niedziela, 18 marca 2018

Zimni harcownicy

Pospiesznie odtrąbiliśmy wiosnę w poprzednim poście. Tymczasem w piątek po południu naszło niebo chmurami, sypnęło - najpierw drobniutkim deszczem, zaraz potem śniegiem, ani drobnym, ani rzadkim. Tylko wprost przeciwnie: sypało gęsto, równo, wielkimi płatami. A sypało i sypało - aż do soboty rana.

W efekcie - zostaliśmy w Boskiej Woli zasypani. Wendi wciąż w warsztacie, a Fabiunią - strach był po takich zaspach jechać. Tym bardziej, że śnieg tylko z początku był wilgotny - im dłużej padał, tym robiło się zimniej, więc i śnieg coraz to bardziej był sypki. Coraz też mocniej wiało - gdzie drzew brak, czyli na przykład, przy drodze do wsi, zaspy się porobiły do rana na pół metra wysoko.

Co było zrobić..? Najlepsza z Żon wyjechała po Tatę Leszka na stację kolejową w dwa konie:






Do sklepu też pojechali wierzchem - niejaką sensację wzbudzając we wsi:











Aż spokojnie - zazwyczaj - pasąca się w przydomowych ogródkach na początku wsi para koziołek - sarna, uznała za stosowne zaprezentować się w całej okazałości:


Po południu nasz Pan Sołtys nas odśnieżył - i teraz już wyjazd jest całkiem możliwy, bez zabierania łopaty na siedzenie pasażera i modlitw do św. Krzysztofa.

Nie wyglądało to jeszcze wczoraj jakoś strasznie groźnie - mimo wszystko. To całkiem normalne, że w marcu pada śnieg. Przez ostatnie 10 lat, to wręcz oczywiste: zima przychodzi późno (dobrze po Bożym Narodzeniu) - za to trzyma prawie do Wielkanocy.

Być może pora na reformę kalendarza..? Astronomicznie wciąż się niby wszystko zgadza, ale trochę głupio, gdy - rok po roku - nawet na swobodnie rosnące pod domem choinki, trzeba przed Wigilią watę kłaść, żeby śnieg udawała, za to Niedziela Palmowa, a bywa że i Wielkanoc - po śniegu...

Nie wyglądało to jeszcze wczoraj jakoś strasznie groźnie, powtarzałem sobie, że poleży dzień, może dwa - spadnie wiosenny deszcz i tyle tego śniegu będzie.

Ale w nocy zrobiło się w chatce zimno. Mimo, że w piecyku całą noc ogień buchał! Co wstałem do Weroniki, to nowe drewienka wrzucałem, aż do rana nie wygasło - a w chatce, jak było 10 stopni na plusie rano, to sukces! To co na zewnątrz..? I co z piecem C.O w nowym domu..?

Na zewnątrz - mróz, śnieg zmarznięty na beton i bezchmurne niebo.

Normalnie - typowy, kontynentalny, rosyjski wyż. Przychodzi taki, jak drągal w białej szubie, staje na środku pokoju, patrzy przed siebie tymi jasnobłękitnymi oczyma wysokiego nieba, nic nie mówi i w ogóle nie reaguje - ani na pochrząkiwania gospodarzy, ani na aluzje, ani nawet na reprymendy wprost w twarz wykrzykiwane. Stoi i stoi. Może się tak i dwa tygodnie nie ruszać - ani w prawo, ani w lewo...





Na dwa tygodnie to nam drewna na pewno nie starczy... No nic - jakoś będziemy sobie radzić. Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było - zwykł mawiać dzielny wojak Szwejk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...