środa, 4 listopada 2015

Radość życia cz.1

Poranek dziś mroźny:


i mały poczęstunek dla naszego Mistrza (murarskiego) Pana Jana, który wczoraj przygotowałem na dobry początek pracy i który pozostał w ogromnej większości nie spożyty (bo Pan Jan o siebie dba - ale smak pochwalił, z czego, jak mi wyjaśnił M., mam być dumny, bo to ekspert nie lada, także i w tych sprawach...), nieźle się zmroził:


a woda w beczce pokryła się lodem:


Mimo to i mimo panicznego już niemal pośpiechu (jest już pan Bogdan, którego musiałem wezwać dzisiaj na pomoc, bo i na trzy pary rąk nie dawaliśmy wczoraj rady: musimy z M. pojechać do Stromca po Włocha - to zresztą osobna historia, w poniedziałek tamtejszy majster powalił nas na ziemię ze śmiechu pytając, do czego właściwie służy pompa hydrauliczna, którą naprawił..? - zaraz będzie i pan Jan, raczej nie skończę tego wpisu przed wieczorem - dlaczego te komputery są tak rozpaczliwie powolne w porównaniu z ludzkim umysłem..?) - rozpiera mnie radość życia!

Tak wyglądał plac budowy w piątek:


a tak pół godziny temu:


Postęp nie jest może bardzo wielki, ale to dlatego, że połowę wczorajszego dnia straciliśmy na przygotowania i dowożenie różnych brakujących drobiażdżków: a to mufy do podłączenia betoniarki, a to drzwi, żeby już wiedzieć z góry, jaki mają mieć rozmiar itp. "Drobiażdżki" prawie podwoiły pieniężną wartość inwestycji!

Ale jak się już z tego szoku otrząsnąłem, to musiałem przyznać, że tak naprawdę jest to czysta, żywa radość! M., z moją czysto fizyczną pomocą, bardzo dobrze ulał płytę. Wszystkie kąty są idealnie proste, wymiary się zgadzają. Mamy bardzo dobre bloczki, świetną zaprawę, znakomitego majstra. Czyż budowa nie jest w tej sytuacji przyjemnością..?

A że robimy to po większej części ręcznie, chałupniczo, rzemieślniczo - i że druh mój serdeczny Radek z niejaką pogardą obśmiał nas widząc dzień wcześniej, że łopatami rozładowujemy piasek, zamiast wynająć wywrotkę..? To Radek żyje we własnym, sztucznym świecie, nie my!

Dziś też ręcznie wytniemy z karłowatych sosenek stemple, a nie będziemy składanych, stalowych kupować. Ot tak.

Kończę na razie. Musiałem włączyć samochód i nie słychać WS-ki pana Jana, ale pewnie już jest. Przekażę mu karteczkę z planem i jadę. Ciąg dalszy, koński i psi - wieczorem!

2 komentarze:

  1. Te drobiażdżki to 50% kosztów całej budowy. Teraz to pryszcz. Zacznie sie zabawa przy elektryce i hydraulice.
    Pomyślności.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się widząc Cię tak pełnym energii i chęci życia. Trzymamy kciuki!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...