sobota, 30 maja 2015

Młode Yang

Całkiem niespodziewanie i niezamierzenie doszło na naszej farmie do kosmicznego przewrotu. Oto zmieniła się równowaga pomiędzy żeńskim a męskim, wilgotnym a suchym, ciemnym a jasnym (w tym akurat aspekcie, poniekąd odwrotnie niż w dwóch pierwszych...), negatywnym a pozytywnym. Jeszcze dwa i pół miesiąca temu dominował tu niepodzielnie pierwiastek żeński - yin

Mnie na ogół w ciągu dnia nie było w domu (zresztą, co tam ze mnie za "pierwiastek"... ja to jestem "stare yang" - odchodzące, zanikające, umniejszające się...) i jeśli przypadkiem nie nawiedził nas Szary (którego nie tak dawno udało mi się Państwu zaprezentować), były tu, wśród identyfikowalnych mieszkańców farmy (myszy i innych drobiazgów, których policzyć i nazwać nie sposób, nie licząc...), same tylko istoty żeńskie. Od Najmniejszego Złego zaczynając, a na babci Sylwestrze kończąc. Pełna gama odcieni yin - od wschodzącego, młodego, po odchodzące, stare.

Bardzo, ale to bardzo niedobra aura - stwierdziłby zapewne starożytny Chińczyk! Podatna na wpływ złowrogich mocy, bez równowagi, bez możliwości kontroli i regeneracji. Nic dziwnego, że źle to się skończyło...

Teraz Najmniejsze Złe wyjechało (udało mi się ustalić parę dni temu że żyje, ma się dobrze - a że wciąż nie dostałem umowy i numeru rachunku na który mam wpłacać należność za pensjonat, to po prostu przez zapomnienie... chyba ją, w związku z tym, nawiedzę - może w najbliższy czwartek? O ile, rzecz jasna, samochód będzie sprawny - o czym poniżej...). Odeszło zatem najsilniejsze, Młode Yin. Co prawda babcia Sylwestra ani myśli opuszczać ten łez padół, a w dodatku pojawiła się Pani Barbara (o której innym razem...), więc Stare Yin ma się dobrze - no ale jego moc jest mniejsza i równoważona przez przybytek Młodego Yang w osobach Mirasgula:


i Jajkożercy:




który, jak się właśnie wczoraj dowiedziałem, niestety będzie musiał swoje jajka jeszcze trochę ponosić - kastracja w tak młodym wieku (metryki urodzenia mu nie dali, ale na oko więcej jak kilka miesięcy nie ma...) jest, zdaniem Pani Doktor, niewskazana.

Skądinąd dowiedziałem się też, że Jajkożercę w jego poprzednim domu, u M., wołali "Gender" - bo starsze kocury, których jest tam dwa, używały go do nieprzyzwoitych zabaw, a on nie protestował. To też skądinąd typowe dla Młodego Yang! Które jest tak silne, że przekracza granice własnej natury. Wicie, rozumicie - chodzi o tą kropkę na środku każdego z pól:


Równowaga zatem została przywrócona. Powinniśmy oczekiwać urodzaju, dostatku i zdrowia. Amen.

Zdjęcia zrobiłem przed chwilą, korzystając z porannego światła - głównie dlatego, że wywabił mnie na zewnątrz odgłos paszczą. Stado przyszło sobie poplażować:


przy czym niektórzy ewidentnie mają problem z przestrzeganiem ładu, porządku i wyznaczonych granic (wiadomo, że za płotem zawsze smaczniejsze...):


co zresztą świadczy tylko o tym, że się nam poprawia:


i z nóżką, i z innymi przypadłościami.

A skoro już wyszedłem z chatki z aparatem w ręku, to cyknąłem także i kwiatki, pozostałe po Kwiatowym Zakątku Lepszej Połowy:



i truskawki (obawiam się, że grozi mi klęska urodzaju - co ja z tym zrobię w ogóle..?):


i pigwowce:


których grządkę Pani Barbara pracowicie wypieliła przez ostatnich kilka dni (pojęcia nie mam, co prawda, po co zostawiła okazały oset i parę innych chwastów - może ze względów estetycznych - ale nie ma to większego znaczenia...).

Tymczasem pierwsze pranie powoli się kończy. Za chwilę zatem będę mógł pojechać do Warki. W pierwszej kolejności z reklamacją do warsztatu samochodowego. Naprawdę nie pierwszy raz wymieniam klocki hamulcowe - i nie mam pretensji o to, że prawie nie ma hamowania, a pedał hamulca jest, jak to sam majster określił, "gumowaty". Przecież to jasne, że żadnemu mechanikowi nie chce się odpowietrzać układu hamulcowego, prawda..? Samo się odpowietrzy, byle użytkownik przeżył pierwsze 300 km, to po co się męczyć..?

Ale, do jasnej cholery, żeby z koła dym leciał - to już lekka przesada..! A to tylko jeden jedyny obiektywny objaw zakleszczenia hamulców: bo to, że moim zdaniem wóz zrobił się mułowaty, że spalił od cholery za dużo paliwa i że silnik osiągnął temperaturę jaka byłaby normalna w czasie wspinaczki z przyczepą dwukonną do przejścia granicznego Kudowa - Słone - to akurat mogą być moje subiektywne odczucia, tu się zgadzam.

2 komentarze:

  1. Naleweczka truskawka w śmietanie.. Poezja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może, ale dla mnie samego jest tego zdecydowanie za dużo. Nie mówiąc już o tym, że jest mi szczerze wszystko jedno, co jem - i nie zamierzam poświęcać przygotowywaniu jedzenia ani sekundy czasu dłużej, niż jest to absolutnie konieczne. Jakieś cuda z truskawkami nie mieszczą się w planie...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...