czwartek, 9 kwietnia 2015

Śliczny Włoch daje radę

czego nie można powiedzieć o mnie: dzisiaj spocząłem na laurach i po rozsypaniu nawozu na Pierwszym Padoku (2,5 tony...) nie wziąłem się nie mieszkając za sypanie go na Padoku Wielkim. Usprawiedliwiam się, że musiałem wyczyścić lej, bo ostatnie dwa worki wapna okazały się mokre - bez szlauchu się nie obyło, teraz lej musi wyschnąć, a na pewno nie zdąży tego zrobić przed zachodem słońca:


Prawda że Fiacik wygląda jak zabaweczka..?

Pomysł z użyciem łyżki jako przeciwwagi nie sprawdził się. Łyżka utknęła w pryzmie terra prety:


i musi tam zostać aż nabiorę więcej wprawy jako traktorzysta.

Generalnie jeździ się Fiackiem bajkowo. Nie jest to może sport polecany dla kobiet w ciąży (osobliwie przy wapnie: z wapnem, jak wypraktykowałem, najlepiej jeździć w poprzek bruzd - których trochę na naszym padoku jest, w końcu był raptem raz jeden orany i wałowany - wtedy trzęsie lejem i lepiej się sypie...), ale robiłem w życiu gorsze rzeczy - mógłbym zostać traktorzystą!

Co innego podrzut workiem 50-kilowym do krawędzi leja. Która to krawędź nawet, jak się opuści całość na grunt znajduje się jak raz na wysokości mojej głowy. Na tę dyscyplinę czuję się nieco zbyt... zgrzybiały..?

W przerwie między podrzutami wciągnąłem kawał słoniny. Bez niczego. Taki miałem deficyt energetyczny!

Ech, a Lepsza Połowa biegałaby z kanapeczkami, z herbatką, z napojem chłodzącym... Łatwo człowiek przywyka do dobrego..!

Tak, jak ja rozdziewiczyłem niniejszym wczoraj otrzymany lej, tak M. zrobił to samo ze swoim opryskiwaczem. Wynik jest nieco poniżej oczekiwań. Opryskiwacz cieknie i zanim weźmiemy się za coś więcej musi przyjechać serwis i uszczelnić. A piekielna mikstura minerałów zaordynowana przez Permakulturnika okazała się nie-aż-tak-dobrze rozpuszczalna w wodzie. O dziwo - najgorzej rozpuszcza się boraks. Skądinąd: środek piorący, kupiłem go w firmie zaopatrującej pralnie chemiczne. Coś tam się opryskało, ale drugie tyle - zostało na sitku opryskiwacza.

Jutro w pierwszej kolejności jadę do Warki do warsztatu samochodowego: trzeba naprawić fotel kierowcy w Wendi (ile ja mogę siedzieć bokiem..?) i zrobić przegląd przyczepie - jeśli mam 2 maja jechać hen hen daleko po ogiera. Poza tym muszę wykonać parę drobnych sprawunków no i - ostrzyc się. Czego nie robiłem u fryzjera od lat 19. Strzygła mnie Lepsza Połowa...

Co prawda nie przewiduję snu na noc z piątku na sobotę (skoro mam być na Okęciu przed 5.00 rano, to jedyny pociąg i tak mam o 22:59...) - ale nie wygląda na to, żebym zdążył z rozrzuceniem wszystkich nawozów na Wielkim Padoku. Trudno. Zrobię, ile się da. Resztę - po powrocie.

Przy okazji całodniowego uwijania się w okolicy, w której przebywa nasze stado poczyniłem dwie obserwacje. Obserwacja pierwsza: ciężkie jest życie pięknego konia...


Nic tylko albo jesz - albo wylegujesz się w piasku i zażywasz kąpieli słonecznej. Normalnie - szychta jak na grubie..!

Obserwacja druga: nie ma konia nad tekińca! Inny by się płoszył na widok na ten przykład opryskiwacza (takie to pająkowate, rozłożyste, niecodzienne, czerwono - żółte...). A te..? Pobiły się, która ma wsiąść za kierownicę... I tylko dzięki temu udało się nam przemknąć bez szwanku!

Skończyło się drugie dzisiaj pranie. Wracam tedy do obowiązków domowych. W pierwszej kolejności biorąc się za prasowanie koszul...

12 komentarzy:

  1. Eee. Koniki polskie też lubią maszyny rolnicze, i nie tylko. Kiedyś tak się zaciekawiły samochodem naszego weta ( nie chciało mu się chodzić po pastwisku, to wjechał ), że kiedy z fazy oblizywania i obgryzania lakieru przeszly do ostukiwania kopytami głównie świateł, to uciekał, aże się kurzyło. Chyba mu nawet zapłaciłam za zniszczenia....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może też być kwestia systemu utrzymania. Nasze konie są wyluzowane do granic możliwości. Albo i dalej. Jak mieliśmy pensjonat to i pensjonatowe się tak wyluzowały - ku wielkiemu zaskoczeniu właścicieli...

      Usuń
  2. Nie wiem czy techicznie to wykonalne u Ciebie, ale wraz ze wzrostem temperatury mocno poprawia się rozpuszczalność boraksu. Możesz spróbować rozpuścić boraks we wrzątku (dużym garnku) i potem dolać do zbiornika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem to nie miało wielkiego sensu, bo z tego opryskiwacza lało się jak z sita. Ale następnym razem spróbujemy w ten sposób.

      Usuń
    2. Widzisz jakiś efekt oprysków już? Trawa może świeci w nocy na zielono?

      Usuń
    3. Trawa faktycznie jakby trochę bujniejsza. Ale prawda jest taka, że nigdzie indziej nic nie zdążyłem rozrzucić - a to już tydzień minął...

      Usuń
    4. Czyli nawozy rozrzuciłeś na Pierwszym, a oprysk na całej?

      Mimo wszystko już jakaś działka kontrolna będzie...

      Usuń
    5. Nie, nie: oprysk też tylko na Pierwszym.

      Usuń
  3. Panie Jacku!
    Czytam Pana blog od dawna milcząc,i teraz też w sumie tak chciałam ale widząc Pana podejście do tego co się stało,chcę Panu powiedzieć-dziękuję.
    Wiem że ten spokój,to łagodne ,cierpliwe przyjęcie ciosu jako naturalnej kolei rzeczy,na pewno Pana bardzo dużo kosztuje ale
    mam nadzieję,że kiedy mnie to spotka, będę umiała przyjąć to tak jak Pan.
    Wiem że i tak poradzi pan sobie ze wszystkim,wiem bo znam człowieka w sytuacji bardzo podobnej do Pana obecnej,który przez pół życia sam prowadzi gospodarstwo,przy użyciu kilku dosłownie maszyn rolniczych za to bez traktora :) za to z pomocą kilku ukochanych koni.
    I też co i rusz słyszy-a na co ci te konie.
    Ludzie tacy już są,muszą se co jakiś czas jęzor postrzępić.
    ps.a boraksu to ja w mini ilościach używałam na mrówki,kiedy postanowiły u nas zamieszkać.
    (miesza się boraks z żółtkiem jajka i cukrem i stawia w miejscu gdzie przechodzi mrówcza dróżka.one zanoszą to do gniazda i po paru dniach już nie nachodzą prawowitych mieszkańców ;) )
    pozdrawiam.z.

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurcze ,no faktycznie zabrzmiało to jak wpis wiadomo-kogo.
    Bardzo przepraszam ale naprawdę nie jestem tą osobą.A pisząc o
    człowieku,który daje radę tylko z pomocą ukochanych koni,
    miałam na myśli MĘŻCZYZNĘ ,którego podziwiam od lat.Także ten,bardzo przepraszam ,bo głupio wyszło,może dlatego że pisałam pod wpływem emocji,
    po przeczytaniu tej smutnej informacji.
    Z tamtą chorą,dwulicową osobą ( która zresztą niejednokrotnie o panu Jacku wyrażała się w różnych komentarzach niepochlebnie) naprawdę nie mam nic wspólnego.
    Raz jeszcze przepraszam za niecelowe wprowadzenie w błąd.
    z.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...