środa, 30 września 2015

Pomieszanie

Krokusów kwitnących we wrześniu między różami w ogródku przed wareckim kościołem Matki Bożej Szkaplerznej (sam widziałem, nie to, że z drugiej ręki podaję - i mam świadka w postaci Marii Magdaleny, która to jako pierwsza dostrzegła!) nie przebiję, ale i u mnie, w Boskiej Woli, widać pór roku pomieszanie. Oto pigwowiec (już nie pamiętam jaki dokładnie, ale na pewno nie chiński...), obsypany prawie-już-całkiem-dojrzałymi owocami... zakwitł właśnie!



Dobrze chociaż, że jeszcze nigdzie ryby z deszczem nie spadły na ziemię - co, o ile dobrze pamiętam, odnotowuje swego czasu kronika Jana Długosza...

Tymczasem przestrzeń pod budowę domu (i okolice...) została właśnie oczyszczona. Tadam..!


Widok chwilowy jedynie, na piątek jest (wstępnie...) umówiona koparka, która karpy wyrwie i teren wyrówna.

Jako produkt uboczny zgromadziłem niemałą stertę wierzbowego drewna:


oraz kilka razy większą - gałęzi:


Jak się okaże, że nie stać nas na wesele, to zrobimy taaakie ognicho, taaaaaakie normalnie, że dzieci w trzech wsiach będą sobie o nim opowiadać, o..!

A tymczasem, spełniony, spokojny i chory - jak tylko nakarmię i napoję stado wieczornie, kładę się do łóżka z książką w ręku. Stać mnie!

6 komentarzy:

  1. Jest coś takiego jak krokusy jesienne, może to te roślinki, a nie anomalia? Mam je od kilku lat, cieszą równie mocno jak zimowity :-)
    Pigwowiec też regularnie kwitnie jesienią, choć wiele słabiej niż wiosną. To akurat końca świata nie wróży :-)
    Bishop

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mieliśmy nadzieję, że to dla naszego szczęścia wszystko kwitnie drugi raz ;)

      Usuń
  2. Super blog. Śliczne zdjęcia. Blog warty polecenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podoba mi się Twoje podejście.

    Stać mnie.... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Jacku - taki spóźniony komentarz:

      Też miewam do czynienia z gałęziami, konarami itp., z których jest sporo wartościowszego opału, ale też fura drobniejszych gałęzi, stwarzających sporo kłopotów z utylizacją. Po paru niezbyt udanych próbach wróciłem do sprawdzonych "tatowych" sposobów, polegających na "okrzesaniu" gałęzi (siekierką, byle ostrą, a można też rękoma, byle w rękawicach) z największego drobiazgu, a potem porąbaniu ich na przydatne do palenia kawałki (trochę grubsze trzeba zwykle pozostawić do późniejszego "porżnięcia". Objętość łączna "kupy" zmniejsza się w rezultacie kilkukrotnie. Drobiazg łatwo przenieść w miejsce przydatne do późniejszego spalenia, a porąbane gałęzie i gałązki dobre są - po wysuszeniu - na podpałkę. W sumie metoda wydaje się być całkiem opłacalną, a pozwala dość szybko uporządkować teren. Może się Panu też nada?!?!!

      Pozdrowienia Z. Kozyra

      Usuń
    2. Panie Jacku - taki spóźniony komentarz:

      Też miewam do czynienia z gałęziami, konarami itp., z których jest sporo wartościowszego opału, ale też fura drobniejszych gałęzi, stwarzających sporo kłopotów z utylizacją. Po paru niezbyt udanych próbach wróciłem do sprawdzonych "tatowych" sposobów, polegających na "okrzesaniu" gałęzi (siekierką, byle ostrą, a można też rękoma, byle w rękawicach) z największego drobiazgu, a potem porąbaniu ich na przydatne do palenia kawałki (trochę grubsze trzeba zwykle pozostawić do późniejszego "porżnięcia". Objętość łączna "kupy" zmniejsza się w rezultacie kilkukrotnie. Drobiazg łatwo przenieść w miejsce przydatne do późniejszego spalenia, a porąbane gałęzie i gałązki dobre są - po wysuszeniu - na podpałkę. W sumie metoda wydaje się być całkiem opłacalną, a pozwala dość szybko uporządkować teren. Może się Panu też nada?!?!!

      Pozdrowienia Z. Kozyra

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...