środa, 1 lipca 2015

Bardziej złożone sianokosy

Jak to zwykle bywa, wszystko się wysypało w pięć minut po tym, jak wydawało się być dopięte na ostatni guzik. Skutkiem czego tegoroczne sianokosy będą precedensowe pod znacznie większą liczbą aspektów, niż to pierwotnie planowałem!

Nie mam stodoły dla mojego siana - stodołę Pana Jana jego spadkobiercy chcą albo sprzedać (ale ja im nie dam tyle pieniędzy, ile by chcieli - licząc robociznę majstra, który najpierw musiałby ją rozebrać, a potem z odzyskanego materiału złożyć u mnie na nowo, nieco mniejszą - byłaby to chyba najdroższa stodoła w okolicy...), albo rozebrać na opał. Po sąsiedzku jest bardzo piękne gospodarstwo ze stodołą krytą blachą. Cóż, kiedy jego właścicielka wątpi w sensowność porządkowania i remontowania chociażby wierzei, które faktycznie zaufania nie budzą.

Przejechałem się tedy jeszcze do Pana Sołtysa wypytać, czy by się inna stodoła nie znalazła. Skądinąd wiadomo, że dobre dwie trzecie takich budynków puste i nieużyteczne stoi, bo i do czegóż miałyby służyć, gdy w całej wsi raptem paru tylko sieje i zbiera jeszcze..? No i znalazła się - na poczekaniu. Uzgodniłem cenę, wróciłem do domu - chwilę potem zajechał za mną dopiero co pożegnany Pan Gospodarz, bo go Pani Gospodyni w d..ę kopnęła, dwa i pół raza więcej pieniędzy chce.

Mniejsza już o to ile dokładnie. Mniejsza o pośmiewisko jakie z tego biednego człowieka robi jego głupia żona, wysyłając go w takiej misji (aż mi się go żal zrobiło...: jak tu nie pić..? No jak..?). Jasne że się nie mogłem zgodzić. Dla zasady.

Radek, druh mój serdeczny, radzi ustawić baloty na europaletach, żeby nie dotykały gruntu i miały przewiew od spodu, a z wierzchu przykryć plandeką. Plandeki, dwie, udało mi się wczoraj zamówić (nerwowo było, bo - jak mi wyjaśniono - przelewy się "kolejkowały" i jakoś wolniej szły niż zwykle, a tym razem przed wypłatą praktycznie nic już nie miałem na koncie...). Za paletami też się rozejrzę. Grunt, że muszę to tak zrobić, żeby koniowate nie rozdrapały całości od razu (akurat najlepszy do tego celu placyk i tak jest wewnątrz Padoku Zimowego, skąd też i najbliżej będzie te kulki toczyć lub przewozić - jeśli Śliczny Włoch zimą odpali - pod wiatę). Dlatego pomyślałem o dwóch plandekach. Jedna od góry, klasycznie, od deszczu - i druga od dołu, głównie po to, żeby boki przed koniostanem bronić. Palety, o ile je zdobędę, będą musiały pójść NA dolną plandekę (inaczej przewiewu siano mieć nie będzie). Czy to się sprawdzi - zobaczymy. Siano jest tak naprawdę tanie jak woda. A nawet i tańsze. Jeśli się moje zmarnuje - nie będzie to powód do płaczu na dłużej niż przez jeden wpis..!

Kosić teoretycznie mieliśmy z M. Od dzisiaj. Ale M. po pierwsze skomplikowała się sytuacja życiowo - medyczna. Więc nie ma czasu. Po drugie zaś, przyznał w końcu, że mi swojej kosiarki nie pożyczy, bo nie wierzy, że mu ją w całości oddam. Będąc tak niedoświadczonym traktorzystą jakim jestem i mając tak skomplikowane zadanie w postaci pełnego drzew, kamieni i wykrotów Wielkiego Padoku do skoszenia.

No i ma rację. Zamiast tracić czas na szukanie kogoś, kto się w takim razie podejmie koszenia wykonałem ruch w macedońskim stylu - i kupiłem wczoraj kosiarkę. Tanio. Jak ją rozwalę, też nie będę nad tym płakał dłużej niż przez jeden wpis na blogu. Byleby tylko chociaż znaczna część trawy już leżała na pokosie nim to się stanie...

Jestem pewien, że jak dojdzie do prasowania (które, teoretycznie, też już mam uzgodnione - w cenie ze zwożeniem, więc nie będę  Ślicznego Włocha przeciążał na przód, czego trochę się bałem), to też coś się wysypie. Albo już wstępnie umówiony pan z prasą nie będzie miał czasu, albo coś mu się zepsuje. Zawsze tak jest! Stąd pomysł fejsbukowych znajomych, którzy parę dni temu kupili sobie własną prasę, powitałem z entuzjazmem. No ale - tego, obawiam się, w tym roku, a przynajmniej w tym miesiącu, nie przeskoczę.

Na razie jednak droga do celu wydaje się wytyczona. Urlop się zaczął. Od porządkowania sms-ów w telefonie, bo już mi co chwila buczał, że "pamięć podręczna pełna": koćkodany, rozpuszczone jak dziadowskie bicze (ale o tym opowiem przy okazji wpisu o Pani Barbarze...), standardowo obudziły mnie przed czwartą.

Wypuszczając Sylwestrę z chatki na kaku (okno otwarte, ale przecież my oknem wychodzić nie będziemy, okno jest dla plebsu...), znalazłem pod progiem cięgno, które widać w nocy podrzucił mi Radek (pożyczył je wcześniej razem z rozsiewaczem do nawozów). Nieźle musiałem być padnięty, skoro tego nie usłyszałem!

A to dlatego, że wczoraj, po powrocie z pracy (po drodze wymieniwszy książki w bibliotece oraz ostatnią pozostałą mi jeszcze walutę zagraniczną w kantorze - macedońskie posunięcia wymagają środków - a następnie obejrzawszy i zaklepawszy rzeczoną powyżej kosiarkę) i po przelonżowaniu całej CZWÓRKI czterokopytnych (a tak! Tatuś - in spe - też...), przyprowadziłem jeszcze z warsztatu w Grabowie Ślicznego Włocha:


Dobrze mi się nim jechało. Po raz pierwszy taki kawał drogi i po raz pierwszy - normalnie, na szosowych biegach. Ślimaki przydrożne pozostawiając jednak tym razem z tyłu.

No a teraz capluję w miejscu jak nerwowy dwulatek przed maszyną startową. Bo by się już biegło, robiło..! A tu - nie ma się co spieszyć. Najpierw trzeba przywieźć spod Radomia kosiarkę. Ponieważ raz już wiozłem tak kosiarkę Radkowi to sądzę, że POWINNA zmieścić mi się do przyczepy. Włożyć ją do środka nie będzie trudno - starczy podnieść na podnośniku, a potem wsunąć. Ale wyjąć to już jej sam nie wyjmę. Tak samo jak sam jej nie podłączę do ciągnika. Potrzebny jest M., a on będzie miał czas dopiero popołudniu.

Dlatego z kosiarką umówiłem się dopiero na jedenastą (a i to pewnie okaże się, że przyjadę z nią kupę za wcześnie). A do tego czasu, klasycznie - włączyłem pranie. Przejadę się na środowy targ do Warki. Kupię kobyłom kolejny worek "Klaczy" (na padokowe słodkie lizawki będą jednak musiały poczekać do następnej wypłaty...). Może kupię jakieś ludzkie jedzenie: czteromiesięczne jajka trzeba by chyba wreszcie wyrzucić z lodówki, co nie..? A chciałbym Najmilszemu Gościowi zrobić jajecznicę - jak przyjedzie, miejmy nadzieję, już w sobotę (akurat - o ile nie będzie dalszych poważnych katastrof, na sam Wielki Finał, czyli na prasowanie - jak sądzę...).

Tak, to będą precedensowe sianokosy. Takie - bardziej złożone niż do tej pory. Pewnie że łatwiej i w sumie taniej byłoby całość komuś zlecić i w ogóle o tych wszystkich szczegółach nie myśleć. Ba! Najtaniej to w ogóle byłoby olać tę marną trawę na Wielkim Padoku (jak mi zresztą Radek, wiecznie niesyt okazałych plonów radził) i całe siano kupować. No ale - tak się nie da. Trawę trzeba skosić, jest za wysoka, żeby konie chciały ją jeść. Nie na tak dużym obszarze..! Jak zostanie kawałek, kępka tu kępka tam - OK, tragedii nie będzie. Ale nie 10 ha... A skoro trzeba ją skosić, to przecież - nie będę wyrzucał. Od tej trawy zależy cały bilans biomasy w gospodarstwie...

Poza tym, tak sobie myślę: jak by tak wszystko tylko gotowe kupować albo zlecać komuś - to co to by było za życie..? I co ja bym tu właściwie miał do roboty..?

7 komentarzy:

  1. Jak to ludziska lubią sobie żtcie komplikować.
    Na mój prosty, babsko- miejski blond rozumek nabyłabym kilkanaście betonowych słupków, ustawiłabym w geometrycznej formie, zadaszyła, obłożyła dechami i stodoła byłaby jak złto.
    Ech te chłopy! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siedząc przed końputerem też mogę z tuzin równie prostych recept wymyślić. I co z tego..?

      Usuń
    2. Decha kosztuje około 6-8 zł. Same wybudowanie stodoły to koszt kilka tys. Najtańsza blacha kosztuje 10zł za metr,do tego kilkaset złotych na szkielet dachu. Super, że uważasz że to takie proste. Pisze to babsko-wiejskie .

      Usuń
  2. Gratuluję kupna kosiarki, musisz pilnować, żeby była smarowna. Najlepszy sposób to zaopatrzyć się w opony (można je dostać za darmo ) układasz na nich baloty. Nie dawaj plandeki pod baloty, siano odparuje i cała woda spłynie na folie pod balotami, wtedy będą się psuć . Przerabialiśmy to kiedyś i straciliśmy dużo. Powodzenie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak zapobiec rozdrapaniu balotów przez konie..?

      Usuń
  3. No to powodzenia!
    Bardzom ciekawa po ile chodzom stodoły, no ale (dla zasady) niech pozostanie to poliszynelem ;)
    Ciągnik piękny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. daj na około bel z sianem palety.taki płot na wysokość dwóch palet i nie powinny rozdrapać

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...