niedziela, 29 kwietnia 2018

Powrót Króla

Nasze stado nareszcie jest w komplecie: dzięki pomocy Drogiej Kuzynki*, przywieźliśmy dzisiaj "ze szkół" Króla Juliana. Nie było go u nas 13 miesięcy!

Wciąż nie wiemy, czy dostał cenzurkę. Mamy się przekonać za dwa tygodnie. Na pewno nie omieszkam Państwa o tym poinformować. Tymczasem - wciąż jest to ten sam, poczciwy, pełen zwierzęcego magnetyzmu i dzikiego uroku, ale generalnie łagodny i miły Król Julian. Sami Państwo popatrzcie..:









Kopyta do zrobienia, ale poza tym - nie wiem, do czego tu się przyczepić? Mimo że wrócił do domu, do swoich bab, a te baby - od wczoraj na trawie (por. niżej), generalnie się grzeją i są w nastroju romantycznym - ogier jest perfectly managable i nie miałem najmniejszych problemów z jego wylonżowaniem (no dobra... nawet jak na moje standardy opędzanie na tak krótkiej lince, lonżowaniem nie może być nazwane - ale ciasno tam mieli...), zapakowaniem, wypakowaniem, przeprowadzeniem.

Żadnego buntu, strzelania z zadu, prób zastraszania, chodzenia na dwóch nogach. Trochę nie rozumiem zatem, o co chodzi..? No ale dobrze. Pożyjemy, zobaczymy...

Tymczasem, jako się rzekło - od wczoraj zaczął się u nas PRAWDZIWY sezon pastwiskowy. Czyli nie jakiś tam, w połowie w lesie wytyczony "padok wiosenny", tylko normalna, zielona trawka Pierwszego Padoku:




Czeka nas - przez resztę Długiego Weekendu - mnóstwo pracy, bo trzeba wytyczyć jeszcze jeden nowy padok: nazwiemy go zapewne "Padokiem Centralnym". Chcielibyśmy odsadzić Omiid zanim ukończy 6 miesięcy, jej matce też należy się odrobina odpoczynku - a to wymaga dodatkowej przestrzeni.

Wraz z wytyczeniem Padoku Centralnego plan zagospodarowania naszych działek osiągnie niejaką dojrzałość. Pozostaną wolne skrawki na ujeżdżalnię, imprezownię i wybieg dla kur - planowane w przyszłości.

W ciągu ostatniego pół roku ogrodziliśmy cztery nowe padoki, na terenach wcześniej nie użytkowanych. Razem z Padokiem Centralnym i tymi, które istniały wcześniej - będziemy ich mieli łącznie osiem...
---------------------------------------------------------------------
*Nasz samochód wciąż w warsztacie. Podobno już za dwa tygodnie... Ale tak, jak się stało - jest lepiej: mamy to za sobą (naprawdę dziękujemy..!), a jest czas poobserwować konia...

sobota, 28 kwietnia 2018

SSAK

Rzucamy wyzwanie Tesli! Oto, proszę Państwa SSAK: Samobieżna, Samonaprowadzająca się, Autonomiczna Kosiarka. 



Kosi równo, dokładnie, a co ważne - przynajmniej w przypadku dorosłych, w pełni ukształtowanych osobników - tylko trawę (no dobra, także wybrane kwiatki i krzewy - np. liliowce...). Szczypiorek pozostawiając nie naruszonym. Nadaje się zatem do zastosowania nawet w ogródku!*
-----------------------------------------------------------------------------------
*Nie dotyczy osobników młodocianych, w trakcie przyuczania do zawodu, które - generalnie - zżerają wszystko. Nawet głóg.

piątek, 27 kwietnia 2018

Dobrze jest!

Jak powszechnie wiadomo, kłopoty nie chadzają parami. One biegają całymi, dobrze zorganizowanymi gangami. I dobrze jest. Jak stwierdziła dziś rano Najlepsza z Żon: nie rozhartujemy się...

Zaczęło się od tego, że po korekcie uzębienia, nieco ponad tydzień temu, nasz senior, Tajger zwany "Tajem" - osowiał z deczka. Jakby oddawał przywództwo w Klubie młodszemu. Snuł się gdzieś na obrzeżach grupy, nie rozganiał towarzystwa, nawet przestał otwierać boksy, co poprzednio namiętnie czynił.



Nie skojarzyłem tego z kłopotami jelitowymi, bo nie miałem do tej pory takich doświadczeń: raz w życiu trafił mi się koń zapiaszczony (to dlatego tak obsesyjnie wybieram końskie kupy z Padoku Zimowego klaczy - żeby przynajmniej na jego piaszczystej części nie rosła słaba trawa, którą zimą wyrywałyby i zjadały z korzonkami - i z piaskiem...) i raz - kolka. Ale o przebiegu ostrym. A to jest raczej przewlekłe zatwardzenie. Że jest niefajnie spostrzegłem ostatecznie we wtorek wieczór, gdy delikwent nie zjadł kolacji.

W środę rano nie zjadł także śniadania. Znakiem tego - nie ma na co czekać. Jeszcze przed wyjazdem do pracy przeszedłem się z nim w ręku do torów kolejowych i z powrotem. Potem oprowadzały go Najlepsza z Żon razem z Weronika - z takim skutkiem, że puścił kilka bąków. Wszyscy panowie poszli na zieloną, świeżą trawkę - Tajger się ożywił, ale żeby defekował, tego Najlepsza z Żon nie zauważyła.

Trzeba na niego wsiąść i zestresować - stwierdziła. No to się zaofiarowałem: chłop twardo nosi, szkoda żoninego kręgosłupa! Po powrocie z pracy wskoczyłem szybko w bryczeski. Już go czyścimy i ubieramy, a tu... nie ma wody w stajni.

Biegnę najpierw do studzienki z "rozdzielnią" - wszystko w porządku. Biegnę do hydroforni: masakra! Do połowy hydroforni stoi woda, bezpiecznik mokry, wyłączył się. Załączyłem - leje się znad hydroforu. Wysadziło w powietrze całe orurowanie...

Na szczęście nasz Pan Sołtys przyjechał z pomocą - i już na wieczór prowizoryczne ujęcie wody mieliśmy. A wczoraj naprawił te rury - jak zwykle: szybko i sprawnie. O tyle mamy tylko w związku z tym złe przeczucia, że poprzednia przebudowa hydroforni była w pakiecie z nowym domem. Ten sam hydraulik to robił. Jak nam coś teraz w domu wystrzeli...

Ja tymczasem, skoro już miałem konia przygotowanego, przewiózłszy kawałek córę (nie da się nie przewieźć, mówię Wam...), ruszyłem przed siebie. W sam raz - w stronę ciężkich, granatowych, burzowych chmur zbierających się na horyzoncie!

Nie jest łatwo zestresować starego konia. Ostatecznie udało mi się to dopiero, gdyśmy pod te chmurzyska wjechali, zerwał się gwałtowny wiatr, wokół łopotały jakieś worki po nawozie i resztki zeszłorocznego ogrodzenia (zajechaliśmy kawał za rów odwadniający - przechodząc go brodem - na łąki ciągnące się w kierunku Bożego i Augustowa). Kupka poszła. Yeeee..!

Można wracać. Co najwyżej lekkim kłusikiem, bo żeby - mimo kupki - wrócił zwykły wigor i buńczuczność Starszego Pana, tego powiedzieć nie można. Ale, nie powiem - nie było źle. Nie wytrząsł mnie tak, jak się tego spodziewałem. Widoki po drodze - fajne. Mnóstwo dzikiej zwierzyny. Dwa duże i kilka mniejszych chmar saren. Bażant. Zajączek. Trasa, w sumie - ciekawa, trzeba tam kiedyś zastępem pojechać. I nawet jakoś specjalnie nie zmokłem. Chmury głównie straszyły, a mało z nich - tymczasem - padało.

Na miejscu okazało się, że Pan Sołtys już pojechał, ale przyjechał Miły Sąsiad - bronować kawał Pierwszego Padoku, zniszczony przez dziki, który nam jeszcze w zeszłym roku zaorał. Kobyszcza, przez których Padok Zimowy musiał przejechać, widząc wielki ciągnik z agregatem uprawowym - wpadły w takie bojowe podniecenie, że Najlepsza z Żon, z Weroniką na rękach, stała przy wejściu na Padok Wiosenny, gdzie je zamknęła i pilnowała, żeby nie staranowały bramy. Zmieniłem ją, jak tylko rozkulbaczyłem Tajgera i wyrzuciłem Klub Brydżowy na padok - ale całe staranie o żoniny kręgosłup - poszło w krzaki...

Potem pozostało jeszcze tylko ponapełniać beczki z wodą z prowizorycznego ujęcia - i dzień można było uznać za zakończony. Dzień jak co dzień. Jak to na gospodarstwie. Dobrze jest..!

środa, 25 kwietnia 2018

Rozkruszek - oganianie na lince

Podobnie jak młodszy brat, również Rozkruszek (który nosi takie imię - najzupełniej oficjalnie, to nie jest żadna ksywka, tak ma w papierach - bo to pierwszy koń, jaki się nam urodził "w małżeństwie" i należy, w związku z tym, do Najlepszej z Żon, a Najlepsza z Żon kiedyś, dawno dawno temu, chciała mieć konia o takim właśnie imieniu...; gdyby nie fakt, że zimą się trochę pokłócili przy wychodzeniu na padok, na pewno nie chciałaby go sprzedać...) trzeci z kolei weekend był "oganiany na lince".

Co tu więcej opowiadać? Co opowiadać..? Sami Państwo zobaczcie:



To z poprzedniego weekendu (14 kwietnia). I najnowsze:














Jeśli komuś z Państwa pociekła ślinka, proszę dzwonić: 501 049 488...

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Tadabond - oganianie na lince

Tadabond, popularnie zwany "Tadzikiem", a zdecydowanie już od dawna nie "Rudym", a tym bardziej nie "Goopim Rudym" - bo ani on Rudy, ani głupi - kolejny już weekend oganiany był na lince. Celowo piszę "oganiany na lince", a nie "lonżowany" z dwóch powodów:
1) Przedwojenna "Instrukcja ujeżdżenia" nie zna słowa "lonża", ani "lonżowanie", tylko używa właśnie tego pojęcia.
2) Ze względów dyplomatycznych - nie mam ani ochoty, ani nastroju dyskutować z ujeżdżeniowcami, którzy nie wiedzieć czemu przeżywają katusze za każdym razem, gdy widzą konia bez wypinaczy, na pojedynczej lonży i w dodatku - dopiętej do kantara. Zupełnie, jakby ich tak ganiano, a nie jakiegoś obcego konia, który - naszym zdaniem - jest zdecydowanie za młody na takie wynalazki i, doprawdy, nie ćwiczy ani tak długo, ani tak często, żeby miał od "ciężaru lonży" nabawić się zwyrodnienia kręgosłupa lub zgoła - skrętu kiszek...






Przyznaję, że jesteśmy coraz to bardziej dumni z naszego "Tadzika". Rośnie chłopak na potęgę. Proporcjonalnie i prawidłowo. Kowal, zrobiwszy mu ostatnio (po raz drugi w życiu) kopytka stwierdził: kopyta - bez uwag. Normalnie - aż miło się takim koniem chwalić.

Powinniśmy to robić częściej, jeśli chcemy go koniec końców sprzedać. A chcemy, a właściwie nawet - musimy. Cóż - kiedy czasu brak...

Powyżej - zdjęcia sprzed tygodnia (14.04.2018). To było jego drugie "oganianie na lince".

Poniżej - trzecie w życiu "oganianie na lince", z 21.04.2018. Niestety, wrodzona w rasie inteligencja już mu zaczyna podpowiadać, jak tu kantować i lenić się:




Jak by ktoś z Państwa reflektował na Tadzika, to zapraszam: 782 589 388.

niedziela, 22 kwietnia 2018

Prace i dnie

Czas nam płynie tak szybko, tak szybko, że normalnie - nie ma kiedy taczki załadować... Jak by nie to, że cały czas coś się zmienia i, w sumie, nie możemy się nie zgodzić z naszym wczorajszym Miłym Gościem, że zmienia się, ogólnie rzecz biorąc, na lepsze - Weronika zaczęła już chodzić (przed ukończeniem jedenastego miesiąca życia...), młode konie pięknie nam się rozwijają (zobaczycie Państwo poniżej, na zdjęciach...), nowi jeźdźcy rekrutują (ewentualnie zainteresowanych jazdami zapraszamy: 501 049 488...), drzewa zielenią, nawozy na Pierwszym Padoku i Wielkim Padoku są już rozrzucone, Padok Juliana (na którym, tymczasowo, urzęduje Klub Brydżowy) stopniowo się czyści, ogródek jest przez Najlepszą z Żon doprowadzany do kultury, planujemy kolejne padoki, a w dodatku - od czasu do czasu odwiedzają nas Mili Goście - sami byśmy nie wiedzieli, czy to dzień, czy noc...


 Nowi jeźdźcy

Młode konie


 



Stara przyjaźń

 Matka pod siodłem

 Starszy syn przy płocie

 Znowu matka dwóch synów pod siodłem

Szefowa na luzie


I jeszcze jeden, ostatni raz - matka dwóch dorastających synów pod siodłem


Szefowa na bardzo dużym luzie - normalnie, talent pedagogiczny nam się objawił! Bo żeby taki koń - miał tyle dobrego serca..?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...