poniedziałek, 23 marca 2015

Rodzinny sekret Lepszej Połowy

Wczoraj, w słoneczny, choć lekko mroźny dzień, dzięki czemu spadły w nocy śnieg utrzymał się aż do pory pogrzebu - około południa, pochowaliśmy urnę z prochami Lepszej Połowy w nowym grobie rodzinnym na cmentarzu Liepines*, obok trumny Jej matki. Rzeka powóciła do źródła.

Kiedy wyjeżdżałem wieczorem z Wilna, przez okno autobusu widać było tęczę. To zdaje się taki znak, którym ten na górze sygnalizuje: no dobra stary, zrobiłem ci to ostatni raz w ten sposób - a teraz spodziewaj się niespodziewanego, bo drugi raz tego samego numeru nie powtórzę... Ale - co zrobić? Nie mam pretensji, bo niby jak miałbym mieć..? 

Jeszcze nie zdążyliśmy złożyć urny w ziemi, a już doszły nas pierwsze "miejskie legendy" na temat tak niespodziewanego zejścia Lepszej Połowy. Z tezą, jakoby zmarła podczas operacji może nawet mógłbym jakoś polemizować - mam w końcu fakturę ze szpitala i nic tam o żadnej operacji nie ma, a chyba nikt rozsądny nie uwierzy, że księgowość mogłaby tak istotny fakt pominąć w rozliczeniu..? Ale już na teorię Szalonej Kuzynki z Londynu, jakoby Lepszą Połowę otruli Iluminaci - nic zgoła nie poradzę. Zasugerowałem tylko, że w takim razie agentem Iluminatów najpewniej był pan Henio, nasz listonosz - nikogo więcej bowiem (poza mną), Lepsza Połowa nie widywała tutaj częściej... (tak, tak panie Henryku, wiem że muszę kupić skrzynkę na listy - może zdążę dzisiaj, o ile będę dość przytomny by dojechać do Warki...)

Jak to zwykle na zjeździe rodzinnym bywa, wyszły też na jaw sekrety, o których nie wiem, czy nawet sama Lepsza Połowa wiedziała. Mnie w każdym razie nigdy o tym nie wspominała.

Okazuje się bowiem, że najprawdopodobniej miała w Polsce rodzinę. Siostra Jej dziadka, w młodości Ōna Urbonaitė, jeszcze przed wojną wyjechała "do Polski" (to znaczy: przekroczyła granicę województwa wileńskiego...) i tam wyszła za mąż i miała dzieci, już jako Anna, czy też Anula Jermala (względnie Jermała: dla Litwinów rozróżnienie między polskim "l" a "ł" jest równie trudne co dla Polaków między litewskim miękkim a twardym "l"...). Ostatni znany adres zapisany został na kartce, którą pokazała mi ciocia (siostra ojca) Lepszej Połowy:


Kartka ma rzekomo pochodzić z roku 1979. Co prawda, w roku 1979 nie było już w Polsce powiatów, a Bogatynia znalazła się w województwie jeleniogórskim, a nie wrocławskim (o czym czytająca tut. bloga młodzież oczywiście nie ma pojęcia...) - ale to jeszcze nie dowód, że przekaz jest nieprawdziwy, ktoś tak mógł napisać z przyzwyczajenia. No i - cztery lata przy czterech dziesięcioleciach to już niewielka różnica. W każdym razie Bogatynia istnieje sobie w dalszym ciągu - i nie sądzę, aby komuś przeszkadzała nazwa ulicy Chopina. Jest więc duże prawdopodobieństwo, że i posesja pod numerem drugim na tejże ulicy wciąż należy do potomków rzeczonej Anny. A przynajmniej - może jej obecni mieszkańcy mają pojęcie, co się z nimi stało..?

Bardzo proszę: jeśli przeczyta to ktoś z Bogatyni lub okolic - czy mógłby sprawdzić ten trop..? Zawsze to ciekawe - a rodzina Lepszej Połowy jest doprawdy niezwykła (i niekoniecznie mam tu na myśli Szaloną Kuzynkę z Londynu...). Przypomina trochę tę ze "Stu lat samotności" Marquez'a. Jeśli jej polska gałąź zachowała choć część tej fantazji - może będę miał komu zostawić Boską Wolę..? 

Nie, nie - proszę nie gnać tu, łamiąc przepisy drogowe - naprawdę nie planuję żadnych melodramatycznych gestów! Po prostu od pół roku z miesiąca na miesiąc czuję się coraz słabszy i coraz to nowe dopadają mnie przypadłości - i poniekąd stąd moje z poprzedniego posta zdziwienie, że Lepsza Połowa padła przede mną. Najwyraźniej potwierdza się reguła, wedle której zdechlak z połową mózgu i jedną, zapiaszczoną nerką, potrafi przeżyć najzdrowszego zawodnika...

Korzystając z okazji, serdecznie dziękuję Klaudii ze Stajni Rajdowej Wilków za opiekę nad gospodarstwem podczas mojej nieobecności. Niestety, z uwagi na obowiązki zawodowe, z których przynajmniej na razie nie chcę rezygnować, oraz wcześniej zaplanowane podróże, będę potrzebował podobnej pomocy już wkrótce. Najrozsądniej byłoby, gdyby zaoferowali się z nią Ci z Państwa, którzy mają najbliżej. 

Mam też inny pomysł, dzięki któremu możecie się okazać Państwo pożyteczni. Ale o tym - następnym razem. Powinienem chyba trochę się przespać. Dotarłem wprawdzie do domu raptem około 1.30 - ale już półtorej godziny później w drzwi chatki zadrapał spragniony czułości koćkodan, którego skołatane nerwy dały się uspokoić dopiero przed chwilą...**
----------------
*To najnowszy wileński cmentarz. Przedsięwzięcie prywatne. Położony praktycznie na podejściu z kierunku 02 na drogę startową wileńskiego lotniska. Samoloty niemal muskają kołami czubki nielicznych na razie i niewysokich brzózek, którym pewnie z tego powodu nie pozwoli się wyrosnąć zbyt bujnie...
**Swoją drogą - od lat śmialiśmy się, że nasz około 20-letni koćkodan zbiera się nas przeżyć. I co? W 50% już się jej udało..!

21 komentarzy:

  1. Jacku, dużo sił i ZDROWIA Ci życzę!
    A ludzie?... ludzie, jak czegoś nie wiedzą, to sobie dopowiedzą.
    Iluminaci... zabawne :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że już jesteś.
    Teorie spiskowe zawsze w modzie, jak widać ;)
    Możesz się uśmiechnąć, wiesz, że nie dowiedziałam się o Dalii od Ciebie, ale od Lucyny (via Starogard), dopiero poźniej zajrzałam tutaj.
    Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jacku, bądź rozsądny. Śpiew ptaków, rżenie koni, czyste powietrze, cudowna przyroda, urocze siedlisko i my...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdziwa Indianka by się zalogowała.

      Usuń
    2. Prawdziwa Indianka czeka z niecierpliwością, aż Jacek zaloguje się u niej. Taka drobna różnica... Wiem jak zadbać o mężczyznę, by rychło odzyskał siły i zdrowie.

      Usuń
    3. Bardzo współczuję, że musisz czytać tak nietaktowne wpisy jakie tu zamieszcza osoba "Indianka". Otwieram szeroko oczy ze zdumienia. Zgroza ogarnia, że świat nosi kogoś takiego.

      Usuń
    4. jak żyję na tym świecie już 40 lat, to nie widziałam takiej bezczelności u innej kobiety :O jestem zszokowana że w takiej sytuacji w jakiej znajduje się Jacek, tuż nad grobem Jego Żony-składasz mu takie propozycje, nie masz za grosz taktu, kultury i mózgu...

      Usuń
    5. Nie eskalujmy, proszę. Długo się zastanawiałem, co z tym zrobić - i doszedłem do wniosku, że nic. Inaczej skończy się to koniecznością moderowania komentarzy. A naprawdę nie mam na to czasu ani sił...

      Usuń
    6. Nawet nie wiesz, mój Jacusiu, jak bardzo Ci współczuję. Od rana płaczę do poduszki, którą przygotowałam na Twój przyjazd. Kim Ty się otaczasz? Jak można tak przewrotnie interpretować płynącą z głębi mego serca, szczerą chęć niesienia pomocy. Przecież Ty potrzebujesz prawdziwego, konkretnego wsparcia od serdecznej, ciepłej i bezinteresownej osoby, która da Ci ukojenie. "Trzymaj się! " Matko, co za czasy! Co za ludzie! Co za obyczaje! Słów mi brakuje...

      Usuń
    7. Mój Jacusiu???
      Matką Jego jesteś czy co, Samarytanka się znalazła...
      Obciach i tyle.

      Usuń
  4. Witam. Jestem z Bogatyni i owszem dalej istnieje taka ulica i dom, jeżeli jakoś mogę Panu pomoc proszę śmiało pisać :) z tego co się orientuje w tym domu mieszka parę rodzin

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzeba się zorientować, czy któraś z tych rodzin nosi nazwisko "Jermala" lub "Jermała" i czy miała babcię Annę (Anulę). Ewentualnie - to już trzeba pójść i zapytać (choć starsze panie z ewidencji ludności pewnie to i tak wiedzą...) - czy któraś z mieszkających tam pań nie była z domu Jermala...

      Usuń
  5. No dobra ja pójdę tam i się zorientuje, ale jak znajdę to co mam mówić? ja do Pana napisałem tez na fb

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, żadna wiadomość na fb do mnie nie dotarła. Póki co. A co mówić? To, co napisałem. Że proszę o kontakt - mogę pomóc skontaktować się z litewską gałęzią rodziny.

      Usuń
    2. W razie czego Jacku by sprawdzić swoją skrzynkę pocztową na FB na pocztę od nieznajomych, musisz kliknąć w zakładkę "Inne" wtedy będziesz mógł przeczytać wiadomości od ludzi spoza Twojej listy znajomych.

      Usuń
  6. Wiesław jednym okiem pochylał się nad grobem zmarłej Żony, a drugim - z rozpaczy zapewne - w pośpiechu rozglądał się na fb, gdzie zawarł nowe znajomości z dwiema damami. Nic dziwnego , że dzisiaj skarży się na niedostatek sił. Biedna i naiwna Indianka nie doceniała zaradności i przebiegłości Jacusia. Ot siurpryza!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jezu, o co tu chodzi??????????????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wieńczysław25 marca 2015 11:58

      O nic szczególnego. Po prostu lulius (czy julius) musi pokonać strach. Wszystko będzie dobrze, proszę się nie niepokoić.

      Usuń
  8. Brat, odezwij sie wiem ze wylaczyles telefon ale odezwij sie, strasznie mi przykro. jezeli tylko mozemy ci jakos pomoc to zrobimy wszystko co sie da Em, Gaz i Gaba

    OdpowiedzUsuń
  9. Może zastanów się jaki ma w ogóle sens szukanie spadkobierców wśród jakiejś odległej rodziny, zwłaszcza że to ludzie, z którymi małżonka z jakiś powodów nie utrzymywała kontaktu.
    Radziłbym też zachować rezerwę odnośnie swojej śmierci. Znam ludzi, którzy już od dziesiątek lat twierdzą, że zostało im niewiele życia.

    OdpowiedzUsuń
  10. Przykro jest wracać do pustego domu.
    Życzę powodzenia, dużo sił i wiary, że czas pozwoli aby wszystko się jakoś ułożyło od nowa.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...