czwartek, 29 października 2015

Zwierzaki...

Nie napisałbym tego posta pewnie jeszcze długo - nawet, jeśli akurat nic wielkiego nie robię, to przecież nie znaczy, że nie mam nic do zrobienia! No i nie spieszno mi było z ujawnianiem AŻ TAK niewygodnej prawdy, prawda..?

Więc długo bym pewnie zwlekał, tłumacząc się brakiem czasu, gdyby nie dzisiejszy gość przed chatką:


Nie krępował się mnie zbytnio! No ale w końcu on TEŻ jest u siebie, prawda..? Maria Magdalena widziała kiedyś, jak jadł z jednej miski z Bastkiem i z Gendersem, więc - co tu dodawać..?

Gościem w każdym razie pochwalić się musiałem, bo piękny. To i trzeba resztę historyjki opowiedzieć, niestety...

No więc: jadąc we wtorek do Warszawy, zabrałem w kontenerku Sylwestrę (bo, jak raportowałem, źle się czuła i NIE CHCIAŁA JEŚĆ) i, przy okazji, Gendersa (żeby mu ciachnąć jąderka - wolałbym co prawda durny łepek, no ale cóż: obowiązuje nas humanitaryzm... nawet wobec "kochających inaczej", w dodatku smrodliwych i bezczelnych..!).

Genders jest już z nami z powrotem. Amputacja jąderek nic a nic mu nie pomogła:


Jak był wrzaskliwy, smrodliwy, nieudaczny, pozbawiony wdzięku (zupełnie jak nie kot...) i na dodatek bezczelny - tak jest taki nadal.

Żeby go uśpić na czas zabiegu potrzebna była dawka trzykrotnie większa niż normalnie dla kota jego wagi. A i tak wstał kilka minut po zakończeniu operacji - od razu świeżuteńki i pełen energii.

No ale tego w sumie należało się spodziewać: w końcu znieczula się w takiej sytuacji CENTRALNY układ nerwowy. Jak uśpić coś, czego nie ma..?

Gorzej z babcią Sylwestrą.


Ta wciąż pozostaje na obserwacji. Wróci do nas zapewne w przyszłym tygodniu. Okazało się zresztą, że z kotkiem nie jest wcale tak źle, jak myślałem.

Trzeba ją tylko było... nakarmić..!

Pojęcia nie macie, jak mi wstyd...

Pani Doktor nałożyła Sylwestrze do miseczki porcję karmy. Podobno najobrzydliwszej, jaka tylko jest. Dla kotów, które mają słabe nerki. Sylwestra zjadła, miseczkę wylizała i poprosiła o jeszcze. Pani Doktor nałożyła drugą porcję...: Masz koteczku. Widzę, że twój pan cię nie karmi. Ale nie martw się. Są organizacje, które się tobą zaopiekują... No jedz, jedz, tu ci nie damy z głodu zemrzeć...

Badanie krwi wykazało niski poziom potasu. Ale że w drodze kotek się zestresował, adrenalinka popłynęła żyłami - to i jelitka się ruszyły i apetyt wrócił.

Znaczy się: jak następny raz nie będzie chciała jeść - mam ją przestraszyć..? Czy to też nie jest ten wniosek, który powinienem wyciągnąć..?

No dobra. To ja już zmykam. Konie karmić. Bo wiecie - są organizacje...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...