sobota, 17 listopada 2018

Żarty się skończyły...

zaczęła się zima. Rano wyglądało to na zwykły przymrozek - ale nawet w południe temperatura powyżej zera pojawiała się wyłącznie w pełnym słońcu i wyłącznie na powierzchniach dobrze chłonących ciepło. Lód w poidłach utrzymał się przez cały dzień:

Wąż ogrodowy, którego używamy do napełniania poideł klaczom i młodym ogierkom - nie rozmarzł. Musieliśmy go rozmontować, podłączyć w stajni zamiast do kranu przy chatce (w stajni mamy kabel grzewczy na kranie, więc nie zamarza):

Jeśli taka pogoda się utrzyma - konieczne będzie przemeblowanie na padokach. Klacze pójdą pod wiatę, ogierki na nowy padok "ujeżdżalniowy", staruszkowie, którzy aktualnie go zajmują - na powiększony plac manewrowy wokół stajni. Wszystko po to, żeby skrócić drogę dostarczania wody: nie ma mowy, żebym zdążył rozłożyć węża, napełnić poidła, po czym schować go np. do piwnicy - codziennie.

Na razie wszyscy dostali siano na pastwiska:





A do owsa: siemię lniane i ziarna słonecznika. Humory od razu się poprawiły..!

wtorek, 13 listopada 2018

Juniorki i seniorzy

Zwykle tak jest, że im koń (lub człowiek...) mniej sprawia problemów - tym mniej mu się poświęca uwagi. Czasem pozostawiając go samemu sobie. Na czym, niestety - cierpi. No cóż: nie ma sprawiedliwości na tym łez padole..!

Aż boję się napisać, że którykolwiek z naszych koni sprawiał kłopoty - niespełna dwa tygodnie temu nasłuchałem się komplementów pod adresem naszych czterokopytnych, że do tej pory nie mogę wyjść ze zmieszania. Osobliwie, że dobra jedna czwarta tych komplementów dotyczyła rzeczy oczywistych. Że chodzą na uwiązie. Że nogi podają.

A to są roczne konie, które na uwiązie NIE chodzą i nóg NIE podają..?

No więc, patrząc z tej perspektywy - to powinniśmy mieć same tylko zaniedbane konie, bo takiego, który by po dwóch - trzech powtórzeniach nie załapał, że na uwiązie się stoi lub chodzi, zależnie co człowiek każe, a nogi podaje - tośmy nigdy nie mieli.

Tym niemniej - nauczenie tego ogierków wymagało, powiedzmy, jednego czy dwóch powtórzeń więcej niż w przypadku klaczek. No i w konsekwencji - młode klaczki SĄ zaniedbane. One wszystko w lot łapią - więc nie było powodu specjalnie się nad ich wychowaniem pochylać... W sensie - prawie wcale się nad ich wychowaniem nie pochylałem... Tym niemniej - kiedy wczoraj wyprowadziliśmy Omiid dla zrobienia zdjęć - udało się to całkiem przyzwoicie, choć wcale przedtem nie ćwiczyliśmy. A jest silniejsza od Tadabonda z czasów, gdy miał równo rok...:




Jej starsza o ponad rok półsiostra, Mahvash, w sumie o tyle więcej otrzymała wychowania, że bodaj raz wzięliśmy ją na lince na okrąglak. A fajna jest - jeszcze Państwo zobaczycie!




No i seniorzy. Seniorzy, a i owszem, potrafią dać w kość - osobliwie Siwy dym. Ale też prawdą jest, że jakoś się nad nimi nie pochylamy specjalnie. Wczoraj trochę pobiegali - chyba mamy za dobre siano i Tajowi nogi ciut spuchły..:





Zmierzając do konkluzji: jak by ktoś z Państwa reflektował - miejsce na jeszcze jednego albo dwa staruszki, względnie na jeszcze jednego lub dwa młode ogierki - to by się u nas znalazło. Obiecujemy nie poświęcać nadmiernie uwagi - co, jakoś tak dziwnie, konie czemuś doceniają...

sobota, 10 listopada 2018

Wola Boża..!

W zmienionej konfiguracji pastwisk Julian ma stado klaczy przez drogę. Schudł już trochę z tego powodu (ale krzywda mu się nie dzieje, od wiosny go odpasaliśmy - wrócił do nas w nienajświetniejszej kondycji - teraz to już lubego tłuszczyku tu i ówdzie za wiele, trochę ruchu mu nie zaszkodzi...) - a gdy któraś z matron lub podlotków poczuje wolę Bożą - mamy przez drogę nieustające "sceny balkonowe"..:





czwartek, 25 października 2018

Melesugun - zapomniane zdjęcie

Szukając czegoś zupełnie innego, znaleźliśmy przed chwilą zdjęcie z maja tego roku, wykonane przez Tatę Leszka:

Melesugun (Serasker - Monogramma), klacz achałtekińska, urodzona w 2004 roku w Stawropolu - od 9 lat przewodzi naszemu stadu, od 11 lat jest z nami: wciąż skończona piękność..!

sobota, 20 października 2018

Mr Bob goes West...

Przy okazji wizyty Miłych Gości mieliśmy okazję pierwszy raz w życiu przejechać się w westowej kulbace. I my - i Melesugun. Której, mamy wrażenie - bardzo się podobało:





Co najważniejsze: wygląda na to, że spodobało się także Mr Bobowi, jak na razie wożącemu się grzecznie wewnątrz swojej Mamy:


Bardzo dziękujemy - i mamy nadzieję na liczne, równie sympatyczne wizyty w przyszłości..!

poniedziałek, 1 października 2018

Nie każdy musi jeździć konno…

Łatwo zapomnieć jak różnorodny jest światek koński – mimo swej mikrej, w stosunku do ogółu populacji mieszkańców Polski, liczebności. Zazwyczaj zamykamy się we własnym gronie: własnej stajni, własnego towarzystwa, własnego kółka wzajemnej adoracji. Wyjście za płot częściej wywołuje niesmak, albo przynajmniej zdziwienie – niż ciekawość.

Z jednej strony – pełno jest ciągle stajni i stajenek, przy których nawet nasza Boska Wola wygląda wprost wypaśnie: w porównaniu z wydeptanym, błotnistym klepiskiem, nawet nasza marniutka trawa wprost poraża bujną zielonością. No i, jak by nie patrzeć – wszystkie budynki mamy całe, czyste, suche. Ogrodzenia trwałe, funkcjonalne i estetyczne. Nie ma na co narzekać…


Tymczasem – stajnie i stajenki daleko od naszej Boskiej Woli skromniejsze, by nie rzec wręcz, że przaśne – żyją, mają się jak miały, chyba ich nawet nie ubywa, klientów znajdują, na brak koni nie narzekają (że to są na ogół konie krzywe na wszystkie cztery nogi – i każda w inną stronę – to i cóż..?). Wciąż, jak za mich dawnych, studenckich czasów, prawie ćwierć wieku temu – pełno tam zafascynowanych końmi dzieci (które może nawet nie wiedzą, że istnieje jakiś inny koński świat..?), hałaśliwych i dość wulgarnych podlotków (stan „podlotkowości” utrwala się części amazonek już do końca życia – niestety, na ogół razem z pozostałymi dwiema cechami…) i zawsze znajdzie się jakiś łysy, dobrze umięśniony „trener” w moim wieku (w sumie, gdybym nie miał innej pracy..?), pies i stado kotów.

Z drugiej strony – po ludziach, którzy czasem z bardzo daleko do nas przyjeżdżają, a i po różnych dyskusjach w necie znajduję, iż rośnie w siłę sekta „niejezdków”. Kto to „niejezdek”..? Ano to ktoś taki, kto (zwykle) nie narzeka na brak gotówki i chętnie tę gotówkę na konie traci (stąd, w odpowiedzi na popyt, pojawia się też i podaż: do „niejezdków” dopasowanych „trenerów”, „znachorów”, „teorii” i całych stajni, gdzie się takie towarzystwo skupia…) – ale koni, jazdy, szybkości – panicznie się boi! I stąd: albo wynajduje u swojego (koniecznie..! wszak (nie)jeździć na cudzym koniu – żadna frajda, prawda..?) wszelkie możliwe i niemożliwe choroby i kontuzje – co jest o tyle łatwiejsze, że koń, pokarany przez los takim właścicielem, cierpi z powodu chronicznego braku poczucia bezpieczeństwa, jakie może mu dać tylko stabilne, godne zaufania i zdecydowane przywództwo ze strony człowieka, od czego istotnie, łatwo choruje także somatycznie – albo też: wynajduje wszelkie możliwe i niemożliwe teorie i preteksty, aby tylko – na konia nie wsiadać! A jak już wsiądzie – broń Panie Boże: nie rozpędzić się wyżej skróconego stępa..! No dobra – może być kłus. Ale skrócony..!

Jak koń idzie chętnie do przodu – no to trzeba coś wymyślić, żeby mu w tym przeszkodzić. Nie uda się wmówić, że ma krzywą miednicę, problemy metaboliczne i RAO, więc w ogóle nie powinien pracować, tylko przez najbliższe dwa lata podlegać kosztownej i skomplikowanej rehabilitacji..? No to wymyślamy teorię, zgodnie z którą, nim się przejdzie do wyższych chodów, jeździec musi „znaleźć duchową równowagę i łączność z koniem” – poprzez intensywne wpatrywanie się we własny pępek leżąc na okrąglaku w czasie, gdy koń krąży wokół. Albo – teorię, w myśl której ZANIM w ogóle zacznie się na koniu jeździć – powinien on dorobić się zadku kulturysty i wykonywać piaffy i pasaże na dwóch lonżach…

Naprawdę, odnoszę wrażenie, że jeźdźcy dzielą się na tych bez kompleksów i bez pieniędzy – oraz z pieniędzmi i z kompleksami…

Tylko właściwie: po jaką cho..rę leczyć te kompleksy Bogu ducha winnymi zwierzakami..? Już pomijając mnóstwo innych hobby i sportów, które można uprawiać (takie np. szachy..? Albo chociaż warcaby..?) – doprawdy, nie każdy musi jeździć konno..! Można się dawać wozić bryczką. Albo trzymać własnego konia na Wyścigach i wystawiać go do gonitw. Albo zainwestować w konia czysto pokazowego, zaplatać mu koreczki, lakierować kopytka i malować rzęsy. „Niejezdkom” nie tylko odwagi brak, ale i – fantazji…

piątek, 28 września 2018

Backstage

Kilka zdjęć zza kulis ostatniej - profesjonalnej, a co! - sesji męskiej części naszego stada:



"Efekt brzózki". Nie ma mnie:


Jestem!


niedziela, 12 sierpnia 2018

Złoty koń

Melesugun, nasza wspaniała Szefowa, przewodniczka stada, to prawdziwie złoty koń - nie tylko z powodu sierści! Również z powodu szczerozłotego serca. To taki koń, co i na armaty pójdzie (i nie spocznie, póki kopyt przynajmniej we krwi nie zanurzy...) i dziecko wyniańczy - jednego popołudnia. Znaczy się, z braku armat - może też zaszarżować na pasące się przy drodze krowy, albo na przejeżdżający samochód. Co tam sobie chcecie..:










Julian poświadcza zza krzaków:


(biedak, na razie samotnikuje - ale zimą, o ile nikt z Państwa się nie skusi na kupienie go - pozbawimy go męskości i może, z czasem, będzie mógł też dołączyć do stada - jako ogier nie jest już nam więcej do niczego potrzebny, choć potomstwo dał znakomite; nie ma sensu jednak kręcić się w kółko, a i więcej źrebiąt - nie potrzebujemy...).

wtorek, 7 sierpnia 2018

Wyrwaliśmy..!

z córą największy pigwowiec:



Wprawdzie w sierpniu się nie przesadza roślin, ale co było zrobić..? Wcześniej nie miałem urlopu, a ten pigwowiec rozrósł się już zdecydowanie za bardzo. Nawet, jeśli owocował (co trudno było stwierdzić, dopiero po wyrwaniu znaleźliśmy trochę owocków w głębi czupryny...), to i tak nie sposób się było do tych owoców dobrać - a przy okazji zabierał światło pozostałym pigwowcom i częściowo, jagodom goji, które bardzo od tego zmarniały. No i przejść się nie dało - cały kąt ogródka mamy przez to zapuszczony.

A jeszcze w 2015 roku nie wyglądało to groźnie:



Znakiem tego - pigwowce utuczyły się tak dzięki opiece Najlepszej z Żon...

Teraz, olbrzym, podzielony na siedem części, powędrował za zewnętrzne ogrodzenie Pierwszego Padoku w charakterze żywopłotu. Przeżyje - dobrze. Nie przeżyje - trudno, jakoś zniesiemy ten cios...

Poza tym, walczymy z ogrodzeniami, przy okazji gromadząc opał na zimę. Jak by się komuś z Państwa straaasznie nudziło i chciał wypocić parę litrów zbędnego płynu z organizmu - to zapraszam serdecznie, roboty dla każdego wystarczy... Można sobie artystycznie pobrudzić stopy..:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...