sobota, 18 października 2014

Na drodze do minimalizmu

napotkaliśmy ładnych paręnaście lat temu sofę rozkładaną z Ikei o nazwie "Lycksele". Idealnie pasowała do naszej mikroskopijnej kawalerki w centrum Warszawy. I nadal, tak prawdę powiedziawszy - niewiele się pod tym względem zmieniło. Nasza chatka jest raptem o trzy metry kwadratowe większa...

Cóż - kiedy oprócz kompaktowych rozmiarów, ów produkowany w Rumunii mebel, wykazał w toku użytkowania cały szereg wad.

Kiedy pierwsza się nam roz...yła po bodaj osiemnastu miesiącach - wzięliśmy i kupiliśmy zwyczajnie drugą, taką samą. No bo materac już był i pokrowiec i - nie bardzo była inna, która by pasowała do rozmiarów lokalu (jako rzekłem na początku).

Po przeprowadzce do Boskiej Woli już nie było tak łatwo wywalić nam 750 zeta na samą tylko sofę (chatka kosztowała nas 1500 złotych, więc sofa za 750 zaczyna robić różnicę...). Podjęliśmy tedy heroiczną walkę o utrzymanie jej w stanie używalności, choć projektant i wykonawcy zrobili, co tylko było w ich mocy, aby nam to uniemożliwić.

Rozchodzi się przede wszystkim o to, że metalowy szkielet (z miękkiego żelaza moim zdaniem...) jest spawany. A spawy zostały umieszczone tak, że działająca z góry na dół siła, z jaką nasze ciała przyciągają się wzajemnie z Matką Ziemią rozpycha owe spawy na boki. Nawet, gdyby były zrobione w Niemczech, a nie w Rumunii - i tak musiałyby się po jakimś czasie poddać. Te rumuńskie nawet na moje oczy - a majsterkowiczem w żadnym razie nie jestem - zostały wykonane na tzw. "odpierdol-się". Skutki..?

A proszę bardzo - odkąd wczoraj Lepsza Połowa wyp...yła to cholerstwo z chatki, skutki mojej heroicznej walki (realizowanej Radkiem, Sołtysem, Panem Karolem - kto tylko się nawinął i spawarkę miał...) przez te lata można sobie podziwiać w jedynym w swoim rodzaju muzeum na świeżym, boskowolańskim powietrzu:


widok ogólny


ten był pierwszy, który padł - i to już nie jeden raz: musiałem dodać teownik, bo już nie było do czego złapać...


ten też był spawany już dwa razy - i, jak widać, właśnie znowu puszcza...


To pan Karol: widać dbałość o szczegóły...


Obie nóżki na kółkach z części wysuwanej też już się urwały były...


robi się to już monotonne, nieprawdaż..?


a bynajmniej nie sfotografowałem wszystkich spawów...


tylko te najbardziej typowe...


Przedwczoraj wieczorem urwał się jeszcze jeden. Podwiązałem go taśmą, żeby jakoś doleżeć do rana.

Teoretycznie można by to jeszcze raz pospawać.

Tyle, że to już nie ma krzty sensu! Rama po tych wszystkich katastrofach i naprawach do tego stopnia straciła swoją geometrię, że leżeć na niej było prawdziwą torturą. Ostatnią noc przespaliśmy na materacu po prostu rozłożonym na podłodze: i po raz pierwszy od dłuższego czasu nie bolą nas plecy..!

Wygląda na to, że na drodze minimalizmu postąpiliśmy krok naprzód: możemy się obyć całkiem bez sofy.

Co prawda nasza i tak już niezbyt przyjazna dla gości chatka stała się w efekcie jeszcze mniej gościnna - bo teraz to już nawet nie mamy jak posadzić kogokolwiek, kto by do nas zajrzał (zostały nam dwa rozkładane krzesła - no ale nas już jest dwoje, koćkodanów nie licząc...). Trudno też powiedzieć, jak to będzie zimą, gdy od podłogi zacznie ciągnąć mrozem.

Nie porzucamy tedy całkiem pomysłu zakupu nowej sofy. Natomiast praktycznie to nie wyobrażam sobie, skąd i jaką mielibyśmy znaleźć: przeszukaliśmy już internet dokładnie, a dziś rano, zamiast normalnie do Warki, zabrałem Lepszą Połowę do Radomia, co by uczcić otwarcie tamże Auchan - i przy okazji zajrzeliśmy też do Jysk. Nic z tego, co jest dostępne, się nie nadaje. Kolejna "Lycksele" to by już była, doprawdy, przesada - nie sądzicie..?

Tymczasem, również na drodze minimalizmu, nazbieraliśmy trochę grzybków:


Żebyście nie wyciągali fałszywych wniosków: absolutnie NIE mamy "wysypu" grzybów. Ot, po prostu - przez parę dni nie zaglądaliśmy nawet na Wielki Padok w tym celu, a było mokro, to się troszkę uzbierało...

No i - w naszej szklarni ostatnie papryki czekają na zebranie:


Czysta, dzika kapsaicyna! Prawdziwie minimalistyczna...

8 komentarzy:

  1. Podobnym sprzętem do spania, też Ikei, torturujemy naszych gości. Po zdarciu wszystkiego, wygląda identycznie, chociaż ubrana, jest zupełnie inna. Przyczyną zdarcia było, o dziwie, rozpełznięcie się konstrukcji na boki - poszedł spaw.
    Materac można ustawić na 4 europaletach.
    Na dzień ustawiać je dwie na dwóch, to będzie sofka.:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka konstrukcja ma to do siebie, że z czasem musi się porozłazić na boki.

      Co nie mogło nie być zamiarem projektanta: starczyło przecież, żeby z tego samego materiału, ci sami rumuńscy robotnicy zrobili to "na zakładkę" tak, żeby jeden element wchodził w drugi, a nie tylko go dotykał - i już sofa mogłaby spokojnie starczyć na pokolenie...

      Usuń
  2. Też zachęcam do wypróbowania palet, ostatnio widziałam je na blogu "robótki z myszką w podróży",wyguluj sobie zresztą też inne meble z palet- fajne, praktyczne i niedrogie (no, chyba że skusisz się na nie w którymś z designerskich salonów:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Minimalizm to byłoby spanie na styropianie, najlepiej na jednej płycie, tudzież w hamaku ze starego prześcieradła.
    Do minimalizmu więc droga jeszcze odległa, ale kierunek jednak dobry.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzecz jest spokojnie do uratowania, ale zawieź ją do prawdziwego warsztatu lub zaproś kogoś kto zna się na robocie ma przyzwoity sprzęt:
    1. Te kształtowniki są,zgaduję, raczej cienkościenne. Przy spawaniu w fabryce kropla przetopionej stali tworząc się, ściągnęła jeszcze trochę z nich materiału nadmiernie osłabiając
    2. Stal jest oczywiście najzwyczajniejsza, niskowęglowa, bo z niczego innego się takich rzeczy nie robi i nie ma to żadnego sensu ani potrzeby. Jeśli jest bardzo złej jakości (nierównomierna zawartość węgla, więcej krzemy, co gorsza wodór) może być słabsza niż należy, ale nawet to nie powinno mieć wpływu. Przyczyna to prawie na pewno punkt 1.
    3. Zeszlifowany spaw nie ma pełnego przetopu. Ja kogoś takiego bym nie nazwał osobą potrafiąca spawać.
    4. Z następnego zdjęcia (tego pochlapanego) mam podejrzenie bardzo złej jakości prądu (długa linia i spore spadki napięcia). To wyklucza możliwość zrobienia dobrego spawu spawarką transformatorową. Dobry inwerter by może dał radę.
    5. Spawanie było chyba dość grubą elektrodą (z 3,5- 4 mm zgaduję na oko). W takich warunkach tego się nie da zrobić.
    6. Dobry prąd, spawacz, który wie co robi, dobry sprzęt, spawanie drutem, ewentualnie palnikiem do spawania i prosta podłoga, aby się nie pokrzywiło przy robocie, 30 min i powinno być zrobione.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od dawna uważam, że Kolega żyje we własnym świecie i nie za bardzo dostrzega nawet te cienie na ścianie jaskini z naszego świata: wyraźnie napisałem, że NIE CHCĘ już tego po raz kolejny ratować. Rama straciła geometrię nieodwołalnie i całkowicie i samo poprawienie spawów nic tu już nie da - i tak będzie nierówno i tak. Gówno się po prostu powyginało pod różnymi kątami. Trzeba by teraz połamać i poskładać ponownie tak, jak było pierwotnie...

      Usuń
    2. Spawanie deformuje konstrukcję. Przy poprawnej pracy się najpierw zabezpiecza przed deformacją, albo można ją wykonać we właściwą stronę. To nie jest mój złom i nie moja sprawa. Po zdjęciach byłem w stanie ocenić, że problemem jest nieudolna naprawa i dobrze ją robiąc można przywrócić do stanu fabrycznego lub lepszego. Więcej spawaczy moją decyzją poszło szukać innej pracy niż ty w życiu spotkałeś, udzielam ci poprawnej i fachowej rady, a w odpowiedzi słyszę jakieś babskie żale. Stal to jest stal, nawet z kupy pogiętego złomu zawsze coś zrobisz, jeśli umiesz.

      Usuń
  5. Zrobic lozko z desek i wsadzic w nie materac z sofy :-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...