wtorek, 9 grudnia 2014

Ostatnie promienie słońca...

Niespotykanym zbiegiem okoliczności (załapałem się na pociąg, który się SPÓŹNIŁ, dzięki czemu dojechałem na miejsce prawie dwie godziny wcześniej, niż dojechałbym, gdybym musiał czekać na ten, na który zdążyć powinienem...) wróciłem z delegacji do stolycy na tyle wcześnie, żeby zdążyć na ostatnie promienie zachodzącego słońca - co wykorzystałem, biegnąc na padok z aparatem ledwo co zastąpiwszy wyjściowe trzewiki gumiakami i zamieniwszy marynarkę na kufajkę:




Margire i jej jabłkowite zimowe futro (zresztą brudne, jak widać: za ciepło im dzisiaj było w tych szubach i, jak mi raportuje Lepsza Połowa, tarzały się wszystkie jak pijane norki...). Musimy jej i jej córe ponownie pobrać krew, jak się właśnie przed chwilą dowiedziałem - bo poznańskie laboratorium po zbadaniu pierwszej próbki, jak na razie... wyklucza, by Mahru mogła być córką Margire! Co jest oczywistym nonsensem przecież...




Chociaż, jak bym nie wiedział kogo mała wciąż jeszcze doi z mleka (ale już niedługo, już niedługo...), a widział tylko tę scenę poufałości z Ciotką Melesugun - też miałbym wątpliwości...



Futrzątko najpewniej trafi w łykend na dwa tygodnie do izolatki, to jest do nieodległej stajenki. Muszę się jeszcze tylko umówić z M. na ładowanie...


Osman Guli z wyrazem pyska pt. "będzie buba" - któremu zawdzięcza swoją ksywkę...


i jej jabłkowite (oraz brudne...) zimowe futro...


Oczywiście stado poszło za mną do bramy - bo też i zbliżała się pora przejścia pod wiatę (na noc teraz przestawiamy je na Pierwszy Padok, żeby miały stały dostęp do wiaty i siana pod wiatą - z czego jednak korzystają w praktyce nader rzadko...).


Mijając się po drodze ze zdążającą w przeciwnym kierunku Krystyną.

Na naszej piaszczystej drodze odkryłem świeży trop sarny:


Chmara z pięciu sztuk złożona trzyma się ostatnio okolic naszej chatki.

A skoro o okolicach naszej chatki mowa:


To oczywiście co ma mnie powstrzymać przed pochwaleniem się nowym nabytkiem..? Nowy nabytek na razie wygląda tak - nie czułem się w łykend aż tak kwitnąco, żeby przy nim majstrować (czego, jak pamiętamy, nie kocham...):



Za to (obok innych czynności - hmmm... gospodarskich..?) położyłem nową papę na dachu wiaty na drewno za chatką:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...