sobota, 23 stycznia 2016

Casting na panią Basię

Podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki (zwolennik logicznego puryzmu pewnie by powiedział, że i raz nie sposób, skoro woda wciąż płynie...), ale cóż - kto zabroni próbować..?

Pani Basia potrzebna od zaraz!

U sąsiadów, pp. M., będzie wkrótce szóste dziecko. Pani M. za kilka tygodni zostanie zresztą położona do szpitala. U mnie - z końmi i wiatą jakoś daję sobie radę, ale w chatce jest niemożebnie wręcz zimno, gdy wracam wieczorem z pracy w stolycy (dobrze, że na jutro już zapowiadają odwilż...), no i co tu kryć: brudem zarasta. Nie to, że nie umiem sprzątać. Umiem. Tylko trudno mi to robić nim się chatka rozgrzeje, a jak się już rozgrzeje, to powieki same się zamykają...

Jak rozmawiałem przed chwilą i z M. i z Marią Magdaleną - pieniędzy dać nie możemy. W każdym razie nie tyle, żeby to miało znaczenie, bo jakieś kieszonkowe oczywiście będzie. Ale dach nad głową, wyżywienie i dużo, dużo rodzinnego ciepła czeka na osobę (najchętniej panią...) która by się na takie frukta w zamian za ogarnięcie szóstki dzieci i jednej niedużej chatki (z doskoku, to naprawdę nie jest nawet i pół etatu...) połaszczyć zechciała... Może jakaś pani jest w trudnej sytuacji życiowej a chciałaby zacząć od początku..? Przynajmniej do lata, póki zimno i ciemno..?

Nie pisałem kawał czasu, ale to wynikło ze splotu okoliczności: padł na prawie dwa tygodnie internet, zdrowie po drodze szwankowało, no i, jak zwykle, czasu nie było...


piątek, 8 stycznia 2016

Zaległości

Rozmawiając przed chwilą z Marią Magdaleną przez telefon sam doszedłem do wniosku, że mam tu dla Państwa nieaktualne zdjęcia - co prawda raptem sprzed paru dni, ale - z innej pory roku! Bo najpierw, około Sylwestra, zrobiło się bardzo zimno, a dopiero na Trzech Króli spadł śnieg. Więc zdjęcia robione w okolicy Świąt i Nowego Roku kompletnie już są nieadekwatne.

Co zrobić, skoro najpierw nie było czasu (Święta spędziliśmy bardzo aktywnie - nie tylko podróżując prawie nieustannie, ale też wsiadając na koń), a potem, od Nowego Roku, rozłożył nas patogen. I to tak nas rozłożył, że dopiero powoli przychodzimy do siebie. No a teraz co prawda pięknie, śnieżnie, ale też pochmurno i ponuro, światła do robienia zdjęć nie ma...











Mimo mrozu, z wylewki wciąż wytrącały się jakieś sole - widoczne na tuż przed świętami położonej izolacji:



Generalnie, już przed Świętami harmonia i pokój zapanowały wśród mieszkańców chatki:


Tylko Łapa, którą mieliśmy na przechowanie na Sylwestra, źle reagowała na mróz i pozostawiona choć na chwilę na zewnątrz, usiłowała się schować... w odrobinę dziwnych miejscach..!



Konie:







I gospodarz w gościnnym Podkampinosie na Tigerze, wierzchowcu Marii Magdaleny. Usiłuję sobie przypomnieć, kiedy to ostatni raz siedziałem na nie swoim koniu...


To chyba było na Dżygicie, nieżyjącym już synku mojej Dalii wlkp., dobre paręnaście lat temu!


Na koniec: Włoch w akcji


A w tej chwili jest kompletnie biało. Wręcz - świata za szybą nie widać! Tak sypie..! Kończę: sąsiadowi wydmuchało uszczelkę spod głowicy w traktorze, będziemy zaraz jechać po części...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...