niedziela, 23 kwietnia 2017

Gorycz i duma

Jak mi kiedyś powiedział Aleksandr Stiepanowicz: taki już los hodowcy... Cóż tu jednak po maksymach i mądrościach ludowych..? Boli..! Boli, bo zawiodłem. Owszem. Mam wiele na swoje wytłumaczenie. Ale Melesugun nic po moich tłumaczeniach - Krzywonoska nie ma. Zabrałem go. Wyniosłem spod wiaty i z Padoku Zimowego. I nie oddaję. A ona za każdym razem, gdy przychodzę - patrzy mi na ręce...

Ale od początku..!

We wtorek około południa Najlepsza z Żon zadzwoniła z wieścią, że widać świeczki. Pilnowaliśmy kobyły całą noc z wtorku na środę. Nic się nie wydarzyło. Ponieważ nic się nie wydarzyło, a byłem przekonany, że Melesugun będzie - jak zwykle - rodzić w nocy i w możliwie jak największej dyskrecji - no to pojechałem do pracy. Z nastawieniem, że będę jej pilnował kolejną noc - i że tym razem to już na pewno (bo świeczki istotnie imponujące były!).

Szczerze pisząc, upilnowanie Melesugun to by i tak był precedens. To jej piąta ciąża, a czwarty poród - i nigdy wcześniej nie to, że nie upilnowaliśmy. Nigdy wcześniej nawet po sobie nie pokazała, że ma zamiar rodzić..!

Około 11:40 Maria Magdalena zadzwoniła z wieścią, że się zaczyna!

Początkowo myślałem, że po prostu doświadczona kobyła chce jej pokazać, że poród to nic strasznego - i poradziłem zająć dobrą pozycję obserwacyjną, z aparatem fotograficznym w ręku:



Nawet wyraziłem się w sms-ie, że trochę jej zazdroszczę...

Ale bardzo szybko wypadki nabrały tempa.

Najpierw okazało się, że nóżki idą trochę za bardzo do góry, co grozi rozerwaniem prostnicy.

Najlepsza z Żon zdołała wsadzić dłoń do środka i naprowadzić nóżki na właściwy tor. Przy okazji namacała, że za nimi bynajmniej nie ma główki - a jak się pokazały kopytka, to było widać, że źrebię leży w macicy na plecach, a nie na brzuszku..!

Ponieważ nie było postępu, a Melesugun zdawała się tracić parcie, zadzwoniłem do weterynarza - i do M., naszego najbliższego sąsiada, który szczęśliwie był właśnie w domu. Sam się zwolniłem z pracy i pobiegłem na pociąg - ale do domu miałem dotrzeć za dwie godziny, więc mój udział w całej operacji i tak nie miał żadnego znaczenia.

Najlepszej z Żon, przy pomocy silnych dłoni sąsiada, udało się wyciągnąć Krzywonoska, rodzącego się pośladkowo i na grzbiecie, z przeprostowanymi tylnymi nogami. I reanimować go zaraz po urodzeniu, bo już słaby był. Jestem z niej niesamowicie dumny! Zwłaszcza, że do NASZEGO porodu zostały dni, a co najwyżej - tygodnie. Jeden, może dwa tygodnie.

Już po tym, jak dotarłem wreszcie do domu, sprowadziłem kolejne posiłki w postaci życzliwych i pomocnych sąsiadów. Radek, druh mój serdeczny, trzykrotnie zdoił siarę z obu strzyków Melesugun do butelki, którą próbowaliśmy karmić Krzywonoska. Nasz Pan Sołtys z synem, choć byli akurat w pracy, zjawili się pomóc przy próbie dostawiania go do wymienia.

Do późnej nocy na przemian masowaliśmy kłodę i (przeprostowane, wygięte w przeciwnym kierunku niż należy) nóżki Krzywonoska, wcierając w nie rozgrzewającą maść, spirytus jabłkowy i łzy oraz próbowaliśmy go podpierać przy próbach wstawania - co jakiś czas podając kolejne porcje siary z butelki.

Ponieważ Melesugun w międzyczasie zaczęła wykazywać objawy gorączkowe, wezwaliśmy kolejnego weterynarza (pan dr Żołyniak, który był jako pierwszy, stwierdził tylko, że źrebak na pewno nie przeżyje - i nawet nie obejrzał łożyska, nie mówiąc o klaczy; żeby nie płacić za sam tylko dojazd, Najlepsza z Żon dała mu zaszczepić nasze psy...), który z wielkim poświęceniem i empatią podjął próbę zbadania Melesugun (co nie było łatwe, bo była niespokojna - tyle dobrego, że udało się stwierdzić, iż przynajmniej końcowa część kanału rodnego jest cała, uszkodzeń nie ma...) i podał jej antybiotyk oraz środki przeciwzapalne z niewielką porcją oksytocyny dla przyspieszenia obkurczania macicy.

Klacz do samego końca, do rana, pozostała przy źrebięciu.

Skurcze mięśniowe - przede wszystkim skurcz szyi - dość szybko mu ustąpiły. Po siarze wlanej z butelki do pyszczka, zdołał nawet - przynajmniej do pewnego stopnia - opanować opadanie dolnej wargi i wypadanie języka z pyszczka. Tylko dlatego walczyliśmy tak długo!

Niestety, problem nie ograniczał się tylko do układu mięśniowego. Pomimo intensywnych prób machania nogami, nawet postawiony na mostku nie wykazywał najmniejszych śladów koordynacji ruchowej. Odruch ssania był bardzo słaby. Nie było żadnego postępu ani jak chodzi o koordynację ruchową, ani jak chodzi o przyswajanie pokarmów paszczą - przez kilkanaście godzin.

Nawet, gdyby podać mu kroplówkę, to co dalej..? Przy skurczu mięśni, to by miało sens - kupilibyśmy czas, a źrebię by się wzmocniło i w końcu wstało, nawet jeśli krzywo i niezgrabnie. Ale Krzywonosek miał także problem albo neurologiczny, albo kostny (albo oba naraz). Nie było sensu go dalej męczyć. Rano, na naszą prośbę, pan doktor go uśpił.

Resztę powinna opisać Magda. To ona brała czynniejszy udział w najważniejszych wydarzeniach ostatnich kilku dni i to ona nawiązała zupełnie specjalną więź z Melesugun. Jak matka z matką. Mam nadzieję, że to zrobi.

W tej chwili, wszystko wskazuje na to, że od strony czysto medycznej, z Melesugun jest już w miarę w porządku:


Oczywiście bolą ją wymiona. No i cierpi. Radek wczoraj pożyczył naszą przyczepę i jechał wzdłuż ogrodzenia. Biegła za nią i rżała - zwykle w przyczepie wywożę odsadki...

3 komentarze:

  1. Współczuję. Strasznie szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  2. jakieś takie miałam wrażenie, gdy wywieźliście Pieszczocha na nauki, dla ciężarnej z jakiegoś powodu dobrze się nie skończy. nie wiem czemu? ech....teraz niech Małżonka wyluzuje, bo takie akcje przyspieszają porody. a jeszcze chyba nie czas.

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest jeden z powodów, dla których zrezygnowałem z hodowli rumaków.
    Kiedyś moja Strzałka urodziła wprawdzie bez problemu, ale nikt poza nią o pchającym się na świat źrebaku nic nie wiedział. Wszystko odbyło się w oborskiej stajni i w pełnym zaskoczeniu stwierdziłem rankiem, że mam dwa koniki.
    W tym przypadku jedyną pociechą może być, że klaczka w dobrym zdrowiu jest.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...