niedziela, 30 listopada 2014

Zawrót głowy...

Jak się zapewne Państwo domyślacie, układałem sobie dzisiejszy tekst w głowie od tygodnia i miałem go już dobrze wycyzelowany. Zaczynać się miał był od enigmatycznego zdania: Nigdy nie sądziłem, że przyjdzie mi jeszcze kiedyś jeździć fiatem...


Miał był, ale się nie zaczyna, bo zdarzyło się to, nad czym skądinąd też od tygodnia medytowałem. Nasz śliczny Fiat315 wjechał na lawetę (z tą lawetą to zresztą dłuższa historia i ta Państwa nie minie...) - ale zjechać z niej w Boskiej Woli już nie zdołał, Pan Sołtys musiał nas zholować. Ergo: nie mogę z sensem pisać, że jeżdżę fiatem - bo co najwyżej jestem nim holowany!


Nic wielkiego się nie stało (jak sądzę...) - ale po kolei.

Zacząć należy od tego, że mamy w Polsce jakąś szaloną wręcz koniunkturę. "Czarny piątek" czy inne takie!

Skąd taki wniosek..? Ano stąd, że prawie nie sposób wypożyczyć lawety. Wszystkie "są w Niemczech". Dopiero w Radomiu, więc niezupełnie po drodze (nasz wspaniały fiat mieszkał wcześniej tuż pod Czarnolasem, w majątku pana Jana Kochanowskiego, służąc głównie obsłudze czterech sympatycznych małopolaków), znalazłem wypożyczalnię, która lawetę miała.

Lawetę miała, ale już np. pasy do mocowania ładunku - nooo... panie dzieju... takie sobie...

W efekcie musiałem się wznieść na wyżyny całej mojej sztuki, z której jestem zresztą nieodmiennie dumny, żeby dojechać i ciągnika po drodze nie zgubić. Co też i zajęło odpowiednio dużo czasu.

Potem nie zdołałem go zapalić. Bateria padła. Muszę wymienić oba akumulatory i kupić prostownik, co zresztą dawno temu trzeba było zrobić.

Jak już stanął przed chatką (pamiętałem, żeby spuścić płyn z bloku i chłodnicy...), odwiozłem lawetę z powrotem do Radomia i wróciłem - to był późny wieczór i mnie się ciemno przed oczami robiło. Tudzież tytułowe zawroty głowy (które zresztą od kilku tygodni prześladują mnie raz po raz...) nie pozwoliły na żadne zdawanie pisemnej relacji tak od razu...

A dzisiaj wstałem godzinę wcześniej, żeby przywieźć sąsiadowi dwie duńskie jałówki aż zza Łomży, gdzie ma siedzibę ich importer. Na szczęście to akurat była wycieczka prosta, miła i szybka - ale i tak zawroty głowy mnie nie minęły.

W sumie, jak do tej pory przejechałem w ten łykend ok. 700 kilometrów, w 90% z ciężkimi ładunkami - i spaliłem 80 litrów ropy. Nieźle jak na 24-letniego diesla, nieprawdaż..?

W drodze powrotnej z jałówkami pojawiły się jakieś dziwne szmery i trzaski gdzieś pod maską Wendi. Przy zwiększaniu obrotów. Jakby się pasek klinowy o coś tarł albo łożysko zacierało.

Następny przystanek zatem: warsztat pana Tomka w sąsiedniej wsi...

4 komentarze:

  1. A cóż to za dunki? Mleczne?

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Jacku, zawroty głowy przy Pańskim trybie życia prawdopodobnie wywołane są brakiem magnezu. Suplement diety magnez Mg B6 firmy Zdrovit fortum 375 mg 1x1 powienien rozwiązać problem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy u mnie się pojawiły, drogą eliminacji doszłam, że przyczyną jest... piwo. Jego odstawienie całkowicie uregulowało równowagę. Czemu piwo? Też już wiem, ale nie wiem, czy to przyczyna Twoich dolegliwości, więc zmilczę póki co. ;-) Pozdrowienia z Podlasia.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...