sobota, 20 czerwca 2015

Kopytkowo i melancholijnie

Nawet pani Barbara (o której kiedyś, być może, opowiem - a może nie..? I co mi zrobicie, a..?) zauważyła, że kopytka, osobliwie Szefowej, wymagają już interwencji. Nie tylko przyrosły przez minione siedem tygodni, ale i poczęły się już ukruszać i pękać. Co - zgadzam się w pełni z panią Barbarą - jest także alarmem witaminowym lub mineralnym. A pewnie jednym i drugim. Uboga ta nasza mazowiecka ziemia jest!

Niestety, nasza ulubiona lizawka Equilla skończyła się, a producent zaprzestał dostarczania jej przynajmniej do sklepu (internetowego), w którym zawsze ją kupowałem. Próbowałem miesiąc temu znaleźć jakiś surogat, ale w Polsce mi się to nie udało. Stanowczo przestrzegam przed niejakim Michałem Bosągiem ze "Sklepu jeździeckiego Bergo". Nie tylko jest to wyjątkowy palant z patologicznie przerośniętym ego, pozbawiony krzty profesjonalizmu (obraża się zamiast zrobić coś, co jest jego psim obowiązkiem jako sprzedawcy - tzn.: sprawdzić skład oferowanego produktu...). Jest to, niestety, także pospolity złodziej. Pieniądze dostał, towaru nie przysłał. A miał na to miesiąc... 

O 122 złote do sądu nie pójdę, ale wyrazić swojego zdania na ten temat nikt nie ma prawa mi zabronić, co niniejszym (bez przyjemności, wolałbym nie mieć do tego powodu...) czynię, amen. Mam potwiedzenie przelewu, a na poczcie łatwo można sprawdzić, że jak dotąd przynajmniej, żadna przesyłka od pana czy też od pani Bosąg do mnie nie wyszła - zaznaczam, z góry wiedząc, że moja opinia wcześniej czy później trafi do jej przedmiotu, czyli do państwa Bosągów, a państwo Bosągowie na pewno nie poczują się winni i skruszeni, tylko wprost przeciwnie - będą miotać próżne groźby w nadziei że się przestraszę, wpis skasuję i może jeszcze przeproszę za rzekome "pomówienie". Nic z tych rzeczy, Drodzy Państwo. Gówno możecie mi zrobić. Było się nie obrażać (demonstrując przy okazji brak znajomości języka polskiego, bo jako żywo, żadnych "słów uważanych powszechnie za obraźliwe" jako pierwszy nie użyłem... - korespondencja na użytek dowodowy też jest zachowana), tylko zrobić swoje, albo chociaż - odesłać pieniądze, skoro już postanowiliście, że tego klienta nie obsługujemy.

Kupię dzisiaj babom (i chłopu też, przecież mu nie pożałuję...) na targu najpospolitsze i najlepsze, bo jedyne lokalnie dostępne musli o wymownej nazwie "Klacz". O czymś bardziej zaawansowanym pomyślimy za dwa tygodnie, po wypłacie.

Tymczasem zaś, wczoraj nawiedził nas kowal - i wykonaliśmy babińcowi pedicure. Tylko babińcowi, bo Mirasgul ma swoją panią kowal i - przynajmniej na razie - strugany będzie uczenie, naturalnie i w innym niż jego żony rytmie. Oczywiście wczoraj zdjęć nie robiłem - bo musiałbym mieć do tego trzecią, albo i czwartą rękę. Zdjęcia poszedłem zrobić przed chwilą. Połowa towarzystwa właśnie plażowała:


czego, nie mając teleobiektywu pokazać Państwu nie jestem w stanie - bo co to za zdjęcie z takiej perspektywy:


moje nadejście oczywiście spowodowało ruch wśród plażowiczów. Tylko Mirasgul wyleżał na tyle długo, bym zdążył się zbliżyć, ale i on powstał, wykonując potem małe przeciąganko:


Za czym przyszła pora na buzi - buzi:


Skłamałbym twierdząc, że mu nie zazdroszczę. Ale o tym niżej. Na razie przejdźmy do adremu, czyli do kopytek. Wczoraj wieczorem ostruganych:



(to akurat kopytka Buby, a konkretnie lewe przednie kopytko - kopytka Melesugun jakoś tak zgrabnie ująć mi się nie udało, choć próbowałem):


z miejsca także potraktowałem wszystkie dwanaście kopytek maścią dziegciową z biotyną:


co zamierzam powtórzyć jeszcze dziś i jutro wieczorem. Pan Robert widząc te zabiegi stwierdził, cytuję: no to teraz są wyszykowane dla ogiera - pedicure i jeszcze lakier na paznokcie. Tipsów im nie przykleiłem. No nie pomyślałem! A i ogier komplementu się doczekał, co z satysfakcją również cytuję: nie taki ostatni...

Struganie poszło nam gładko. Być może dlatego, że Małe Złe, które zwykle ma przy tym swoje humory:


zapas złośliwości wyczerpało, ku nieukrywanej uciesze pana Roberta, wymykając się dobry kwadrans moim próbom schwytania na padoku. Jak zawsze jednak, koniec końców przecież i to mi się udało!

Tyle, że zgłodniałem po tym ganianiu i po wszystkim wziąłem się za czyszczenie lodówki z zapasów. Dość jeszcze wczoraj wieczorem znacznych, bo prawie nic nie zjadłem przez tydzień z tego, co w ubiegłą sobotę z Pierdonki przywiozłem. Już w trakcie tego czyszczenia wiedzałem, że źle robię - ale cóż: szmata nie silna wola, nie powstrzymałem się.

Oczywiście, że zasnąłem w efekcie parę minut po 20.00. Zapomniawszy wziąć leków. I oczywiście że miałem głupie sny. Po czym rano pozostało mi głównie uczucie melancholijnej rezygnacji. Ech, gdyby tak jeszcze raz w życiu - jak Mirasgul, bodaj przywitać się czule... Ta fantazja nigdy się nie spełni. Może i dobrze. Przynajmniej nie ma ryzyka roczarowania. 

Poniekąd jednak, gdyby nie takie atawistyczne odruchy, to chyba bym dał sobie spokój z tym jeżdżeniem do Radomia. Siedzenie za biurkiem zdecydowanie mi nie służy na zdrowie. Finansowo teraz, po sprowadzeniu ogiera, na dłuższą metę dałbym sobie radę i bez pensji. Potrzeby mam niewielkie, a żadnych większych inwestycji nie planuję. Tyle, że jadąc tam, mogę mieć nadzieję zobaczyć wdzięczną sylwetkę najsympatyczniejszej z koleżanek, albo chociaż usłyszeć jej głos w słuchawce...

6 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Nie, to nie może być takie proste. Kopyto to paznokieć. Musli zjadły z wielkim apetytem. Nie zdziwiłbym się, gdyby brakowało im czegoś organicznego, jakichś tłuszczy wielonienasyconych czy czegoś w tym rodzaju. Co, swoją drogą może też być pierwszym znakiem, że mamy babies on boards..!

      Usuń
    2. W musli była melasa. Sam lubię cukierki NIM2 z witaminami...

      Dygresja:
      Słyszałem o przypadkach gdzie ludziom zdechły stada owiec, bo zrobili (sami) lizawkę mineralną. By upewnić się, że na pewno wszystkie zwierzęta zeżrą, dali więcej melasy. Jako, że w lizawce było nieco miedzi (która w małych ilościach jest owcom potrzebna), wrażliwe na nadmiar miedzi owce zatruły się, bo jadły lizawkę jak cukierki.

      Dzieciaczków wstępnie gratuluję! Możesz tez pomyśleć, by im dać dostęp do kredy pastewnej. W rolniczym za worek 30 kg zapłacisz jakieś 10-15 zł... Może nie być potrzebne, a może...

      Usuń
    3. Kreda to dobry pomysł. Zastosuję.

      Usuń
  2. a moze to?
    Josera Universal-schale
    pozdr
    MK

    OdpowiedzUsuń
  3. >[...]Uboga ta nasza mazowiecka ziemia jest![...]

    No właśnie - wrzuciłeś przecież w tą ziemię trochę cennych pierwiastków. Jakie rezultaty?

    C.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...