niedziela, 11 stycznia 2015

Urywa wszystko

a nie tylko łeb, jak tydzień temu. Co prawda wichrzysko przegoniło dziś rano nareszcie chmury i nawet zdążyło osuszyć nieco grunt (który zresztą przy okazji zamarzł...):


ale też szkody nieporównanie większe. Jak wyszedłem z chatki o pierwszym brzasku zobaczyć, czy komin jeszcze stoi:


to przede wszystkim rzuciła się w oczy rozbita szyba - ewidentnie pochodząca z naszej szklarni, choć wiatr przeniósł ją dobre dziesięć metrów nim upadła na grunt:


ale chwilę twało nim doszedłem, skąd dokładnie się to akurat okno urwało:


Płotek broniący naszego ogródka leży w kilku miejscach:


podobnie jak co najmniej jeden słupek (z tej strony, którą widzimy... dalej na razie nie zaglądałem!) z ogrodzenia Wielkiego Padoku:


no i pokrywki od różnych beczek, tudzież worki i inne śmiecie - długo jeszcze będę pewnie zbierał.

Uderzenie wiatru przyszło dość nagle, wieczorem, około 21.00. Prawie natychmiast zgasło światło. Co jest skądinąd dość typowym zjawiskiem. Lepsza Połowa już była gotowa położyć się do łóżka, ale ja wieczorny prysznic brałem zimny (podgrzewacz jest przecież elektryczny) - i przy świeczce. O dziwo - spało mi się jak nigdy od bardzo dawna! Nawet jedno karmienie koćkodana (który był bardzo zestresowany hałasami dobiegającymi z zewnątrz i musiał ten stres zajeść...) przespałem. Ale światło, które włączyło się z powrotem o 1:37 dokładnie - i telewizor - to ja wyłączałem...

Kobyłom jakoś to nie przeszkadza, korzystają z kąpieli słonecznej i przewiędłej trawy Pierwszego Padoku:





To już naprawdę koniec sezonu pastwiskowego: dzisiaj je (po raz kolejny) odrobaczymy, a najdalej za dwa dni, brama na pastwisko zostanie zamknięta. Powinienem jeszcze wykosić, jeśli nie całość niedojadów (dopóki nie uruchomię Fiata i nie dokupię doń kosiarki, to nierealny pomysł), to przynajmniej wrotycz i jeżyny. No, dzisiaj to mi się raczej nie uda...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...