środa, 6 maja 2015

Cip cip cip-a...

Gdyby hormony płciowe były łatwopalne, musiałbym porozwieszać wszędzie tabliczki "ostrożnie z ogniem" - bo i testosteronem i estrogenami bucha od strony pastwiska jak z dziury w gazociągu jamalskim! Teoretycznie powinienem się cieszyć. Bóg wie czego się spodziewałem, a tu przyjechał łogr - flegmatyczny z pozoru, jak to Estończyk - wysiadł z przyczepy, dziesięć minut później już siedział na (byłej...) Szefowej, w ciągu godziny grzać się zaczęły obie pozostałe, a po dobie stał się Królem, Panem i Władcą, pierwszym w kolejce po żarcie i napitek (w każdym razie...).

W dodatku lizus, ile razy mnie widzi przerywa, co by tam właśnie nie robił i przychodzi się połasić...

Teoretycznie powinienem się cieszyć, więc się cieszę, ale trochę jest mi też jednak przykro. Taka ambiwalencja w uczuciach. No bo miałem te moje lachony za coś więcej warte - inteligencji się doszukiwałem w ich ogromnych oczyskach, cwaniactwa czasem, dumy z pewnością - i co..? Stado kur ma tyle samo inteligencji - też starcza im tylko na tyle, żeby się jedna przed drugą pod koguta pchać, wzajem sobie przeszkadzając:






Może im to przejdzie jak pozachodzą w ciąże (co wcale nie jest takie pewne, taka synchronizacja rui na zawołanie trochę mi podejrzanie zwykłą rozpustą pachnie...). Spostrzegawczy i lakoniczny jak zwykle M. już po tych pierwszych dziesięciu minutach, widząc co się dzieje (a widział też przecież, jak to wyglądało trzy lata temu...), stwierdził: one są po pracy. Tu już nie ma "Szefowej". Są koleżanki!

Wygląda jednak na to, że przynajmniej na razie, zamiast gwizdać na nie, jak na konie przystało, czy po imieniu wołać, najodpowiedniej będzie po kurzemu "cip - cip-ać". Co w pełni zgadza się z aktualnym stanem umysłów Trzech Megier, ograniczonych wyłącznie do funkcji wegetatywno - rozrywkowych!

Nie powiem, w innych okolicznościach to by może nawet było i inspirujące. Ale no cóż. Jak to mówią "ma gdzie - nie ma z kim". Zresztą, tak słabo i podle się czuję (fizycznie...), że nawet świntuszenie na blogu przychodzi mi z trudem i bez polotu - i nie ma co mówić o czymkolwiek innym. W gruncie rzeczy jak jeszcze zakończę pewien projekt w pracy - będę mógł z czystym sumieniem umierać, co by wielką ulgą było...

7 komentarzy:

  1. To po co ten ogier, jak masz zaraz umierać? Ogier zwiększy szybko stado do rozmiarów wydajności padoka i co? Rzeźnia??
    Umrzeć jest łatwo - żyć o wiele trudniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to już właściwie samo powinno się kręcić. Wystarczy pilnować rutyny. Każdy może się tym zająć. A jak będę martwy, to i mnie będzie obojętne, co się z tym dzieje...

      Usuń
    2. A kto będzie pisał bloga, jak Ty sobie , ot tak, zejdziesz? Osman Guli?

      Usuń
    3. Zauważyłaś, że tak naprawdę to tu też nic nowego już od lat się nie pojawia? Wszystko już było...

      Usuń
    4. Życie się powtarza, napisała odkrywczo. Ale z drugiej strony, ciągle dzieje się coś nowego.

      Usuń
  2. Potrzeba czasu, mosci Panie Jacku, zdrowia zycze i wytrwalosci, a humoru i blogowania ..

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...