poniedziałek, 26 marca 2018

Matka i córka

Najlepsza z Żon obiegając, w chwili krótkiej drzemki naszej wspaniałej córki gospodarstwo, zastała matkę z córką na Wiosennym Padoku w identycznych pozach - co od razu Państwu pokazuję, skoro zdjęcia mi przysłała:



niedziela, 25 marca 2018

Widoki i kopytka

Mała Omiid ponownie pokazała klasę:




Generalnie zresztą, wczorajsze przycinanie paznokci poszło w całym stadzie sprawnie i bez wypadków:


(te białe kupki wokół, to nie śnieg - to sierść Atamana...)

Humory też dopisywały:




Na koniec dnia zaś - pojawiły się w stadzie nowe widoki na przyszłość: Najlepsza z Żon dokonała uroczystego otwarcia nowego Padoku Wiosennego:






niedziela, 18 marca 2018

Zimni harcownicy

Pospiesznie odtrąbiliśmy wiosnę w poprzednim poście. Tymczasem w piątek po południu naszło niebo chmurami, sypnęło - najpierw drobniutkim deszczem, zaraz potem śniegiem, ani drobnym, ani rzadkim. Tylko wprost przeciwnie: sypało gęsto, równo, wielkimi płatami. A sypało i sypało - aż do soboty rana.

W efekcie - zostaliśmy w Boskiej Woli zasypani. Wendi wciąż w warsztacie, a Fabiunią - strach był po takich zaspach jechać. Tym bardziej, że śnieg tylko z początku był wilgotny - im dłużej padał, tym robiło się zimniej, więc i śnieg coraz to bardziej był sypki. Coraz też mocniej wiało - gdzie drzew brak, czyli na przykład, przy drodze do wsi, zaspy się porobiły do rana na pół metra wysoko.

Co było zrobić..? Najlepsza z Żon wyjechała po Tatę Leszka na stację kolejową w dwa konie:






Do sklepu też pojechali wierzchem - niejaką sensację wzbudzając we wsi:











Aż spokojnie - zazwyczaj - pasąca się w przydomowych ogródkach na początku wsi para koziołek - sarna, uznała za stosowne zaprezentować się w całej okazałości:


Po południu nasz Pan Sołtys nas odśnieżył - i teraz już wyjazd jest całkiem możliwy, bez zabierania łopaty na siedzenie pasażera i modlitw do św. Krzysztofa.

Nie wyglądało to jeszcze wczoraj jakoś strasznie groźnie - mimo wszystko. To całkiem normalne, że w marcu pada śnieg. Przez ostatnie 10 lat, to wręcz oczywiste: zima przychodzi późno (dobrze po Bożym Narodzeniu) - za to trzyma prawie do Wielkanocy.

Być może pora na reformę kalendarza..? Astronomicznie wciąż się niby wszystko zgadza, ale trochę głupio, gdy - rok po roku - nawet na swobodnie rosnące pod domem choinki, trzeba przed Wigilią watę kłaść, żeby śnieg udawała, za to Niedziela Palmowa, a bywa że i Wielkanoc - po śniegu...

Nie wyglądało to jeszcze wczoraj jakoś strasznie groźnie, powtarzałem sobie, że poleży dzień, może dwa - spadnie wiosenny deszcz i tyle tego śniegu będzie.

Ale w nocy zrobiło się w chatce zimno. Mimo, że w piecyku całą noc ogień buchał! Co wstałem do Weroniki, to nowe drewienka wrzucałem, aż do rana nie wygasło - a w chatce, jak było 10 stopni na plusie rano, to sukces! To co na zewnątrz..? I co z piecem C.O w nowym domu..?

Na zewnątrz - mróz, śnieg zmarznięty na beton i bezchmurne niebo.

Normalnie - typowy, kontynentalny, rosyjski wyż. Przychodzi taki, jak drągal w białej szubie, staje na środku pokoju, patrzy przed siebie tymi jasnobłękitnymi oczyma wysokiego nieba, nic nie mówi i w ogóle nie reaguje - ani na pochrząkiwania gospodarzy, ani na aluzje, ani nawet na reprymendy wprost w twarz wykrzykiwane. Stoi i stoi. Może się tak i dwa tygodnie nie ruszać - ani w prawo, ani w lewo...





Na dwa tygodnie to nam drewna na pewno nie starczy... No nic - jakoś będziemy sobie radzić. Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było - zwykł mawiać dzielny wojak Szwejk.

niedziela, 11 marca 2018

Plaża

Zrobiło się cieplej - kobyszcza plażują..:







Panowie plaży nie mają, ale też nie wyglądają na niezadowolonych:



Ptaki śpiewają rozgłośnie - na pewno przyleciały już i tokują żurawie, prawdopodobnie także kwiczoł (truskawek nie będzie w tym roku...), wczoraj widziałem bardzo wesołego dzięcioła w czerwonych portkach, a wokół chatki rozkwitły bazie:


Wiosna!

sobota, 3 marca 2018

Jest nadzieja!

Na ocieplenie: wiatr zmienił kierunek


Teraz wieje - zresztą, bardzo słabo - z południowego zachodu.

Co nie znaczy, że już jest cieplej, o nie..!

Tym niemniej, profilaktycznie wysprzątałem dobrze przed wiatą (w miniony poniedziałek nie udało mi się wytaszczyć belki siana z części magazynowej na właściwe miejsce, pod ścianą - była zbyt nadgryziona, by dało się ją toczyć, a za ciężka, żebym przeciągnął - została pod słupem wspierającym dach wiaty od strony pozbawionej ściany, czyli tam, gdzie wypadła i kobyszcza szybko ją rozwlekły...):


Na wypadek odwilży. Chodzi o to, żeby się nie robiło błoto większe, niż koniecznie trzeba...

Skądinąd: jak na możliwości czterokopytnych i znaną mi zewsząd praktykę stajenną, to my tego błota za dużo nie mamy. Właśnie dlatego, że sprzątam maniacko nie tylko pod wiatą, ale i - wszędzie wokół, cały Padok Zimowy. Dzięki temu nie odkładają się ani bobki, ani wywleczone spod wiaty siano czy słoma.

Tak samo trzeba będzie posprzątać i wokół stajni - już za dużo materii organicznej się tam dookoła odłożyło i przymarzło...

czwartek, 1 marca 2018

W słońcu

Najlepsza z Żon, z dzieckiem na ręku, uwiecznia piękny, acz mroźny (no - nie tak już mroźny: dziś rano komputer w samochodzie pokazał minimalnie -16 stopni - przed domem raptem -14 stopni: cóż to jest przy -18 stopniach przedwczoraj rano..? A ten komputer i tak zwykle ciut zawyża temperaturę...) poranek:






















Może i jesteśmy zmęczeni i niewyspani - ale takie widoki i radość Weroniki, którą bardzo ciągnie do koni, zupełnie to rekompensują...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...