poniedziałek, 13 października 2014

Zmęczeni ale zadowoleni

bo może niekoniecznie zaraz "szczęśliwi". Szczęśliwi to byśmy byli, gdyby aż tak bardzo plecy nie bolały po minionym łykendzie - a koćkodan nasz stary, domowy, nie zesrał się w nocy w chatce. Co, prawdę powiedziawszy, do tej pory zdarzyło się jej może ze dwa czy trzy razy odkąd tu mieszkamy i prawie zawsze - gdy przez zapomnienie została zamknięta w środku, gdy myśmy gdzieś sobie poszli.

Tym razem jedno z dwojga: albo byliśmy tak zmęczeni, że żadno z nas nie usłyszało, jak koćkodan domaga się wypuszczenia na zewnątrz - albo też, determinacja koćkodana w tej materii stanowczo nie dorównuje jej determinacji w domaganiu się żarcia... No cóż: posprzątałem, pysk Sylwestry wyraża przy tym wyłącznie skrzywdzoną niewinność, sprawa zamknięta.

No więc: zadowoleni. Dlaczego "zadowoleni"?

Ano bo się zrobiło!

Ta wielka kupa drewna, która tak mnie przerażała tydzień temu zniknęła w całości. Po pocięciu, porąbaniu i ułożeniu, okazało się, że to mniej - więcej tyle, ile bym normalnie z lasu przywiózł za jedną sesją rżnięcia (tyle, że suche, a sądząc po prognozie pogody, na suszenie mokrego to już nie ma czasu...). Nie tylko więc tamta kupa zniknęła, ale dzięki uprzejmości M., na jej miejscu pojawiła się druga, równa jej wielkością. Jak to potnę i potem jeszcze raz do lasu pojadę, ale już tylko po same brzózki (które najszybciej nadają się do palenia - a i mam jeszcze trochę miejsca pod wiatą z boku, skąd nie będę na samym początku brał, więc zdąży to sobie przeschnąć), to będziemy zatowarowani drewnem na maksa: więcej się żadną miarą nie zmieści, chyba że pod gołym niebem. Przy najostrzejszej zimie powinno to już wówczas wystarczyć - przynajmniej do końca marca...

Porozlewaliśmy do butelek różne nalewki oraz wtórnie fermentujące wino - recenzji na stosownym blogu nie dawałem, bo wszystko to były rzeczy już znane wcześniej. Tyle, że Lepsza Połowa zmuszona była przyznać mi rację: wino z kwiatów czarnego bzu stało się o wiele mniej słodkie, ale za to - musujące...

Pozbieraliśmy worek kolb kukurydzy pozostałych po jej skoszeniu sieczkarnią na polu Radka, druha mego serdecznego. Kobyły dostają to na lunczyk - po wiadrze dziennie na stado - i bardzo sobie chwalą.

Odrobaczyliśmy stado. Nie było tak łatwo jak poprzednim razem, ale - mam nadzieję - koniec końców się udało. Co prawda Obe większość dawki wciągnęła nosem, ale dawałem z takim zapasem, że i tego, co zlizała z pyska powinno wystarczyć dla skutecznego uprzykrzenia życia robalom w jej wątpiach.

Lepsza Połowa pozbierała i kończy suszyć w suszarce swoje papryczki chili. Sam zapach udrażnia zatoki nie przerywając snu! Wcześniej wysuszyła tomatillos (te, których nie sialiśmy, a same wyrosły). No i cały czas walczy z dyniami:


Ostatnio były kluski z dyni. Mniam!

A na koniec wczorajszego, jakże pracowitego dnia, mieliśmy jeszcze Miłą Wizytę. No i jak tu nie być zadowolonym - choć plecy bolą, a w oczach koćkodana wciąż jest tylko skrzywdzona niewinność..?

4 komentarze:

  1. "Odrobaczyliśmy stado."
    Jak to się robi? Po czym poznać, że cała to operacja miała sens?

    Ostatnio zastanawiałem się nad celowością odrobaczaniem Ludzi. Ponoć skuteczne są pestkami dyni, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, że ta fobia to już spora przesada, a tu dziś przypomnienie w końskiej formie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odrobaczanie roślinożerców to oczywista konieczność. Przecież jedzą surowiznę z pastwiska, na której aż się roi od różnych jajeczek i larw. A w powietrzu latają np. gzy, które specjalnie składają swoje jajeczka na końskim futrze, żeby konie te jajeczka zlizały - i żeby dzięki temu larwy mogły się wykluć w końskich jelitach.

      Podaliśmy ivermektynę w płynie. Na razie nic nie widać, ale pewnie już jutro pojawią się pierwsze wydalone larwy w kale. Jak do tej pory - zawsze były!

      Podobnie jest ze swobodnie polującymi kotami: myszy przecież się nie gotują przed zjedzeniem.

      U ludzi - to zależy. Jak ktoś je wyłącznie pakowane próżniowo lub gotowe produkty, raczej nie ma się czego bać. Ale każda surowizna niesie ryzyko...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...