sobota, 18 kwietnia 2015

Wróciłem, wróciłem

jak zwykle po takim wyjeździe wyczerpany i chory. Tylko tym razem to jest chyba głównie choroba woli - robię, co muszę, ale nic więcej: na przykład teraz piję herbatę (z miodem i cytryną - cytrynę to jeszcze Lepsza Połowa kupowała - skończy się, będę pił bez...) bo za cholerę nie chciało mi się jechać po piwo...

Po prawdzie, to i za wiele zrobić się nie da. Słyszałem, że nieźle tu wiało pod moją nieobecność. Jak przyjechałem, było ładnie, no ale - trzeba było iść do pracy. Teraz, w łykend, pogoda zdecydowanie barowa (no i stąd ta herbata... - i koćkodan na kolanach...). Pada co prawda nie za wiele, ale często, jak na razie głównie grad (niezbyt wielki, ale gęsty) - tak, czy inaczej o dalszym ciągu rozrzucania nawozów na razie mowy być nie może. Raz jeden wybierałem lej zaklejony mokrym wapnem i dziękuję, o więcej nie proszę!

Tak więc wszystko co dzisiaj zrobiłem to gospodarska rutyna, czyli prasowanie koszul (odkładane zresztą od czwartku - dłużej czekać już się po prostu nie dało...) i sprzątanie chatki (która tak, czy inaczej, mimo wszystkich moich wysiłków nieuchronnie zmienia się w typowo starokawalerską norę...) oraz Padoku Zimowego. Akurat jest pora czochrania. Proszę bardzo, Najmniejsze Złe z ciocią:


aż kłaki lecą..!


albo i na ustach zostają..:


Wcześniej byłem, jak co sobotę, w Warce. Byłem, bo musiałem. Zajrzeć na targ: udało mi się kupić wkładki do gumiaków, ale już nie spodnie robocze, choć chciałem. Jak zwykle stoi co najmniej dwóch sprzedawców z ogrodniczkami, które wszyscy tu do prac fizycznych noszą, tak dzisiaj - nie znalazłem ani jednego. Typowe. Drabiny też nie kupiłem. Pan z drabinami podobno bywa tylko w środy.

Za to kupiłem cięgło do ciągnika (na razie Fiacik ma podłączone pożyczone od M.) i nową taczkę:


Poprzednią - praktycznie identyczną - Lepsza Połowa zafundowała sobie na urodziny jakieś cztery lata temu. Niestety parę dni po zakupie na taczkę wskoczyła kobyła, która wówczas stała u nas w pensjonacie. Bóg wie czemu. Taczka straciła od tego swoją pierwotną, symetryczną geometrię - i, niezależnie od faktu, że po tylu latach już ledwo trzymała się kupy, zawsze po pracy z nią bolały plecy - ręce trzeba było trzymać na różnej wysokości, pchając.

Jak to słusznie mawiają - "bliższa ciału koszula". Skoro teraz sam sprzątam, a nie robi tego Lepsza Połowa, to i nowe narzędzie sobie kupiłem - nieprawdaż..?

A serio, to kupiłem taczkę przy okazji - bo i tak pojechałem do Warki z przyczepą. Albowiem musiałem wreszcie zrobić przegląd. Dzieje tego przeglądu to zresztą dowód na wspaniałą koniunkturę w polskiej gospodarce obecnie!

Termin wypadał mi na 1 marca. Nie udało się go dotrzymać, bo nawet po naprawieniu budy, co w końcu wykonał mój dobry sąsiad, któremu ongiś przewoziłem krowy, w przyczepie nie do końca dobrze świeciły się światełka. Jednym słowem - masa gdzieś uciekała. Naprawa za 180 złotych. Od połowy marca, gdy odebrałem od sąsiada naprawioną budę, szukałem warsztatu, który by się tego podjął. Nikomu się nie chciało. Za takie marne pieniądze..? A jak w końcu udało mi się zrobić - w zeszły piątek, zużyłem na to pół drugiego dnia urlopu przed wyjazdem - to naprawa trwała siedem godzin zamiast jednej (pan mechanik nie uwierzył mi na słowo, że masa ucieka, więc najpierw rozłożył całą instalację elektryczną na czynniki pierwsze, oczywiście znajdując kilka mniej lub bardziej nie związanych z tematem usterek, co w niczym nie poprawiło ogólnej sytuacji...), a się nasłuchałem..!

W rezultacie nie zdążyłem przed wyjazdem zrobić połowy rzeczy, które planowałem - a przeglądu i tak nie zrobiłem, bo jedynego w całej Warce uprawnionego diagnosty akurat nie było, a ja już nie miałem czasu czekać.

No to musiałem pojechać dzisiaj. Przegląd jest. Zestaw jest właściwie gotowy do drogi:


"Właściwie" bo tymczasem zgubiłem dowód rejestracyjny od samochodu. Ale spoko! Już wszystko mam, starczy pojechać na Żoliborz po wtórnik. Kiedy ja to do cholery zrobię..?

Swoją drogą, mój samochód nigdy nie był tak czysty. Aż mi nieswojo. Jak go kupowałem to taki czysty nie był. Dziękuję, Filipie..!

Jeszcze się tylko pochwalę, jaki gość odwiedził nasze stoisko na targach:


Nie wiem co to za jeden był (Szkot? Anglik? Litwin może..? Przez ścianę mieliśmy stoisko z Wilna akurat...) - ale był strasznie przestraszony i pokorny. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego dziewczyny się go bały..?

2 komentarze:

  1. A puścisz trochę farbki po jakie mięsko jedziesz? Może chociaż dokąd? Maść? Kraj? Pierwsza literka imienia?
    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyprawa będzie śladami hetmanów Jana Zamoyskiego, Krzysztofa Radziwiłła i Jana Karola Chodkiewicza. Nic więcej nie napiszę. Przekonacie się zresztą już za raptem niecałe dwa tygodnie, to i po co niespodziankę psuć..?

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...