niedziela, 27 września 2015

Ach, ta genetyka...

Obśmialiśmy się z Marią Magdaleną jak norki (nomen - omen...*) wypuszczając dziś stado na Wielki Padok po południowym karmienio - pojeniu pod wiatą. Wszystko przez tego pana:


Wlókł się, jak zwykle, na samym końcu. Kobyły już przeszły i zatrzymały się w pobliżu bramy czekając na trawie na Pana i Władcę. A ten, idąc sobie niespiesznym stępem znalazł na piasku przepędu wierzbową gałązkę.** No może ciut większą i bardziej rozgałęzioną niż na ten przykład ta:


Porwał ją paszczą, ale ta uderzyła go po słabiźnie. Jakoś tak wyskoczył z czterech w powietrze, jednocześnie robiąc w miejscu zwrot o 180 stopni - po czym przepięknym galopem wykonał okrążenie wokół Padoku Zimowego, w trakcie którego gałązka (twardo trzymana zaciśniętą paszczą...) skróciła się do rozmiarów już nie bijących po słabiźnie.

Za czym przeszedł do jeszcze piękniejszego kłusa i wrócił na przepęd.

Już trzymaliśmy się za brzuchy ze śmiechu. Ale gdy trzy kobyły zgodnie wydały na ten widok cięęężkie westchnienie - musieliśmy niemalże usiąść...


Jak wyjaśniła Maria Magdalena: no tak - wszystkie trzy pomyślały jednocześnie "oby dzieci po nim tylko urodę i wdzięk odziedziczyły..."

--------------------------------------
*nomen - omen bo wisi nad nami potencjalna (ale mam wrażenie, że bardzo potencjalna...) groźba, że się na sąsiednich działkach ferma norek zbuduje... No cóż... Zasponsoruję jakichś eko-faszystów, żeby protestowali, co nie..?

**wierzbowe gałązki znalazły się na przepędzie skutkiem ubocznym sprzątania terenu pod budowę domu. Prawie już dokonanego:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...