poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Tadabond - oganianie na lince

Tadabond, popularnie zwany "Tadzikiem", a zdecydowanie już od dawna nie "Rudym", a tym bardziej nie "Goopim Rudym" - bo ani on Rudy, ani głupi - kolejny już weekend oganiany był na lince. Celowo piszę "oganiany na lince", a nie "lonżowany" z dwóch powodów:
1) Przedwojenna "Instrukcja ujeżdżenia" nie zna słowa "lonża", ani "lonżowanie", tylko używa właśnie tego pojęcia.
2) Ze względów dyplomatycznych - nie mam ani ochoty, ani nastroju dyskutować z ujeżdżeniowcami, którzy nie wiedzieć czemu przeżywają katusze za każdym razem, gdy widzą konia bez wypinaczy, na pojedynczej lonży i w dodatku - dopiętej do kantara. Zupełnie, jakby ich tak ganiano, a nie jakiegoś obcego konia, który - naszym zdaniem - jest zdecydowanie za młody na takie wynalazki i, doprawdy, nie ćwiczy ani tak długo, ani tak często, żeby miał od "ciężaru lonży" nabawić się zwyrodnienia kręgosłupa lub zgoła - skrętu kiszek...






Przyznaję, że jesteśmy coraz to bardziej dumni z naszego "Tadzika". Rośnie chłopak na potęgę. Proporcjonalnie i prawidłowo. Kowal, zrobiwszy mu ostatnio (po raz drugi w życiu) kopytka stwierdził: kopyta - bez uwag. Normalnie - aż miło się takim koniem chwalić.

Powinniśmy to robić częściej, jeśli chcemy go koniec końców sprzedać. A chcemy, a właściwie nawet - musimy. Cóż - kiedy czasu brak...

Powyżej - zdjęcia sprzed tygodnia (14.04.2018). To było jego drugie "oganianie na lince".

Poniżej - trzecie w życiu "oganianie na lince", z 21.04.2018. Niestety, wrodzona w rasie inteligencja już mu zaczyna podpowiadać, jak tu kantować i lenić się:




Jak by ktoś z Państwa reflektował na Tadzika, to zapraszam: 782 589 388.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...