sobota, 25 kwietnia 2015

Se pojeździłem, czyli jednak martyrologia.

Gdybym był przesądny (a kto powiedział, że nie jestem..?), to bym powiedział że wszystko przez pecha, nie od dziś prześladującego Radka, druha mego serdecznego. Oto bowiem wystarczyło, że zainteresował się moim ciągniczkiem i lejem, a to w kontekście rozsiania nawozu na polu przyległym do mojego Wielkiego Padoku - a oba jak raz wysiadły! I to tak, że w pierwszej chwili ogarnęła mnie panika i nie wiedziałem czy najpierw dzwonić do serwisu (lej w końcu na gwarancji...), czy siąść sobie w trawie i zapłakać...

Koniec końców awaria leja okazała się planowa i przewidziana: urwała się śruba zabezpieczająca przed przeciążeniem przekładni. Wstawiliśmy z M. nową i lej na chwilę znowu działał - na chwilę, bo ta też się zaraz urwała rzecz jasna.

Z ciągnikiem też nie jest tak źle, jak to się początkowo wydawało. Co prawda biegi szosowe po prostu nie działają - nie ma ich i koniec - ale cała reszta jest, mimo pozorów stwarzających odmienne wrażenie, w miarę w porządku i można pracować. Tak w każdym razie orzekł nestor miejscowych mechaników ciągnikowych, pan Bogdan - a ja słucham się starszych (niezależnie od pozorów stwarzających odmienne wrażenie...).

W związku z czym jutro z samego rana pożyczam w sąsiedniej wsi "Kosa", podczepiam go do ciągnika (do samochodu się nie da, bo to "Kos" bez dyszla jest) - i jadę z tym wapnem. Jak Pan Bóg przykazał, albowiem zgodnie z dekretem Konstantyna Wielkiego ustanawiającym niedzielę jako dzień wolny od pracy (jak mnie ostatnio oświecił mój przyjaciel Darek, a on w końcu oprócz habilitacji z historii ma też i licencjat katechety, więc wie co mówi...), rolnicy z święcenia Dnia Pańskiego są nie tylko zwolnieni, ale wręcz za rzecz zbożną i zalecaną uważa się, by tego dnia pracowali na chwałę Pana, gdyż grzechem byłoby marnowanie dobrej pogody którą wszak nie kto inny, jak sam Pan Bóg im zesłał, amen.

Nie no mógłbym dzisiaj. Mógłbym. Jeszcze ze cztery dobre godziny do zmroku. Tylko ręce mi się za bardzo trzęsą..! Siedział ktoś z Państwa na ciągniku który nagle staje dęba, przeraźliwie przy tym rycząc..? Nie..? Sami spróbujcie, a potem krytykujcie...

Na pocieszenie:




No dobra, starczy. Mimo wszystko jest to historyjka z morałem, więc nie będziemy przesadzać. A jaki to morał? Ano taki, że praw fizyki się nie oszuka. Im więcej im drobniejszych ciał, tym większy opór - sypkie wapno jest zbyt drobne, by dało się je rozrzucać rozrzutnikiem lejowym. Koniec, kropka, c.b.d.u.

1 komentarz:

  1. Mówi się, że z wymówkami jest jak z dziurą w dupie - każdy ma jedną. Ale jak się lej zepsuł to rzeczywiście trzeba odpoczywać...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...