wtorek, 11 kwietnia 2017

Przygód ciąg dalszy

To były naprawdę intensywne dni. Jak by powiedział Bilbo Baggins: pozostaje tylko żałować, że połowa tych przygód nie była choć o połowę mniej dramatyczna, a druga połowa, nie zdarzyła się tylko w połowie. Czy jakoś tak. Nie mam nastroju na finezyjne gierki słowne - osobliwie o tej porze dnia i w towarzystwie Najlepszej z Żon, która nieco mnie rozprasza...

Zacznijmy od soboty. Udało się nam odzyskać bale, których zamierzamy użyć do wypełnienia ścian naszego domu - i nawet część pieniędzy. Bale tydzień wcześniej pojechały do obróbki, ale już widząc że Ojciec płaci z góry (a przecież tego się NIGDY nie robi!) miałem przeczucie, że nic z tego nie będzie - i pozostaje tylko radować się, że przygoda ta nie skończyła się gorzej...


Po tym, zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie wyczerpującym wstępie, nastąpiła, naturalną koleją rzeczy, niedziela. A w niedzielę... W niedzielę zabraliśmy się za przemeblowanie w stadzie!

Już dzień wcześniej na Padok Zimowy wjechała przyczepa:


Wyjechał jednak Julian, a nie Margire czy Buba. Julian wyjechał do szkoły. Z wieku mu i z urzędu ten zaszczyt się z dawna należał - kto to widział, żeby taki stary byk nic tylko się byczył, a wcale nie pracował, prawda..?

Już kiedy odstawiliśmy szczęśliwie Juliana na miejsce przeznaczenia zauważyliśmy, że w gruncie rzeczy to jesteśmy z zestawem niedaleko Kampinosu. I co za problem zabrać, w takim razie, do nas Mahru..? No to zabraliśmy. Jak to zwykle z Wrednymi Babskami bywa, integracja ze stadem trwa. I daleko jej do zakończenia...:


Wredne Babska okupują wiatę (tu w zestawie matczyno - ciotczynym...), a juniorka bytuje w okolicy, stopniowo zacieśniając orbitę wokół Stada:






Najzacieklej nowo przybyłą atakuje Buba:


Ale Szanowna Mamuśka także zachowuje rewolucyjną czujność - nawet w czasie zabiegów higienicznych:


Trwa to dwie pełne doby w chwili, gdy piszę te słowa. Spodziewam się, że do jako - takiej integracji stada powinno dojść do końca tygodnia. Jak dobrze pójdzie - po Rezurekcji wypuścimy towarzystwo na trawę...

Tymczasem wczoraj rano niebezpieczną przygodę przeżyła nasza kota. Dałem stadu śniadanie. Odpiąłem z łańcucha przy budzie Wigora i właśnie wyjąłem z beczki kość, którą miałem podzielić między wszystkie trzy psy, gdy kota wyłoniła się zza wiaty, nieco spóźniona z nocnej wracając wycieczki - i dość pewnym krokiem ruszyła w stronę chatki, spodziewając się zapewne dostać na strych w czasie, gdy psy będą zajęte. Niestety. Wigor ją zauważył a chartopodobny kundel Lord - doścignął. Nie to, żeby kota, przez trzy psy otoczona poprzestawała tylko na obronie. O nie! Powstał dziki kłąb futer, z kotą wczepioną wszystkimi pazurami w pysk charta. I ten kłąb przetaczał się raz w jedną, a raz w drugą stronę.

Zaiste! Gdyby generał Skrzynecki wykazał takiego ducha walki w 1831! Bo różnica masy na niekorzyść kota była nawet gorsza..!

Rzuciłem kością w środek toczącego się kłębu. Kot jest lekko poturbowany:


Lord przypomina teraz trochę buldoga. Tak mu pysk spuchł...

Przy tym wszystkim idzie na zmianę pogody:



Nie wiadomo, czy długo uda się kontynuować prace budowlane:


Po Świętach, w każdym razie, to już bym chciał, żeby Najlepsza z Żon mogła od pilnowania robotników odpocząć i skupić się na Dużo Ważniejszym Wydarzeniu, którego lada tydzień (jeszcze nie piszę, że lada dzień...) oczekujemy...


1 komentarz:

  1. Super blog, milo sie czyta :) Zapraszam do mnie http://nikita-equ.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...