niedziela, 25 lutego 2018

A jednak...!

A jednak zima trzyma i ani myśli się "przesilać". Ochłodzenie, którym straszono nas w prognozach od tygodnia wreszcie naprawdę nadeszło. Skutkiem czego mamy III stopień zamrożenia: nie udało mi się dziś rano odkuć wszystkich końskich bobków od podłoża (zejdą dopiero z odwilżą: już mnie plecy bolą, jak pomyślę, ile to będzie taczek...). No i zamarzł na amen kran w stajni: jest tam - jako że finiszowaliśmy w grudniu, na szybko i po prostu nie starczyło czasu na wszystkie konieczne prace - nie zabezpieczona przed mrozem studzienka rewizyjna. 

Do tej pory wpuszczony do niej kabel grzewczy jakoś dawał radę, ale wczoraj przestał. I to w dzień! Rano jeszcze nalałem wody normalnie, z kranu w "boksie gospodarczym" - a wieczorem już musiałem przynosić wodę spod wiaty.

Odwilż zapowiadają za tydzień. Mam nadzieję, że tym razem meteorolodzy przewidzieli trafnie i nie będzie opóźnień (nie obraziłbym się też na małe przyspieszenie...).

Futrzaki dają radę:











piątek, 23 lutego 2018

I znowu sanna...

Kobyszczom humor dopisuje:












Panom z Klubu Brydżowego - od wczoraj na nowym, bardziej zadrzewionym wybiegu - w sumie też:




Natomiast na pewno nie można tego powiedzieć o naszym chartopodobnym przybłędzie - nie dał się oderwać od piecyka w chatce nawet na śniadanie, nie wiem jakich argumentów użyła Najlepsza z Żon, że w ciągu dnia wyszedł na zewnątrz:


A tak w ogóle - to pięknie jest, nie ma co gadać!



Wszystkie zdjęcia autorstwa Najlepszej z Żon. Bardzo dziękuję!

środa, 21 lutego 2018

II stopień ochłodzenia

Mamy w gospodarstwie trzy stopnie zimna.

Stopień I: kiedy zamarza kran pod wiatą.

Stopień II: kiedy podczas sprzątania Padoku Zimowego trzeba odkuwać końskie bobki, bo przymarzły do ziemi.

Stopień III: kiedy takie odkuwanie przestaje się udawać, bo przymarzły za mocno.

Dziś rano osiągnęliśmy stopień II. Było już tej zimy kilka dni, gdy zbliżaliśmy się do stopnia III.

W sumie - nie jest tak źle! Jak na koniec lutego..?

Tymczasem - kobyszcza z Załogi Magla w obiektywie Taty Leszka:

Omiid z mamą

Osman Guli z córką

Mahvash

Mahru i Mahvash

niedziela, 18 lutego 2018

Sili się

w sensie: chyba zima dobiega swego przesilenia (abstrahując zupełnie od astronomii...). Zapowiadają na przyszły tydzień tęgie mrozy (przygotowując się na tę przykrość, przerobiliśmy z Tatą Leszkiem 30 taczek drewna wczoraj - miałem i dziś rąbać ale, prawdę pisząc, nie dałem rady - za duże zakwasy...). A tymczasem koniowatym... zaczynają wypadać zimowe kudły..!

Zawsze takie rzeczy najlepiej widać po Margire:


Ona urodziła się w Polsce. Jako pierwsza achałtekinka czystej krwi (klaczka p. Kotwickiego, też czystej krwi, urodziła się w Moskwie...). W dodatku w styczniu. Zawsze pierwsza porasta futrem i trzyma je aż ma pewność, że mrozów więcej nie będzie.

Tymczasem dziś, gdy Najlepsza z Żon ją pogłaskała
rękawiczki jeszcze nie były całe w futrze - ale coś tam na nich jednak zostało.

Stąd wniosek - przesilenie.

Inne kłaczą bardziej zdecydowanie, na przykład najmłodsza:

Poza tym - piękny dzień był dzisiaj:

Dwaj braciszkowie i Tiger

Ataman znad wyżerki

Jak na rodzonych, pełnych braci, to są dość różni, prawda..?




Kolejne podejścia do "paszportowych" zdjęć Tadabonda (dawniej zwanego Goopim Rudym, ale ani on rudy, ani - taki znowu goopi...).


Widok z salonu naszego nowego domu

Mahvash podpiera wiatę

Zachód słońca był pocztówkowy...

piątek, 2 lutego 2018

Witaj świecie

Pogoda praktycznie wiosenna (choć na przyszły tydzień zapowiadają nam tu lute mrozy), toteż kobyszcza plażowały:







Zgodnie ze znanym powiedzonkiem o tym, jak to się dzielą konie - wszystkie nasze kopytne są bez wątpienia niezwykle wprost szczęśliwe! No by czyste to one nie są - ani trochę...

Tymczasem piękne słońce zachęcało dziś nie tylko do plażowania, ale i do pracy (jak kto miał po temu siły - ja, niestety, drugi dzień na zwolnieniu lekarskim i wciąż po krótkim nawet spacerku musiałem się kłaść - nogi jak z waty, w głowie obracają się żarna...):


tudzież do gruchania:


Widoczny powyżej gołąb, trzeci czy czwarty przez te ponad osiem lat odkąd mieszkam w Boskiej Woli, popularnie zwany "Stówą" (bo sąsiadka, widząc go zawołała, że "stówę" za takiego można dostać...) zadomowił się u nas kilka tygodni temu i ani myśli odlatywać. Wydaje się, że choćby z tego powodu - wart jest raczej rosołu niż "stówy"...

I chyba właśnie przypieczętował swój los. Ob...dziergał wszystkie brzegi big-baga, w którym trzymamy owies...

Ale to wszystko nic w porównaniu z odkryciem naszej Cesarzówny!

Korzystając z faktu, że jej nowe łóżeczko (które jest w tej chwili centralnym elementem wystroju wnętrza chatki...) przylega bezpośrednio do lustra odkryła w nim... dziewczynkę tak piękną, że można ją tylko całować:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...