piątek, 4 grudnia 2015

I jak tu nie wierzyć w teorie spiskowe..?

Ledwo co opublikowałem wczoraj relację z moich nocnych przygód i charakterystycznych dla "sklerotycznego dziedzica" lęków o ziemię  - a licznik odwiedzin skoczył do nadprzestrzeni. Ki licho..?



Wykres dzienny nie pozostawia wątpliwości:


1290 odwiedzin pomiędzy 10:00 a 11:00. Przy czym źródłem tych odwiedzin były głównie Niemcy:


Na godziny rozebrać się tego nie da, ale 1557 odwiedzin z Niemiec w ciągu jednego dnia podczas gdy w skali całego tygodnia było ich 1800 dość jednoznacznie wskazuje, że cały ten pik między 10:00 a 11:00 zawdzięczam Wielkiemu Bratu zza Odry.

I to dosłownie "Wielkiemu Bratu" bo to prawie na pewno był boot śledzący, który wychwycił jakieś słowa kluczowe w moim ostatnim tekście, interesujące z punktu widzenia jego twórców (że to był boot o tym świadczy zarówno nienaturalnie ostry kształt krzywej - przy ruchu "naturalnym" nawet, jeśli szybko rośnie, to potem nie tak szybko z powrotem spada - no i brak komentarzy: średnio wypada mi jeden komentarz na ok. 100 odwiedzin, a tu co..?).

Nie to, żebym był zdziwiony! Z punktu widzenia interesów niemieckich na pewno warto wiedzieć - a, w razie potrzeby, także reagować - gdy w przestrzeni polskojęzycznego internetu pojawiają się hasła potencjalnie antyniemieckie.

O, na przykład takie:


Co nie..?

Skądinąd "na złodzieju czapka gore" i jeśli niemiecki boot wyszukuje haseł odnoszących się do wykupu ziemi (bo chyba nie do wygody podróżowania Kolejami Mazowieckimi..?), no to - proszę Państwa - jak tu nie wierzyć w teorie spiskowe..?

Poniekąd, coś takiego mogło wyjść tylko w tak niszowym i tak mało popularnym blogu jak mój - gdzie indziej wachnięcia typu "1000 w górę, 1000 w dół" ukryłyby się w tłoku... No i ten boot to zbyt inteligentny nie był, skoro zwykłe statystyki Google go wychwytują...

To, proszę Państwa, bynajmniej jeszcze nie koniec!

Otóż próbowaliśmy od pewnego czasu pomóc naszym sąsiadom i przyjaciołom, pp. M, w rozprowadzeniu niewielkiej nadwyżki produkcji rolnej w mieście. Spotkała nas całkowita, totalna, bezapelacyjna, beznadziejna porażka!

Nie dlatego, że produktom pp. M. czegoś brakowało. Choć oczywiście domowego wyrobu biały ser nie jest taki jak ze sklepu, itp., itd. Główny problem polegał na niemożności rozdystrybuowania tej - niewielkiej podkreślam - nadwyżki. Fizycznej niemożności. No bo jak tu rozprowadzić 20-kilowe wiadro kiszonej kapusty, skoro każda z warszawskich pań domu bierze nie więcej niż po pół kilograma..? Jak rozprowadzić półtuszę wieprzową, skoro nie ma chętnych na więcej niż 15 deka wędliny lub mięsa..?

Trzeba by mieć sklep - do którego przyjdzie w ciągu dnia 50 czy 100 takich pań. Rozwożenie po domach nie ma krzty sensu - bo nawet, gdyby to się kalkulowało (a nie kalkuluje się w żaden sposób...), to po prostu nie ma czasu na to, żeby odwiedzić 50 czy 100 domów! Już pomijając problem, skąd tyle chętnych do zakupu pań wziąć..?

Nie jest to pierwsza tego rodzaju porażka w mojej karierze wieśmaka. Właściwie powinienem był to przewidzieć. Oczywiście, że żadna z tych pań nie wystawiła nas (a głównie Marii Magdaleny, która się utargała tego wiadra kapusty jak górnik przodowy węgla...) ze złej woli. One raz, że są przyzwyczajone do powszechnej i nie podlegającej dyskusji obfitości dóbr (po co więc miałyby robić sobie kłopot - i ponosić KOSZT - magazynowania czegoś ponad bieżące potrzeby..?), a dwa - że na ogół nie mają GDZIE przechować więcej niż tygodniowego zapasu żywności.

Jakeśmy przyglądali onegdaj przedwczoraj z Marią Magdaleną projekty domów w katalogu, to "spiżarnia", nieodmiennie w postaci malutkiej wnęki, pojawia się w domach powyżej 80 m2 powierzchni użytkowej. A co mówić o miejskich mieszkaniach..?

Wszystko to oczywiście doskonale daje się wytłumaczyć wygodą i postępem. Ale czy czegoś to jednak Państwu nie przypomina..?

5 komentarzy:

  1. Ostatnio moja mama przerobiła ponad 20 kg kapusty na bigos. Albo nie trafiliście w odpowiedni czas, albo w tym mieście (Radom?) nie robi się już bigosu na święta.

    Owe "porady surwiwalowe" wywołały we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony są rzeczowe i rozsądne, z drugiej strony - to czysta łopatologia. Swoją drogą, cały ten dobrobyt się skończy, jeśli zamiast dbać o naprawę państwa, będziemy się odgradzać od świata w swoich domeczkach na wsi. Nie, żeby mnie taka myśl nie kusiła, no ale ja to ja. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. licznik odwiedzin także mnie skakał. do niebotycznych wejść i przez mniej więcej godzinę. taka ich uroda. trzepią wszytkich w poszukiwaniu czego nie ma. bo oczywiście najciemniej pod latarnią. taki Petru na fb mową nienawiści wali i podżega, ale to pryszcz. bp swojak. jak to się mówi k..k.. łba nie urwie.

    co do paszy to chyba nie w tym rzecz. w warszawie działa Lokalny rolnik. można się podłączyć pod jakąś grupę.
    rzecz w tym, że nawet oni mają z niektórymi cenami przegiecie.

    o finansach ludzkich nie będę gadać, bo się nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  3. To ja tak na marginesie, jeszcze tu się nie wypowiadałam, ale temat mi bliski, więc: nie łatwiej pańskiemu koledze reklamę gospodarstwa na płocie zawiesić, w kilku miejscach-ogłoszeniach, w internecie czy prasie lokalnej nawet, i czekać na chętnych? Jeśli już sami przyjeżdżają, chętniej biorą więcej.
    Mam spiżarnię podziemną i pod niebiosa sobie chwalę, to że dalej od kuchni to tylko zaleta, rządzę tam niepodzielnie. A postęp rozleniwia, pozwala zapomnieć o podstawach i umiejętnościach.
    A co do skoków statystycznych, zastanawiałam się właśnie, co ci Rosjanie u mnie widzą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Może powinniście inaczej się do tego zabrać? U nas (mówię o mojej mamie) to działa na zasadzie poczty pantoflowej. Najpierw informuje się koleżanki w pracy, rodzinę, sąsiadów i znajomych o posiadaniu znajomych na wsi z nadwyżką. Potem zbiera się zamówienia i dostarcza towar.
    Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek jadła kupioną kiszoną kapustę, ale ogórka się zdarzyło. Nie ma porównania z oryginałem! (mama w sezonie ma zamówienia na 100 litrów kiszonych) :) Ech, rozmarzyłam się... Brak mi tu naszych przetworów, niestety, nie ma wszystkich składników, to sama nie zrobię.

    OdpowiedzUsuń
  5. Za moich czasów :)pani ładowała cielaka w płachtę na plecach i dzwoniła od drzwi do drzwi. jako dziecko myślałam, że to jest właśnie sławetna "kobieta ciężarna".

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...