środa, 3 grudnia 2014

Półmózg

Vertigo z którego wstępnych objawów relację zdałem już w niedzielę teraz dopiero mnie opuściło. Po trzech dobach!

W poniedziałek rano tak byłem słaby, że z pracy dałem się zawieźć do szpitala. Gdzie wykonano mi podstawową morfologię krwi (jestem zdrowy...) oraz tomografię głowy. Tomografia wyszła czysta - ale pan doktor coś napomknął o wrodzonej nieprawidłowości budowy mózgu. Z tym, że na czym dokładnie owa nieprawidłowość polega, tego nie wiem. Nawet, jeśli coś mi o tym nabazgrał na wypisce, którą dostałem, to ja tam widzę tylko jakieś szlaczki - i to wcale nie dlatego, że wciąż jestem słaby, a przez trzy doby trudno mi było zogniskować wzrok na dłużej niż kilkanaście sekund...

Założyłem, z ostrożności procesowej, że najwyraźniej jestem genetycznym kretynem. Przynajmniej jak chodzi o budowę rzeczonego mózgu. Specjalnie mnie to nie martwi. Nie od dziś wiemy dobrze, że znaczenie górnego mózgu u osobników płci męskiej jest powszechnie przeceniane...

Po kroplówce było mi wyraźnie lepiej, choć wirowało z mniejszym lub większym natężeniem cały czas. Aż po trzech dniach przeszło. Tak nagle, że nie od razu się zorientowałem, że to już...


Od powrotu z Chicago wciąż jestem przeziębiony - z mniejszym lub większym natężeniem. Do tego doszło mnóstwo pracy w pracy (a odwykło się przez minione sześć lat, odwykło...) i drugie mnóstwo zajęć pozalekcyjnych w rodzaju wypadów po ciągnik czy po jałówki - i się organizm zbuntował. Nic poważnego!

Szczerze powiedziawszy piszę to wyznanie (popłaciwszy pierwej przez internet rachunki, na co od piątku albo nie było czasu, albo sił), powodowany czystą, niczym nie skażoną radością życia - ha ha! Hejże hola! Hop siup! W głowie mi się nie kręci!

Stroskanej załodze która przysłała do mnie najsympatyczniejszą z koleżanek z apelem do mojego poczucia odpowiedzialności za ich zdrowie, żebym udał się do lekarza odpowiadam zaś, że tak samo jak połowy mózgu, tak i żadnego "poczucia odpowiedzialności" u siebie nie stwierdzam.

I dobrze mi z tym!

"Poczucie odpowiedzialności" to była cecha po której można mnie było osądzać 20 lat temu. Kiedy - teoretycznie - jakaś kobieta mogła była w moich oczach dostrzec swoje jeszcze nie spłodzone dzieci. Ale ten etap mojego życia NIEODWOŁALNIE przeminął. Nic gorszego niż własna śmierć nie może mnie spotkać. Ta zaś spotka mnie nieuchronnie - nie dziś, to jutro, nie jutro to za kilka lat. To czym się niby mam przejmować..?

Lepsza Połowa też niezdrowa, ale też już jej przechodzi - co poznaję po tym, że choć wciąż słaba, zaczyna się robić złośliwa. Strach pomyśleć co będzie, jak całkiem wyzdrowieje... Hmm..? Wybiorę się w łykend po jakieś jałówki dla kolejnego sąsiada i znowu zniknę z domu na cały dzień..?

Wracając zaś do zeszłego łykendu i naszego fiata315.

Dlaczego fiat? Do wyboru był jeszcze hanomag - ten śliczniejszy, niebieściutki - jeszcze bardziej nietypowy.

Ze względów budżetowych. "Trzydziestka" z podobnym osprzętem jak fiat315 i w podobnym, albo i gorszym stanie kosztowałaby najmarniej dwa razy tyle.

Z prostej przyczyny: "Trzydziestkę" naprawi i to z zamkniętymi oczami, w śpiączce, w stanie śmiertelnego upojenia alkoholowego - każden jeden wiejski mechanik i 99% chłopów w wieku powyżej 40 lat. Używając wyłącznie majsla, młotka i ewentualnie kilku kluczy.

"Trzydziestka", czyli Ursus C-330 jest zaś tak naprawdę niezastąpiona i to wcale nie tylko w gospodarstwach karłowatych, małorolnych i moralnie wstecznych. To ostatni dostępny na naszym rynku ciągnik, który nie ma żadnych innych układów jak czysto mechaniczne: żadnej pneumatyki, hydrauliki - nic, co by się mogło zepsuć (o ile pamięta się o spuszczaniu wody z chłodnicy i bloku przed mrozami i od czasu do czasu dolewa oleju...). Kiedy więc cuda techniki po pół miliona zeta (kupione wyłącznie dzięki programowi "modernizacji gospodarstw rolnych"...) sztuka stają w pół skiby i można się tylko modlić o rychły przyjazd autoryzowanego serwisu - poczciwe "Trzydziestki" dalej robią swoje. I będą robić jeszcze bardzo długo...

No a my, nie mając środków na "Trzydziestkę", ani nawet na mniej się ceniącą, choć nowszą "Sześćdziesiątkę" (ta mniej się ceni, bo już bardziej skomplikowana...) - skazani byliśmy od początku na jakiś ciągnik nietypowy. Jasnym jest, że jeszcze to odcierpimy. Pewnie już niedługo - gdy poczuję się na tyle silny, żeby wziąć się za próbę uruchomienia sprzęta (po prawdzie to, dopóki nie dokupię lada jakiej przyczepy, może on mi służyć głównie do ewentualnego odśnieżania - ale i z tego powodu warto go przed większymi śniegami spróbować odpalić...).

W sobotę..?

2 komentarze:

  1. Do "trzydziestki" trzeba też dodać że będzie go w stanie poprowadzić 10 latek. O ile będzie miał wystarczająco dużo siły, aby zmieniać biegi. Co przyczepki: od paru lat u mnie w domu znajduje się bardzo fajna, jednoosiowa przyczepa zakupiona w Agencji Mienia Wojskowego. Przy czym nie obyło się bez "obracania" dyszla, ponieważ była ona oryginalnie przewidziana od ciągnięcia za Starem, a nie traktorem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Powrotu do zdrowia życzę! Nie wiem, czy bierzesz aspirynę, ale jak nie to spróbuj. Na kształt mózgu dużo nie pomoże, ale jej przeciwzapalne właściwości są niemal magiczne. Około 500mg co 4 godziny...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...