środa, 25 marca 2015

Kup sobie ogrodnika

Jako prawdziwy, stuprocentowy samiec z własnej inicjatywy to ja się mogę co najwyżej przewrócić z prawego boku na lewy - lub odwrotnie.

Żeby zrobić cośkolwiek więcej potrzebny jest drive, napęd, motywacja - bat nad dupą jednym słowem pisząc.

Tyczy się to również, a nawet przede wszystkim ogródka (a raczej ogródków - co się wyjaśni poniżej...), w założenie którego włożyliśmy z Lepszą Połową wiele wysiłku:



Po zimie marnie to wygląda, improwizowane ogrodzenie stanowczo trzeba wymienić (nie będę się już bawił w przeplatanie brzozowych gałązek, skoro stać mnie na zakup zwykłej, ordynarnej siatki...) - sam czas brać się do roboty.

Co zrobić, żeby mi się chciało chcieć? I to w sytuacji, gdy wolnego czasu jakby mniej, a nawet zgoła prawie wcale go nie ma..?

Musisz mi w tym, Drogi Czytelniku, pomóc..!

Bez Twojej pomocy nic nie zrobię - bo właściwie po co miałbym..? Nie będę przecież robił przetworów! Nawet gdybym umiał - nie chce mi się i na to żadnego pomysłu "motywacyjnego" nie mam. Gotowanie dla jednej osoby to żaden fun - a jak jeszcze trzeba pokonać naturalny antytalent i wrodzone niedbalstwo to chińska zupka i konserwa tyrolska są naturalnym i oczywistym wyborem gastronomicznym, nie ma się nad czym zastanawiać.

Ale Ty, Drogi Czytelniku, to co innego! Może żyjesz w Wielkim Mieście? Może masz jakieś alergie pokarmowe? Może po prostu lubisz robić domowe przetwory - i brakuje Ci wiarygodnego źródła surowców do ich wykonania..?

Oczywiście nie jestem w stanie konkurować z "warzywami i owocami lepszymi niż ekologiczne". Gleba w Boskiej Woli jest bardzo, ale to bardzo daleka od "idealnej". Tym niemniej wciąż będą to produkty tak naturalne, jak to tylko możliwe. Do nawożenia w ogródku używam wyłącznie końskiego nawozu, budowlanego wapna (żeby trochę odkwasić glebę...), własnego moczu, popiołu z pieca i soli morskiej (zresztą sprezentowanej przez Permakulturnika). Na ewentualne choroby (czasem przyplątuje się tu coś, od czego liście robią się brązowe): "gnojówka" z pokrzywy i mydło potasowe. To wszystko.

Jeśli chcesz, żebym podjął się trudu wyprodukowania dla Ciebie warzyw - napisz jakie i co mi za to oferujesz.

Co to może być..? To zależy od stopnia trudności zadania.

I tak:

1. Zdecydowanie najłatwiej wyhodować wBoskiej Woli dynie. Jesienią, drugi rok z rzędu, mieliśmy ich około tony - z czego jakieś 50 kg Lepsza Połowa przerobiła (właśnie odwiozłem koleżankom i kolegom z pracy ok. 1/5 tych zapasów - więcej nie dałem rady na jeden raz znieść ze strychu...), jakieś 300 kg rozdałem, a reszta szczęśliwie zgniła, rozsiewając wszędzie po okolicy nasiona:


W przypadku dyń zatem, zupełnie wystarczy jeśli zobowiążesz się przyjechać i zabrać!

Dynie, podobnie jak w zeszłym roku, będę się starał ograniczyć do "klombu wjazdowego":


Posieję je tam razem z kukurydzą, którą zjedzą nasze konie. W przeciwieństwie do lat poprzednich nie będę się silił na sadzenie "trzech sióstr" i nie dodam nasion fasoli do tej mieszanki. Praktyka dowiodła, że nie ma to sensu. Dostępne w Polsce odmiany fasoli rosną zbyt wolno i są za mało bujne, by wytrzymać konkurencję z dyniami i przebić się do słońca.

Wzdłuż drogi posadzę kilkadziesiąt krzaczków tytoniu. Oczywiście - ozdobnego! Znakomicie działa jako naturalna muchołapka. No i jest już "zapłacony" :-)

2. Trudniej niż dynie, ale wciąż dość łatwo jest wyhodować pomidory. Osobliwie koraliki, które też u nas już zdziczały i rosną gdzie same chcą. Bo normalnie to pomidory mają swój kącik, tuż przy wejściu do ogródka:


Ewentualny nadmiar pomidorów da się przerobić na alkohol. Tak więc również w przypadku pomidorów - wystarczy deklaracja odbioru gotowego produktu (z tym, że pomidory są o wiele mniej trwałe od dyń - więc trzeba naprawdę przyjechać, gdy będą dojrzewały, a nie "kiedy będzie po drodze"...).

3. Jeszcze nieco trudniej, ale wciąż dość łatwo rosną u nas wszelkie bobowate: bób, fasola, groszek, fasola szparagowa. Zakładam, że - znowu wspólnie z kukurydzą dla koni - mogę fasolę posadzić na tzw. "starym ogródku", który Lepsza Połowa w tym sezonie pracowicie wyściółkowała:


a bób na grządkach w centralnej części ogródka:


Sądzę, że jakaś gotowa wyżerka przy okazji odbioru zamówionej porcji byłaby w sam raz!

4. Kolejne wedle stopnia trudności są różnego rodzaju warzywa zielone: sałaty wielu rodzajów, szpinak i temu podobne. Głównie dlatego, że upierdliwe jest ich wielokrotne pielenie, bez czego nici z efektu. W poprzednich latach takie warzywa uprawialiśmy w różnych częściach ogródka, w rozproszeniu, ale głównie tutaj:


Nie mam pomysłu na równoważnik, więc czekam na propozycje.

5. Dalej idą truskawki, które w zeszłym roku posadziliśmy:


Trudno powiedzieć czy i jaki będzie urodzaj - no i zastosowanie truskawek (a też i poziomek, których trochę mamy) jest oczywiste, więc z tym powinienem sobie poradzić - chyba, że ktoś bardzo chce..?

6. Kapryśnie i z dużym nakładem pracy udawały się nam ogórki. Zwykle tutaj:


a dość dobrze - ale problem w tym, że nie wiem jak, bo się tego nie dotykałem, cały proces produkcyjny spoczywał wyłącznie na barkach Lepszej Połowy - mięta, bazylia, oregano i inne zioła. W "miętowym zakątku":


i na spirali ziołowej (której ręką nie dotknłem od momentu, gdy ją zbudowałem - 4 lata temu...):


Tutaj bez pieniędzy się nie obejdzie - jeśli mam uczyć się czegoś nowego, a nie tylko powtarzać to, co robiłem wcześniej.

Teoretycznie planowaliśmy w kwietniu wybudować piwniczkę na przetwory, połączoną z "letnią kuchnią" (wyposażoną w tzw. "kuchnię węglową") - do różnych celów kulinarnych. Teraz ta inwestycja stoi pod znakiem zapytania. Ale może pragniesz, Drogi Czytelniku, zrobić sobie swoje przetwory na miejscu, a nie transportować do odległego Wielkiego Miasta surowe produkty..?

A jeśli odczuwasz nieprzepartą wolę by uwalać się ziemią i samemu podłubać, np. pieląc - to i na taką propozycję bynajmniej się nie obrażę...

Teraz muszę już iść nakarmić konie. Bo jak nie, to będę je dłuuugo gonił...

26 komentarzy:

  1. Jacku, starasz się trzymać i to dobrze.
    Zajęcie się robotą na gumnie oczyszcza i dodaje sił.
    Pozdrawiam Cię
    Iza

    OdpowiedzUsuń
  2. ja pomidory poproszę, nawey moge przywieść swoje sadzonki do tego sadzonki jarmużu, rabarbaru,kalafiora i brokuł właśnie kiełkuja z nasion u mnie w pokoju na stole

    OdpowiedzUsuń
  3. Na Twoim miejscu, Jacku, przy uprawach ogródkowych zdecydowałbym się na ścisłą współpracę z tą Izą z Kidowa. Dobrze patrzy kobiecie z oczu. Co zaś się tyczy rzekomej moniki Batog, z ostrożności procesowej przegoniłbym faceta w kibiny matuszki :) Bądź tak dobry i przedstaw kalendarz zbiorów, interesują mnie wszystkie wymienione przez Ciebie warzywa z wyjątkiem dyni, które to ( dynie) w naszej indiańskiej tradycji nie znalazły niestety większego uznania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Winetou, może i dobrze z oczu mi patrzy :)
      ale ogrodnik ze mnie średni.
      Mieszkam na wsi od 5 lat lecz specjalnych sukcesów uprawowych nie odnotowałam.
      No, coś tam...
      Truskawki, poziomki, aronie, maliny i trochę zieleniny.
      Tak mi się rymnęło na koniec :)

      Usuń
    2. Widzę, że wszystko konsekwentnie idzie w kierunku moderacji komentarzy. Dobrze. To była ostatnia "indiańska" odzywka, którą toleruję. Następną wywalę na zbity pysk, a jak będzie upór, to będzie i moderacja...

      Usuń
    3. Ogródkowy dżihadysta26 marca 2015 18:47

      Jacku, za pozwoleniem, grozisz mi, czy tylko sprawdzasz? Prosiłem o kalendarz zbiorów, będzie pomocny w zaplanowaniu inwazji na Wolę - Boską Wolę.

      Usuń
    4. A skąd ja to mogę wiedzieć? To Lepsza Połowa pilnowała kalendarza. Przestudiuję instrukcje na opakowaniach z nasionami to będę może mądrzejszy...

      Usuń
  4. Jacku po co moderować śmiesznie jest a jakich masz obronców a jarmuż fajna sprawa, ostatnio nabyłam w tesco i tak mi posmakowal ze nabyłam nasiona i rośnie.. pytanie czy nie za szybko cóż ja jestem poczatkujący ogrodnik ma już 5 cm, jak potem doczytałam ze roslina ta ok 1m wyrasta a ja mam jej z 60 sadzonek.. to pozostaje sobie ze 6 wsadzic a reszta pojedzie do boskiej woli, ciekawa roślina i można ją w zimę na zielono z krzaka konsumować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniko, mieliśmy jarmuż w zeszłym roku - ale niezbyt się udał.

      Usuń
  5. http://www.zielonyogrodek.pl/warzywa/jarmuz

    OdpowiedzUsuń
  6. Jacku doczytałem jak te trzy siostry lepiej sadzić, bo tez niemiałem sukcesów. Najpierw sadzisz kukurydze i fasole a jak już mają z 15 cm, to dosadzasz dynie czy kabaczka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzmi rozsądnie, ale mimo wszystko, skoro mam dwa pola, to rozdzielę te uprawy - tak dla pewności.

      Usuń
    2. OK, ja u siebie zrobię test...

      Już nabyłem nasiona dyni Hokkaido tak zalecanej przez Ciebie...

      Usuń
  7. Jacku, dlaczego nie zainwestujesz np w kury, kozy i krowę? Dałyby jeść, a i trochę grosza może z produkcji jajek i serów by wpadło? Moze to jakaś alternatywa dla koni achałtekińskich, ktore jak rozumiem bardzo dochodowe nie są? Kiepsko mi się widzi ta produkcja ziół...szczerze mówiąc znam tylko jedno zioło, które mogłoby w tym systemie przynieść dochód ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Nie utrzymuję się z gospodarstwa, tylko z pracy w Radomiu.
      2. Nie ma alternatywy wobec koni achałtekińskich. Gospodarstwo jest dla nich, a nie one dla gospodarstwa.
      3. Nie zamierzam zarabiać na ziołach. Jeśli tak uważasz, to znaczy że jesteś analfabetą funkcjonalnym (co zresztą jest bardzo, ale to bardzo powszechną cechą współczesnej młodzieży!) i nie rozumiesz tekstu, który komentujesz.
      4. Absolutnie nie mam czasu na kury, kozy i krowę (por. punkt 1 powyżej). A gdybym nawet miał, to przy wyobrażalnej skali takiej produkcji, byłby to interes znacznie gorszy od koni achałtekińskich...

      Usuń
    2. myślę Jacku, że ta stuknięta indianka jednak pasowałaby do Ciebie. Nie napisałam niczego obraźliwego, aby zasłużyć na miano analfabety :) więc siedź sobie dalej w swoim grajdole. Już nie pozdrawiam

      Usuń
    3. Nie napisałaś niczego obraźliwego, ale też określenie "analfabeta" to nie obelga, tylko diagnoza. I fakt, że nie rozumiesz dlaczego jest ona słuszna tylko ją potwierdza!

      Jestem dobry, więc wytłumaczę Ci to łopatologicznie: gdzie niby w komentowanym tekście znajdujesz cokolwiek o mojej rzekomej chęci zarabiania na ziołach..? Owszem - domagam się za nie pieniędzy. Jeśli ktoś ma na nie ochotę. Ale to po to, żeby mieć w ogóle motywację do utrzymania tej części ogródka. Inaczej ją po prostu porzucę, bo sam z siebie, w żaden sposób nie zdołam takich produktów zużyć. Są mi całkowicie zbędne. A nigdy się nimi nie zajmowałem.

      Dalej nie rozumiesz..? No cóż, jak słusznie zauważył Mistrz Lem, pisanie nie ma sensu. W dzisiejszym świecie nikt nic nie czyta. Jeśli nawet ktoś coś czyta - to nie rozumie. A jeśli wydaje mu się, że rozumie - to i tak się myli, bo w rzeczywistości tworzy tylko własne urojenia na temat czytanego tekstu...

      Usuń
    4. Widocznie Ty nie zrozumiałeś tego że zasugerowałam jedynie alternatywę. Też mogłabym obdarzyć Cię epitetem i nazwać go jedynie diagnozą. Zaglądam na tego bloga od dłuższego czasu i zastanawiam się na cholerę Tobie te konie, skoro nie jesteś w stanie z nich swego gospodarstwa i siebie utrzymać na przyzwoitym poziomie-rozumiem ze tu dotykam czułego punktu i stąd ten atak ? Widocznie jesteś Bardzo Dumnym "Hodoffcom' i nie można zasugerować czegoś innego bo Jaśnie Pan się obrazi :) A praca? Dziś jest a jutro jej nie ma-takie czasy, ziemia natomiast może wykarmić jeśli się o nią zadba. Po wstawionych zdjęciach i dalszym tekście wnoszę że raczej tego nie robisz i nie zrobisz. A zamiast Lema raczej poczytaj "Chłopów"

      Usuń
    5. Jedynym celem istnienia tego gospodarstwa są konie. Koniec i kropka. Nie prosiłem o żadne "alternatywy" i prosić nie zamierzam. Nie obchodzą mnie Twoje fantazje, wizje i urojenia na temat mojego gospodarstwa, koni i tego, co jest, a co nie jest "przyzwoitym poziomem". Idź sobie i więcej tu nie wracaj, jeśli można prosić - pókim dobry!

      Usuń
    6. Zawsze mi sie wydawało że istotą gospodarstwa są ludzie żyjacy ze zwierząt i ziemi, darzący je szacunkiem i dbający o nie. ale ok, Twoja sprawa, "fantazje, wizje i urojenia", idę sobie ale wpadnę za jakiś czas popatrzeć jak konie też zmarnujesz

      Usuń
    7. Nie ma to jak powpierdalać się komuś w życie, poustawiać wedle własnego widzimisię, powydziwiać, pomądrzyć się! Zostawiam to wyłącznie w celach pedagogicznych - jako przestrogę dla pozostałych Czytelników. Już parę lat temu była taka namolna komentatorka, która strasznie cierpiała, że nasze konie nie służą rozrywce - nie organizujemy i nie zamierzamy organizować żadnych jazd czy szkółek tutaj. Ten sam sort "zdroworozsądkowego" idioty...

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    9. Piękna Indianka2 kwietnia 2015 11:56

      Nie pozdrawiaj, nie potrzebujemy Twoich pozdrowień. Nawet nas nie zdenerwowałaś, a jeszcze trudniej byłoby obrazić się na zazdrośnika i analfabetę.

      Usuń
  8. Posadź krzaczki borówki amerykańskiej. Masz zdaje się kwaśną glebę a borówka taką lubi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Borówka w rzeczy samej nieźle wychodzi (mamy 2 krzaczki) - ale przecież nie chodzi tu o tworzenie jakiejś plantacji. Krzaczorów faktycznie dosadzę, bo mało z nimi roboty - różnych.

      Usuń
  9. Ech, żeby to tak daleko nie było...
    W mieście wszystko swojskie się marzy.
    Mam nadzieję, że wszystko się na pniu rozejdzie i zadowolenia (nie tylko nabywcom) przysporzy.
    A koniki niech się dobrze i zdrowo chowają.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...