środa, 17 czerwca 2015

Udany dzień

przede wszystkim zaczął się bardzo wcześnie: około drugiej w nocy obudził mnie ból głowy i aktywność koćkodanów, które teraz kotłują się w chatce we trójkę, a kiedy Sylwestrze nie chce się wychodzić na zewnątrz na kaku, pozostałe dwa tym większy podnoszą raban. Nim spacyfikowałem kotostan i nim zaczął działać zażyty proch, była trzecia: nie było sensu głęboko zasypiać...

Cokolwiek zatem napiszę poniżej, jest skutkiem omamów jakie mój sterany wiekiem i bezsennością mózg ma święte prawo produkować, o..! Tudzież piwa, które kupiłem sobie wczoraj, ale zapomniałem (!!!) je nawet otworzyć - teraz w samą porę wpadło mi w ręce...

Zgodnie z wczorajszym postanowieniem, skoro musiałem być w Radomiu samochodem, to w zamian odbyłem spacer po włościach po powrocie. Zaraz za progiem trafiłem na prawdziwą inspirację do fizycznego wysiłku i wytrwałej pracy nad sobą:


pod wiatą nie było wiele lepiej - zblazowanie, ruja i porubstwo..:



Ogr i bez sznurka za mną chodzi - chyba, że znajdzie patyczek do zabawy..:



Lonżownik czeka na pacjentów:


Trzmiel trzmieli:




zwierzyna parzystokopytna zostawia tropy (jak byłem młodym i niedoświadczonym wieśmakiem to myślałem, że komuś uciekła jałówka - teraz już wiem, że takie dziki na genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy rosną...):


ogrodzenie Wielkiego Padoku, na którego najdalszy koniec w mojej wędrówce dotarłem nawet w miarę się trzyma:


a czarno - biały koćkodan oczywiście wypatruje swojego ukochanego pana (czyli mnie - jak by ktoś nie skojarzył...):


Przynajmniej zwierzętom nie przeszkadza moja tłusta powierzchowność i męczący sposób bycia, ech...

Ale - nie ma co narzekać! Spotkanie, z powodu którego pojechałem do Radomia samochodem przebiegło lepiej niż ktokolwiek (włącznie ze mną...) mógł przypuszczać. Co najważniejsze, pierwszy raz udało mi się przewieźć samochodem najsympatyczniejszą ze wszystkich koleżanek. Ofukała wprawdzie Wendi, że niby brudna (akurat nie jest to prawda: sprzątałem samochód ledwo w piątek, nawet zakurzyć się jeszcze nie zdążył, a przebarwienia na siedzeniu to po prostu wytarta tapicerka, a nie żadne plamy), ale biorąc pod uwagę fakt, że przez ostatnie półtora roku nie zgadzała się wsiadać do JAKIEGOKOLWIEK samochodu, który ja miałbym prowadzić (nawet, jeśli miałby to być nowiutki i czyściutki jak spod igły samochód służbowy...) twierdząc, że jako matka ma po co żyć i z idiotą - desperatem jeździć nie będzie, to chyba pewien postęp nastąpił, prawda..? Że nie miała dziś żadnego innego wyboru..? A to tylko dowodzi mojego sprytu...

To oczywiście absurdalny atawizm jest - ale co ja poradzę, że mnie to cieszy..? No co..? Nie będę przecież udawał smutniejszego niż jestem. To i tak tylko krótki przebłysk i rzadki wyjątek od ogólnie dojmującego poczucia bycia nikomu do niczego niepotrzebnym, chodzącym workiem na łatwo przyswajalny nawóz organiczny...

No dobra - dość tego dobrego. Ponapawamy się sukcesem kiedy indziej. Teraz trzeba iść nakarmić konie i chyba, w niezadługiej perspektywie, lec spać. To już nie te lata, gdy można było i 48 godzin na nogach spędzić - i nic.

2 komentarze:

  1. 1.mogę się założyć o co chcesz,iż Twoja ( wydumana) tłusta powierzchowność tak naprawdę przeszkadza tylko Tobie.
    2.jeśli tak się zachowuje NAJSYMPATYCZNIEJSZA z twoich koleżanek pracowych,to strach pomyśleć jakie są pozostałe!
    3.napiszże w końcu o Pani Barbarze,bo zaczynasz napinać strunę.
    w końcu przegniesz,i ktoś do Ciebie zajedzie i siłą Cię do tego przymusi.nie wolno się aż tak znęcać nad bliznimi.
    4.właściwie najważniejsze.
    albo jesteś straszliwie głupi albo zarozumiały pisząc,że dostałeś Lepszą Połowę w prezencie i ten dar zmarnowałeś.
    ona Cię wybrała,bo my babki tak robimy,wybieramy,świadomie i z pełną odpowiedzialnością wybieramy to co chcemy.i za taki wybór lepszej połowie należy się tylko i wyłącznie pozytywne myślenie we wspomnieniach z Nią związanych.
    a nie wiesz jak jej życie potoczyło by się bez Ciebie,czy nie byłoby o połowę krótsze ,smutniejsze i przykre.
    bo może i mamy wpływ na jakieś duperele,ale generalnie życie ktoś inny wymyśla nam scenariusz życiowy i choćby skały srały,nie przeskoczymy.
    więc zamiast pleść pierdoły o zmarnowaniu komuś życia,skup się na tym że dzięki temu, że się spotkaliście Lepsza Połowa dzięki temu że Cie miała,była po prostu szczęśliwa.
    i nie psuj tego wymyślaniem, że miałeś moc coś zniszczyć w jej życiu.nie miałeś.
    za to razem mieliście moc żeby stworzyć coś fajnego.i to zrobiliście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam "wybieracie"..! I, oczywiście, jeśli wybierzecie źle, to jest to wyłącznie wina drugiej strony - prawda..?

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...