sobota, 28 stycznia 2017

Don Giuliano

Drodzy Państwo, pewnych faktów nie da się już dłużej ukrywać. Zwłaszcza, gdy dowody są jednoznaczne. W chwili zdarzenia Najlepsza z Żon była co prawda jeszcze daleko, ale niosła aparat, chcąc uwiecznić pięknie błyszczące w świetle zimowego słońca futra - i zrobiła zdjęcie:


Jak się Państwo uważnie przyjrzycie to zobaczycie jak Julian bierze pod podwozie Wigora.

Wigor wyszedł z tego żywy, nawet nie połamany (w każdym razie nie tak, żeby mu to przeszkadzało w poruszaniu). Okazało się nawet, że posiada - w co zdarzało się nam wątpić - centralny układ nerwowy: najpierw na chwilę ogłuchł (znaczy się, zdolny jest odczuwać szok...), a potem - zaczął Juliana, konie i padok omijać baaardzo szerokim łukiem (znaczy się, potrafi się uczyć..!). Biedny jest teraz, więc trzymamy go w chatce.

Tyle faktów. Teraz interpretacja. Otóż - nie do uwierzenia jest, żeby Julian wziął Wigora pod podwozie ot tak sobie. Jasne. Psy potrafią być irytujące. Ale były takie TYLKO względem ogra. Który je zresztą niejednokrotnie celowo do tego prowokował. Klacze zwyczajnie ignorują taki szczekający drobiazg (no dobra, Bubie raz jeden, w podnieceniu, zdarzyło się Lorda pogonić - ale to było w porze marchewki i o marchewkę chodziło, nie o zabawę!), więc i psy od dawna już klaczy nie zaczepiają - znudziło im się, skoro odzewu nie ma.

Co zatem zaszło..? Starannie rozważając wszelkie możliwości i odrzucając tylko to, co niemożliwe, doszliśmy pospołu - Najlepsza z Żon w charakterze Sherlocka Holmesa, ja jako dr Watson - do wniosku, że mamy do czynienia z próbą morderstwa na zlecenie! Julian - Don Giuliano - przyjął zlecenie. To jedyna możliwość!

No tak. Ale kto jest zleceniodawcą..?

Ano - jest jeden podejrzany:


Po oczach widać, że winna!

Motyw jest oczywisty. Lord już się z kotem oswoił:


Ale Wigor, jakkolwiek za to nie karcony, wciąż miał na widok kociego futra wirujące spirale w oczach. I o to chodziło!

Oczywiście, to nie była prosta transakcja! Sądzimy, że jako pośredników, Krystyna zaangażowała myszy. Dlatego zresztą Najlepsza z Żon niedawno nie najlepiej się czuła żołądkowo bez widocznej przyczyny: dla dobicia transakcji trzeba było na kimś zutylizować trutkę na myszy, która tu i ówdzie jeszcze w chatce występuje - kot zrobił to, zbierając i wysypując resztki trutki do herbaty Najlepszej z Żon. W zamian myszy przez tydzień wynosiły cichaczem owies z worka i dostarczały go Don Giuliano (w konsekwencji owies skończył się nam wcześniej niż przewidywałem - jest dowód, ha..!). Gdy transakcja została opłacona - doszło do zamachu...

Mówię Wam: ze zwierzętami trzeba ostrożnie. Nigdy nie wiadomo, co taki sobie myśli (jeśli myśli...)! O:


Z powodu powstałego zamieszania, Najlepszej z Żon niewiele błyszczącego futra udało się uwiecznić:


Uwieczniła za to oko naszego Dona..:


Strach się bać..!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...