość po wiek wieków. Nic się z tym nie da zrobić.

W konsekwencji próba promowania akurat w Polsce niszowej (choćby z uwagi na mikroskopijną liczebność...) rasy to syzyfowe zajęcie. No bo co z tego może wyniknąć? "Nisza w niszy"..? Rynkowa mysia dziura..? Bezsens!

Zauważcie Państwo, że ja NIE mnożę moich koni jak popadnie i z przytupem. Założyłem sobie te 9 lat temu prosty cel: uzyskać od każdej z klaczy jedną satysfakcjonującą mnie córkę. W listopadzie ubiegłego roku cel ten został zrealizowany. Po 9 latach!

Pozostaje mi teraz  - pozbyć się ogiera i ogierków, bo nie są mi do niczego potrzebne. Co właśnie czynię! Fakt - niekoniecznie tak, jak to sobie pierwotnie zaplanowałem, ale cóż - życie ma to do siebie, że pierwszą ofiarą wojny jest jej plan...

Po co przypominam to wszystko..? Ano - bo, skoro jednak chcemy sprzedać naszego ogiera i jego synów, to powinienem przynajmniej dać odpór kalumniom. Mimo, że naprawdę mi się nie chce...

Tak się składa, że uważam samochody marki mercedes za stylistycznie wulgarne (w przeciwieństwie do np. samochodów marki jaguar - zwłaszcza starszych modeli...). W życiu bym mercedesa nie kupił. I kompletnie nie rozumiem, dlaczego tak wielu ludzi uważa je za synonim solidności, komfortu, a nawet - luksusu. Ale jakoś - nie urządzam z tego powodu pod salonami mercedesa demonstracji z plakatem "precz z mercedesem", ani też nie komentuję ogłoszeń osób sprzedających w necie merce hasłem "mercedes to destrukt, za darmo bym takiego nie wziął". Po prostu - omijam salony mercedesa bez zainteresowania i nie poświęcam nawet sekundy uwagi internetowym ogłoszeniom o sprzedaży mercedesów...

Jakoś w świecie końskim aż nadto wielu jest takich, którzy nie potrafią się powstrzymać i przy każdej okazji dają wyraz swoim, czysto subiektywnym, upodobaniom i przesądom pod tym względem. I jeszcze czynią to z najgłębszym przekonaniem, że przemawia przez nich sam tylko profesjonalizm i naukowy obiektywizm.

Ludzie! Konie w świecie współczesnym potrzebne są tylko do dwóch rzeczy: na mięso - i do zabawy. Oczywiście, że macie rację: tzw. "nowoczesne konie wierzchowe" (np. KWPN, hanowery, holsztyny - itp.) są o wiele łatwiejsze w użytkowaniu sportowym od takiego żywego reliktu odległej starożytności jak koń achałtekiński. "Dobrze zrobiony" niemiecki koń pójdzie bez większych błędów parkur klasy N nawet pod 13-latką (pod warunkiem, że ktoś 13-latce na coś takiego pozwoli...), która skądinąd nic nie umie (jeździectwo jest takim sportem, w którym umiejętności i doświadczenia nabywa się z wiekiem, więc nikogo tym stwierdzeniem nie obrażam - piszę czystą, obiektywną prawdę...) i niczym, poza ambicją rodzica się nie legitymuje.

Wsadzenie takiej 13-latki na archaicznego, zacofanego, niedzisiejszego i nienowoczesnego WOJENNEGO konia, takiego jak nasz - to wyjątkowo wyrafinowany sposób dokonania zabójstwa. Nie zamierzam przykładać do tego ręki. I nie sądzę, żebym wyrobił sobie dobrą markę zamykając oczy na to, komu sprzedaję konia i milcząco godząc się z takim ryzykiem.



Nie sprzedaję "konia dla każdego"! To są konie dla kogoś, kto ma nieco większe ambicje niż naśladowanie aktualnej mody. Ja tam np. uważam, że pojęcie "nowoczesności" jest bardzo bliskie pojęciom takim jak "bylejakość", "przeciętność" i "tandeta"...

4 komentarze:

  1. skoro wpis o "profesjonalizmie" to musze napisac, ze z reguly siedze cicho ale tekst ogolnie jest slaby jak na Pana panie Jacku. Stac Pana na wiecej. niech Pan to jeszcze raz sam przeczyta i sam oceni.
    A " Wiedziałem to już 9 lat temu, odwiedzając w Jaszkowie p. barona Chłapowskiego"- to dosc pretensjonalne zeby nie powiedziec patetyczne. Pamieta Pan jak to bylo? B. chlapowski do dzis wspomina Pana wizyte. Niedawno o tym mi wspominal...
    Poza tym. W PL niestety konie to nie 1% bogaczy ale 10% chlopow malorolnych spod warki, ktorzy konia uzywaja kazdego dnia do pracy w polu.--- Moze ma pan racje ze 1% to posiadacze Ketchów dalekomorskich ale jesli chodzi o konie w PL to moze lepiej nie przeginac. Po godzinie wpisu nie sadze ze znow za duzo bylo zdestylowane ale do konca nie wiadomo.
    A jak jest 1000 po japonsku? Wie Pan to w koncu czy nie? oczywiscie ze Pan to wie i bedzie wiedzial--- do konca zycia... Ale niestety za pozno.. czasem mozna byc bardzo madrym-- ale niestety za pozno. Szkoda, bo zycze Panu dobrze ale pomimo nieslychanej wiedzy i setek przeczytanych ksiazek ciagle wewnetrznie pozostal Pan bardzo hardy. Zycze Panu wszystkiego najlepszego.. najbardziej trzezwosci umyslu.
    ps. Nie jestem Pana wrogiem... Zycze Panu jak najlepiej.... Coreczke ma Pan przesliczna, wykapana tata i szczerze niech Was Bog Blogoslawi. Wszystkiego najlepszego. Alleluja i do przodu. Pozdrawiam serdecznie. AlC IXH XAN.
    ps2.
    Nieszczescia zawsze wchodza drzwiami, ktore sami zostawilismy uchylone. (Zodra het hek van de dam is, lopen de varkens in het koren.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę trudno mi sobie wyobrazić, żeby pan Antoni Chłapowski mnie zapamiętał. Byłem u niego w grupie kilkudziesięciu osób, wraz z całym podyplomowym studium hodowli koni i jeździectwa. Owszem - napisałem potem tekst do "Końskiego Targu", jak sądzę panu baronowi raczej nie przykry - ale w żaden sposób nie podtrzymywaliśmy kontaktu - bo i z jakiego powodu..?

      No i żadną miarą nie mamy 10% "małorolnych chłopów"! Statystyki są tu zawodne - tylko dlatego nie mamy w Polsce slumsów ani innych faweli, że spora część populacji wciąż mieszka na wsi, a pracuje w mieście - ale nie istnieje w tej chwili żaden związek między faktem zamieszkiwania poza granicą miasta, a faktem utrzymywania się, choćby tylko częściowo - z roli. Realnie to mamy może 3, może 4% rolników. I coraz mniej jest wśród nich "małorolnych". A także: coraz mniej z nich trzyma konie (co, istotnie, jeszcze 10 lat temu było dość popularnym kierunkiem właśnie wśród rolników "małorolnych": bo wymaga relatywnie niewiele pracy - w porównaniu do innych działów produkcji rolnej). Przy tym, o czym przecież wyraźnie piszę - tej części naszej hodowli, jako żywo, żadna nędza ani kryzys nie dotyczy! Wprost przeciwnie: żeby nam tak wszystko rozkwitało jak hodowla koni rzeźnych - to by było dobrze..!

      Tak więc - co nieco nie zgadza się z faktami. A za życzliwość - serdecznie dziękuję.

      Usuń
  2. Ta Pana afirmacja hodowli koni rzeznych to okropienstwo. Gdzie sie Pan ta choroba zarazil?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozpaczliwie szukając w okolicy weterynarza: na "szportowych" koniach taki nie przeżyje, bo jest ich zbyt mało. Jak zabraknie rzeźnych, to nie tylko kopyta sami będziemy sobie strugać, ale i konie leczyć - sami, albo u znachorów...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...