niedziela, 7 czerwca 2015

Gorąco...

Na szczęście, ze wszystkim co miałem do zrobienia, wyrobiłem się do południa. Teraz już tylko odpoczywam. Mam po czym!

Co prawda wczoraj naprawić Wendi udało się praktycznie z pieśnią na ustach (mówiłem majstrowi że opanuje ten wyciek w 40 minut i dokładnie tyle czasu mu to zajęło...), aleśmy musieli się naczekać w kolejce na kanał. My - bo był ze mną M. z żoną i ich świeżo na targu zakupiony drób w ilości ponad dwudziestu sztuk, w klatce (pożyczonej za kaucją od pani handlarki drobiu...), włożony do bagażnika. 

Żeby się drobiowi nie zmarło z gorąca, to wentylowaliśmy wnętrze samochodu czym się tylko dało, no i zużyliśmy większość wody, której zapas miałem przygotowany na potrzeby chłodnicy (chłodnica szczęśliwie i z hukiem nawet, odpowietrzyła się już w drodze do Warki, kawałek za cmentarzem - od tej pory silnik jest wręcz za chłodny...). Mam nadzieję że im ta woda nie zaszkodziła koniec końców..? Ostatecznie pojemnik był po Borygo i nawet nie płukany porządnie...

No więc czekaliśmy i czekaliśmy i czekaliśmy. Mimo, że przyjechałem dokładnie o tej godzinie, na którą się umówiłem. A i drób załadowaliśmy w absolutnie ostatnim możliwym momencie - pani handlarka już się po prostu zwijała i dłużej czekać się nie dało. Choć atrakcji umilających czekanie nie brakło - akurat wczoraj wypadła doroczna wystawa sadownicza. Ta ze starymi traktorami i różnymi maszynami. I piwem (o smutny losie kierowcy w tym faszystowskim kraju..!). Opisywałem trzy lata temu...

Czekaliśmy, czekaliśmy, ażeśmy się doczekali. No i potem to już szybko poszło. Tyle że znowu nie byłem w domu zbyt wcześnie. Za to wieczór był bardzo miły - odwiedziła mnie kuzynka, której dobre ćwierć wieku nie widziałem. A ma niedaleko. Nawet malutkim samochodzikiem bez dachu...

Dziś od rana zabrałem się za zaległości. Koszule wyprasowane, pościel wyprana:


Ściółka spod wiaty wywieziona (nie pokazuję, bo jak przyszły w południe, to zaraz nawaliły...). Co tam było do przepędzenia lub rozlania, to w granicach możliwości - przepędzone lub rozlane.

Konie gdzieś daleko na horyzoncie:


jak sobie powiększycie zdjęcie, albo użyjecie lupy, to sami zobaczycie.

Pojechałbym po piwo, ale w chatce jest, w porównaniu z tym piecem hutniczym na zewnątrz całkiem znośnie. Wolę nie myśleć jak gorąco jest za to w samochodzie...

Najlepszą miejscówę i tak okupuje koćkodan:


który nie potrafi się tylko zdecydować, czy lepiej jest siedzieć - czy leżeć:


Oj gorąco, gorąco... Hmm... A mimo to, jak zwykła mawiać Lepsza Połowa - jak by mi kto zrobił obiad, to bym go może nawet i zjadł!

2 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Chętnie bym się kiedyś ponudził. Tak dla odmiany. Bo już nie pamiętam, jak to jest - nudzić się..?

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...