sobota, 4 lipca 2015

A liczba jego trzydzieści i trzy...

baloty zwiezione i ustawione:


bilansem ekonomicznym tego przedsięwzięcia zajmę się osobno, jak porozliczam wszystkie koszty. Od razu mogę powiedzieć, że z księgowego punktu widzenia nie miało to krzty sensu. Jeden balot będzie mnie zapewne kosztował coś około 150 złotych. A na tzw. "wolnym rynku" siano można spokojnie kupić po 30 złotych za belkę - bywa, że i z dowozem na miejsce, więc odpada problem stodoły (której, jak widać, nie mam...).

Ale za to miałem kupę frajdy, o..!

Poza tym, kiedyś, dawno temu, już to tłumaczyłem - skoszenie Wielkiego Padoku to podstawowa czynność organizująca obieg biomasy w naszym gospodarstwie. Teraz koniki to zjedzą, a częściowo zdepczą i zguanią (o czym zaraz obszerniej...), a potem wydalą. Ja to zbiorę i użyję do nawożenia ogródka, klombu wjazdowego albo "pustyni" (której już niewiele zostało...) - i w ten sposób nawozy, które wielkim kosztem i staraniem rozrzuciłem głównie właśnie na Wielkim Padoku, użyźnią cały teren gospodarstwa.

33 baloty to mniej - więcej tyle samo co dwa lata temu (kiedy bardzo kiepsko nawoziłem, bo nie było mnie stać...), zaś o 1/3 mniej niż rok temu (kiedy nawiozłem przyzwoicie, a warunki były znakomite). W sumie sądzę, że nie popełniłem jakichś większych  błędów (ale na pyliste wapno już się nie dam namówić - chyba, że kupię gdzieś "Kosa"...). Po prostu jest susza. Jeszcze nie było w tym roku  CIEPŁEGO deszczu. Jak padało, a padało bardzo mało, to zawsze z ochłodzeniem przy okazji.

Siano jest zieloniutkie, w całym gospodarstwie i nawet (jak się otworzy drzwi) w chatce czuć teraz przyjemny zapach (aż mnie to dziwi, bo przez ostatnie trzy dni czułem głównie smród ropy, spalin, oleju przekładniowego lejącego się z kosiarki i własnego potu, kiedy smażyłem się na skwarkę pod słonecznym młotem, jeżdżąc tyle godzin w kółko - doprawdy, współczesne sianokosy same w sobie przyjemnym doświadczeniem zapachowym nie są, dobrze że węch mam kiepski...).

Generalnie to mam z nim jeden problem. Dużo się go zmarnuje!

Nie, wcale nie dlatego, że stoi pod gołym niebem. Stoi pod gołym niebem, bo tak wyszło - opisywałem dlaczego. Ustawione jest na paletach, a jak tylko dotrze kurier z plandekami (kupiłem i zapłaciłem we wtorek, wysyłka rzekomo miała być w 24 godziny, a tymczasem w piątek dopiero dostałem na maila info od FedExu, że nadano przesyłkę...), to się je przykryje. Nic mu się nie powinno stać.

Zmarnuje się, bo samo w sobie jest króciutkie - więc łatwo się kruszy. W dodatku, czego nie wiedziałem, a nie wiedziałem, bo nie przyszło mi do głowy zapytać zawczasu (to jest tzw. "frycowe" właśnie...), ta prasa, która mi w tym roku prasowała, może używać tylko sznurka. No a sznurkiem... to się już rozlatuje..! A co będzie za pół roku..?

Ponieważ nie miałem wczoraj plandeki, nie mogłem go ustawić tak, jak planowałem, tuż przy wiacie - bo by koniowate całość od razu rozdrapały i jeszcze pochorowały się od takiej ilości wciąż słabo sfermentowanej świeżyzny.

Więc teraz trzeba to będzie te około 50 metrów ze stogu pod wiatę przewozić - i już tu nie mam dobrego pomysłu: wprawdzie Śliczny Włoch wyposażony jest w ładowacz czołowy i ma widły do balotów, ale odnoszę wrażenie że nawet, jeśli uda mi się go palić przez zimę (co nie wydaje mi się prawdopodobne, tak szczerze pisząc...), to większość tak potraktowanego siana po prostu zostanie po drodze. Powstanie gruba wykładzina sfilcowanego siana na ścieżce od stogu pod wiatę...

Pod wiatą zaś, kolejny problem: siana starcza na tym dłużej, im dłużej balot trzyma się w kupie (dlatego za cholerę nie umiałem zrozumieć po co sympatyczny pan Filip zdjął siatkę z balota, który ustawił tam pod moją nieobecność wiosną..?). A te - już po godzinie czy dwóch będą tylko kupką siana. Dowolnie deptaną, zguanianą, marnowaną.

Chyba będę musiał, wzorem przyjaciół ze Stajni Rajdowej Wilków, zainwestować w skrzyniopaletę.

Tylko najlepiej, gdyby ta skrzyniopaleta była na kółkach (albo chociaż na płozach...) tak, żebym mógł ją załadować już przy stogu - i w takiej postaci przeciągać na miejsce przeznaczenia..?

No nic - będzie czas, będzie i rada.

Na razie skoncentrujmy się na tym, że miałem frajdę!

Jak na początkującego traktorzystę, to jestem z siebie umiarkowanie zadowolony. Opanowałem nawet zawijanie na wałek - przed czym miałem tremę wiedząc, że nie jest to taka prosta sztuka. Że jednak Śliczny Włoch jest bardzo zwrotny:


to jak już pojąłem "od czego muchy zdychają", udawało mi się kręcić wałki wcale nie cieńsze od tych, wykonywanych przez M. (który odwalił tu gros roboty, co tu kryć...):


Nauka jest bezcenna! W przyszłym roku powinienem poradzić sobie z sianokosami łatwiej i bardziej samodzielnie. Co wcale nie znaczy, że będzie to miało więcej księgowego sensu (ale o tym kiedy indziej...).

Zostało jeszcze trochę prac czysto porządkowych na Wielkim Padoku (wyzbierać co grubsze kupy pozostałego siana luzem, naprawić całe ogrodzenie) - ale to może poczekać. Na razie prognoza pogody zapowiada upały po 34, 35 stopni (w cieniu!). Trzeba to będzie po prostu przetrwać. A jak już założę na siano plandekę - modlić się o deszcz...

10 komentarzy:

  1. ależ się dzieje,aż gęsto :)!
    bardzo,bardzo,bardzo mocno trzymam kciuki za jak najpozytywniejszy rozwój sytuacji z Najmilejszym Gościem.i na pewno błysk intelektem nie zaszkodzi ,a wręcz przeciwnie :)
    zaradność,inteligencja,poczucie humoru i bardzo wyraznie dawanie do zrozumienia (albo nawet lepiej, jak najczęstsze mówienie o tym) , że wam na nas zależy to 3/4 sukcesu :)
    żeby się Wam udało,żeby się wam udało,żeby się Wam udało ...

    OdpowiedzUsuń
  2. Moi znajomi posiadacze Ursusów z lat 70-tych i 80-tych zaczynają pracę od naprawiania swoich maszyn i kończą ją tym samym.
    Po Twoim przykładzie widać, że jednak zachodnia technika produkcji traktorów przewyższała tą z PRL, mimo zachwytów nad tą ostatnią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawiałem. Przed i w trakcie. Po właściwie też powinienem, ale muszę poczekać na odbudowanie zasobów...

      Usuń
  3. w tym roku, na wiosne otworzylismy z ciekawosci belke siana, stojaca od TRZECH lat bez przykrycia za stodola.. i okazalo się ze polowa z nich jest w mniej wiecej 3/4 w naprawde doskonaym stanie konie zjadly bez wahania naszego i ich- siano musi byc naprawde suche, jesli jest polozone na suchej ziemi straty od dolu nawet bez palety sa minimalne, i jeszcze sugestia, zeby go za szybko pod plandeke nie pchac- prosze
    trzymac odkryte tyle ile sie da, a pkandeke polozyc na zerdziach- z naszego doswiadczenia( a tez płacilismy frycowe) wynika ze bardziej szkodzi zbyt wczesne przykrycie od gory, niz postawienie na glebie bez palety...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siłą rzeczy potrzymam odkryte aż kurier przywiezie plandekę. Oby zdążył przed deszczem! A na wierzch dam palety (POD plandekę) + ze zdjęcia widać, że ta plandeka tylko do najgórniejszych dwóch będzie przylegać w miarę blisko (i dlatego, niestety, może się porwać - bo jak by jej z dołu nie przymocować, będzie łopotać...).

      Usuń
  4. Siano – rzecz niebezpieczna. Terminuję w tym zakresie już dość długo i wciąż mi się rwą wątki.
    Przede wszystkim Pana siano jest bardzo marne. Traktorek, to co innego. Jeszcze nie byle jaka niewiasta się na niego załapie. Ale dla koni to żadna frajda.
    Z traktorkiem mam różne wspomnienia, bo taki Porsche z lat czterdziestych, to prawdziwe dzieło sztuki.
    Tak więc o sianie wciąż gadam...

    OdpowiedzUsuń
  5. Zastanawia mnie dlaczego te baloty do przechowania sa na stojąco a nie leżąco? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie zastanawia, jak może kogokolwiek zastanawiać tak oczywista oczywistość..? Jak niby inaczej przechowywać baloty..? Położone na wznak będą się przecież odkształcać i za pół roku żadnego nie przetoczę..! Balot jest po to, żeby stał. I stoi.

      Usuń
  6. Praca na roli wiąże się z tym, że część wykonywanych rzeczy przynosi straty, dlatego odbija się na czymś innym. Niestety, warunków pogodowych nie da się sobie zamówić, człowiek żyjący z natury skazany jest na jej decyzje.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...