poniedziałek, 7 grudnia 2015

Problem z imigrantami

Jesienna imigracja jest zjawiskiem normalnym. Wiele już razy opisywałem konflikt jaki w związku z tym wybuchał między nami, jako zasiedziałymi mieszkańcami, a bezczelnymi przybyszami. W tym roku jednak, można już mówić o regularnej wojnie. Czegoś takiego jak w Boskiej Woli mieszkam, nie pamiętam.

Komando napastników składa się (w tej chwili) z trzech lub czterech osobników. Pierwotnie było ich czterech lub pięciu, ale jednego poprzedniej nocy ubiliśmy. Jak twierdzi Maria Magdalena, której przypadkiem zdarzyło się spojrzeć w oczy jednego z nich - to fanatycy. Zdolni do wszystkiego!

Mimo, że wokół wciąż panuje obfitość pożywienia (nie wymawiając, sami trzymamy tuż obok chatki pękaty worek z owsem i dwa z końskim musli - jeden nawet nie otwarty jeszcze...), ci dżihadyści uparli się dobierać do naszych zapasów: chleba, mąki, kocich i psich chrupków, nawet masła i przypraw (rozbebeszyli woreczek z czarnuszką...). Robią to chyba przez czystą złośliwość, toż do owsa nawet wspinać się nie trzeba, a tu - nie tylko wspinaczka po kablach, pudełkach, po ścianie, nie tylko przegryzanie grubych, kartonowych opakowań, ale i - ryzyko schwytania.

Robią to dla adrenaliny? Dla idei? W poszukiwaniu nowych wrażeń smakowych? Z czystej złośliwości? Czy ciśnienie populacyjne tak duże, że do owsa dopchać się nie sposób..? Ale gdyby ten ostatni motyw wchodził w grę, to by przecież we wnętrzu chatki grasowały osobniki najsłabsze i najgłupsze - jak te, które w poprzednich latach topiły się w pralce, nie potrafiły wydostać z wanny czy z kosza na śmieci...

Wszystko mamy już popakowane w plastik lub w szkło. A i to nie przerwało conocnych, głośnych bardzo eksploracji terenu.

W sobotę wieczorem zastawiłem pułapkę. Jeden napastnik zginął. Cóż, kiedy dziś w nocy, jego kumple z zemsty nie tylko tak sprytnie wybrali z pułapki przynętę (koci chrupek), że nie zadziałała i nic się żadnemu z nich nie stało:


ale i zrzucili z pułeczki maselnicę, kompletnie niszcząc jej wieczko z przezroczystek plastiku tak, że ostała się nam jedno podstawka:


i ślady napastników:


Skoro chcą eskalacji - będą ją mieli! Dziś wieczór po raz pierwszy w historii użyję broni chemicznej. Zaopatrzyłem się w zaprzyjaźnionym sklepie ogrodniczym w Warce w trutkę...

Niestety, na tym muszę kończyć. Pranie się właśnie skończyło, pora biec do zajęć!

5 komentarzy:

  1. oj, po tym poście to Ci dopiero popularność wśród niemców skoczy, toż to jawna prowokacja :P

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas sześć puchatych darmozjadów poKOTem leży na poduchach, a myszy po szafkach w kuchni łażą...Inwazja jak nic!

    OdpowiedzUsuń
  3. A nie zdrowej dla duszy żywołownych pułapek używać>

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja w temacie broni chemicznej to bym był bardzo ostrożny. Choćby ze względu na koty które mogą złapać podtrutego gryzonia i same od tego umrzeć w mękach.
    Radziłbym rozstawić więcej pułapek na myszy i jako przynętę użyć słodkiej czekolady. Gwarantuję, że żadna mysz dla czekolady się nie oprze. Oczywiście nie jest łatwo nałożyć kulkę z czekolady na spust pułapki ale z czasem można dojść do wprawy. Nieraz też się zdarzy, że terroryści obeżrą czekoladę bez uruchamiania pułapki ale trzeba próbować aż do skutku.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...