poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Alleluja!

I do przodu, do przodu!







Przy czym godne odnotowania jest, iż jak już się Bubiszcze wstępnie wybiegało i rozluźniło to, choć ja z tym nie miałem nic wspólnego, a i na pewno nikt nigdy jej wcześniej tego nie uczył - w czasie przemarszów między jednym a drugim polem dostosowała swój krok do tempa osiąganego przez Najlepszą z Żon. Niezbyt imponującego - z przyczyn oczywistych. Matka rozumie matkę...

A skoro o matkach mowa, tracę cierpliwość do Melesugun. Miesiąc temu wyglądała, jakby miała się źrebić lada dzień: brzuch opadnięty, strzyki nabrane, tylko świeczki brak (ale świeczkę łatwo przeoczyć, to ostatnie godziny przed porodem...). Od tamtej pory nie tylko nic nie urodziła, ale i - wyraźnie nabrała animuszu. To i na nią wsiadłem. Na 20 minut (z komórkiem w ręku...) - ale wsiadłem:




W zeszłym roku przejażdżka (nieco dłuższa, to fakt...) pomogła "rozpakować się" Margire. Może i teraz pomoże..?

Inna rzecz, że niemożebnie zimno! Kran nam dziś w nocy zamarzł, musiałem rano rozmrażać. Może to i nie pora na porody..?


Co więcej u nas...? A to musicie Państwo wiedzieć więcej..? No dzieje się, dzieje...



Chrystus zmartwychwstał! Prawdziwie zmartwychwstał!

1 komentarz:

  1. Notek mało, to i komentarzy mniej. A ja się cieszę, że Pan nie zapomina o swym blogu i że budowa się posuwa do przodu. Dom zapowiada się okazały.
    Pozdrowienia.
    Zdzisław.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...