piątek, 15 maja 2015

Akt Wiary

Państwa oczekiwanie, że będę tryskał optymizmem i radością życia wydaje mi się nie tylko zdecydowanie na wyrost, ale wręcz - cokolwiek niestosowne w obecnej sytuacji. Chcecie czy nie, ale wpisujecie się w ten sposób w schemat, o którym dyskutowałem z moim przyjacielem Jackiem podczas wyprawy do Estonii. 

Otóż pierwotnie - od czasów niepamiętnych - śmierć budziła w ludziach żyjących przerażenie, skutkiem czego pochówki zmarłych odseparowane były od siedzib ludzi żyjących tak, aby między jednym a drugim światem istniała solidna bariera. Tak magiczna, jak i fizyczna. Zlokalizowane były te pochówki w różnych miejscach "odrębnych", "oddzielnych", przez samą naturę naznaczonych piętnem. U nas i jak się okazuje także u Żmudzinów, były to wzgórza - cośmy widzieli po drodze. U Germanów bagna. U Włochów katakumby pod miastami. Co kto lubi.

Chrześcijaństwo na pewien czas wywróciło ten odwieczny porządek rzeczy. Zgodnie z zasadą jedności Kościoła, na który składają się zarówno żywi, jak umarli, pochówki weszły między żyjących: do kościołów, w ich otoczenie. Chrześcijanin nie miał powodu bać się zmarłych - ani też śmierć nie powinna budzić w nim grozy. Po co ją zatem ukrywać i chować zmarłych gdzieś w miejscu odludnym a niedostępnym, jak to pierwej bywało..?

Czarna Śmierć z XIV wieku nieco zakłóciła tę harmonię żywych i umarłych (bo się nagle tych drugich bardzo wielu zrobiło i nie sposób ich było z poprzednim pietyzmem pośrodku żywych miast umieszczać...). Generalnie jednak trwało to sobie w najlepsze co najmniej do połowy wieku XVIII. Jacek twierdzi, że ostatnio na Kaszubach widział świeży grób przy kościele. Więc pewnie tu i tam trwa nadal.

Ogólnie jednak, jak to zwykle bywa, historia zatoczyła koło. Tyle że teraz to już nie groza i obawa przed złowrogim powrotem zmarłego, a zwykłe, psychiatrycznie łatwo wytłumaczalne wyparcie. Człowiek współczesny chce wierzyć w swoją - całkowicie doczesną - nieśmiertelność. Gdy go kostucha dopada demonstruje oburzenie i zawód. Podobnie zresztą, gdy ciało szwankować poczyna - tak, jakby ktoś gwarantował nam zdrowie i długie życie i się z tej gwarancji nie wywiązał! Na przykład rząd...

Tak nie jest, Drodzy Moi. Każdego czeka koniec jego - i to jest, w gruncie rzeczy, bardzo dobrze. Wieczne, a nawet tylko bardzo, bardzo długie życie - byłoby niewyobrażalną udręką. O czym kiedyś już chyba dyskutowałem, jak nie tu, to na innym blogu..?

No więc: jest do d..y. I nie ma co udawać, że nie jest. Tym niemniej donoszę uprzejmie, że w dniach ostatnich dokonałem przełomu. Nie jest to bardzo przełomowy przełom - ale jednak przełom.

Że pojechałem po ogiera:


to było siłą rozpędu. Nie mogłem zresztą zawrócić z tej drogi - bo musiałbym wymyślić całkiem inną, nową. A na to zdecydowanie nie miałem i nie mam sił!

Nawet to, że nowe buty sobie kupiłem, to jeszcze nic (choć proces ten był sam w sobie niezmiernie wręcz trudny...). Musiałem. Przyjętą konwencją jest, że nie chodzi się do biura boso lub w gumofilcach.

I to, że kupiłem drabinę oraz siatkę ogrodzeniową do ogródka:


to też nic takiego. Po starej drabinie strach już było chodzić, a siatkę łatwiej założyć, niż stare ogrodzenie z plecionych gałązek brzozowych naprawić.

Wczoraj jednak - kupiłem sobie przez internet dwie nowe koszule:


i marynarkę (która jeszcze nie przyszła). Dzisiaj zaś, przemieszczając się między jednym badaniem lekarskim a drugim, dodałem do tego jeszcze drobne zakupiki perfumeryjne (powonienie mam wprawdzie słabe, ale nawet ja w końcu zmuszony byłem przyznać że śmierdzę i dezodorant z Pierdonki nic na to nie pomaga).

Nie macie pojęcia ile mnie ten irracjonalny akt wiary kosztował! Akt wiary, bo dokonując tych sprawunków założyłem, że będzie przyszłość - i że ta przyszłość nie będzie gorsza od teraźniejszości, a może nawet i lepsza. Irracjonalnej, bo zakupy te (osobliwie marynarka...) sens mają tylko wtedy, gdy dalej będę pracował w Radomiu: a właśnie zrobiłem tam to, czego po mnie przez ostatnie półtora roku oczekiwano. Zgodnie tedy z dobrze sprawdzoną zasadą Murzyn zrobił swoje - Murzyn może odejść - powinienem się przygotować do rychłego wylotu...

Sympatyczne koleżanki z pracy zgodziły się ze mną w tej materii dodając, że koszule jak koszule - przydadzą się. Ale marynarka..? Ewentualnie do wyścielenia kojca dla kur, albo ocieplenia budy dla psa. Tyle, że ja ani kur, ani psa nie posiadam...

4 komentarze:

  1. Nigdy nie oczekiwałam od nikogo, kto stracił kogoś bliskiego i bardzo bliskiego optymizmu i tryskania radością już na pogrzebie. Podziwiam Cię za to, że dajesz sobie radę, mimo tego, że jest ciężko. Bardzo ciężko. Że mimo to, że stało się to, co się stało jednak te buty i koszule kupiłeś, że zdecydowałeś się na zakup kosmetyków, choć może nie widzisz w tym najmniejszego sensu.
    A z pracą? Mam nadzieję i mocno trzymam kciuki, by te domysły pozostały tylko domysłami.
    Przesyłam mnóstwo pozytywnych myśli :) Musi być lepiej. Nie ma innego wyjścia ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. znaczy ,teraz kolejny cel na horyzoncie:zbudowanie a potem zasiedlenie budy lub kurnika.albo i tego i tego ;)
    w życiu nie trzeba patrzeć za daleko,nie trzeba wartościować przeszłości i przyszłości,czasem znalezienie sił żeby przeżyć bieżący dzień,jest prawdziwym bohaterstwem.
    a Ty i drabinę,i ogierka i siatkę,i perfumę i koszul i jeszcze marynarę?
    na życie Ci idzie,na życie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozumiem Twoje uczucia, a racze pustkę, któraCię dopadła. Podziwiam ogrom wysiłku.
    Ale mamwrażenie, że samotnie niepodołasz.
    Może dobrym wyjściem byłoby najęcie kogoś kto ogarnąłby chatynkę, poprasował, pomógł w ogródku. Może jest jakaś emerytka w okolicy, która by się zgodziła.
    Jadać też powinieneś odpowiednio.
    Sory za przynudzanie. Jakbyś był kobietą to bym tulała. A tak - to trzymam kciuki za Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jacuś, jesteś takim małym siłaczem, wiesz? Pomimo tego, że jest Ci ciężko, stawiasz kroki naprzód. Czas... Potrzebny jest czas. Narazie te kroki są niepewne. Raczkujesz. Jednak przyjdzie taki czas, że pomaszerujesz dziarsko do przodu! Żałuję strasznie, że zbyt daleko mam do Ciebie bo chętnie bym pomogła. Ale jak przedmówczyni radzi, poszukaj może jakiejś gospodyni? Musisz przede wszystkim zacząć porządnie sie odżywiać. Trzymam kciuki za Ciebie i ściskam cieplutko. Bądź dzielny!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...