piątek, 24 kwietnia 2015

Już tylko wapno

Superfosfat rozrzuciłem, więc tylko dwie tony wapna mi zostały na łykend:


To dwa razy więcej niż kiedykolwiek wcześniej rozrzucałem za jednym zamachem! A, niestety, lej jest do tego gorszy od "Kosa". Wapno ma tendencję do zbijania się w zwartą masą skutecznie zatykającą wyloty:


Ale nie ma co popadać w martyrologię, osobliwie przed czasem. Czytelnicy Fejsbóka wiedzą, że zacząłem dziś wcześnie i z wielkimi planami. Wszystko mi się udało!

Pan Robert przyjechał punkt ósma rano i dziewczynki mają świeżo zrobione pedicure. Jak zwykle, najmilsza i najgrzeczniejsza była Buba (w gorszych finansowo czasach sam ją robiłem, nawet nie przywiązując - starczyło rzucić uwiąz na koniowiąz i grzecznie stała czekając aż skończę...):



a najwięcej trudności sprawiła Margire, która od dawna ma problem z lewą zadnią. Problem czysto psychiczny, bo tak w ogóle to o problemach kopytowych to ja tylko czytałem - na żywo w życiu nie miałem okazji doświadczyć, wszystkie nasze to okazy zdrowia (małe ale twarde...), a i ścierać się mają gdzie na Padoku Zimowym. Problemu psychicznego zresztą Margire też nabawiła się nie u nas, a w czasie wychowu w wielkiej stadninie...


Najmniejsze Złe trochę wierzgało (to był jej drugi raz raptem...), ale szybko przypomniała sobie o co chodzi i było dobrze:


Na zdjęciu powyżej Najmniejsze Złe, które tymczasem prawie już dogoniło swoją matkę wzrostem, usiłuje ją ssać. Mleka nie ma (sprawdzaliśmy wielokrotnie), ale nawyk pozostał. Już niedługo. Dokładnie sześć dni. Potem się rozstaną na dłuuugo...

Pośrodku, również jak zwykle, wypadła Szefowa, która za to najładniej pozowała wieczorem, gdy robiłem zdjęcia:


Pedicure to był oczywiście dopiero początek. Jak tylko pan Robert pojechał wsiadłem w samochód i ruszyłem w objazd. Najpierw KRUS w Białobrzegach, potem ARiMR w Wojcieszynie (fakt, można wysłać pocztą, ale i tak jechałem, a to, że zawiozłem wniosek osobiście od razu się opłaciło, bo sympatyczna pani z kancelarii z punktu usunęła mi kilka błędów i dołożyła jedną potencjalną płatność...), Wydział Komunikacji, z rozpędu - Urząd Skarbowy, którego szczerze pisząc pierwotnie nie planowałem i chyba walnąłem się w konsekwencji w słupkach (ale to nic, sprawdzę sobie w poniedziałek i najwyżej wyślę korektę...) i na koniec - upadające (więc tanie i bez kolejek i tłumów, za to z wielkim, pustym parkingiem!) centrum handlowe w Jankach!

Kupiłem buty. Do pracy. Zimowe już mi się rozpadły - co spostrzegłem w pełnej dramatyzmu chwili, gdy miałem je właśnie założyć wychodząc na pociąg, od którego zaczynała się moja podróż do Szkocji. Z letnich, które na koniec poprzedniego sezonu Lepsza Połowa pracowicie posklejała, po pierwszym kontakcie z wiosennym deszczem zostaną mi same sznurowadła. Więc nie było wyjścia.

I teraz nie wiem - co było najtrudniejsze z tego dnia? Poranne prasowanie czy wybieranie butów..? Niewątpliwie przy butach spociłem się najbardziej, bardziej niż przy prasowaniu i o wiele bardziej niż przy superfosfacie - bez pomocy pani ekspedientki, która znalazła mi w tym budzącym paniczny lęk gąszczu etykiet i pudełek właściwy rozmiar, nic by z tego nie było...

Opcjonalnie rozejrzałem się też za marynarką i koszulami, ale nic nie znalazłem. Zastanawiam się, czy tego nie da się kupić w necie..? Spróbuję - jak trochę odpocznę. Czyli: po wapnie...

3 komentarze:

  1. W necie się da wszystko. Od dawna niewiele kupuję poza nim. Idealne, jak ma się mało czasu... klik, klik, i do domu dowożą.

    OdpowiedzUsuń
  2. co racja to racja w internece można...

    OdpowiedzUsuń
  3. guzik można w tych internetach.
    siostra kupuje kalosze, zakłada na gołe noge i biega.
    ja niewymiarowa, a to ręki za długie, a to a to ożebrowanie za szerokie. mierzyć, macać, zastanawiać się - mój los.
    polecam i uczulam, choć zakupów nie znoszę.
    J.

    ps. a gdybym była Iksem, to bym nasprajowała na ścianie "Kocham Bubę! Iks".

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...