sobota, 4 października 2014

Mnóstwo fasoli

W czasie kiedy ja, jak to chłop szlajałem się z kolegami nie wiadomo gdzie (to znaczy: zawoziłem M. pod Orońsko po maciorę z zarodowej hodowli - a wracając od niego załadowałem przyczepę suchym drewnem, którego ma za dużo na własne potrzeby, a które uratuje nasze tyłki przed odmrożeniem tej zimy - gdy już je potnę i porąbię...), Lepsza Połowa podjęła się dramatycznej misji ratowania co się da z naszego ściętego porannym przymrozkiem (wcale, wcale... chłodnym!) ogródka.

No i uratowała:


tak rozmaitej fasoli: jedno pełne wiadro i jeden pełen karton (akurat z "Lewiatana", gdzie rano kupowaliśmy karmę dla czterołapych).

Już spróbowałem fasolowego gulaszu. Pyyyyszny! I naprawdę nie ma to nic wspólnego z faktem, że wyprawa po maciorę oraz załadunek i rozładunek drewna zajęły mi raptem pięć godzin z małym przecinkiem...

A kupiliśmy w "Pierdonce" bodaj trzy paczuszki nasion. Właśnie dlatego kocham rolnictwo. Takie rozmnożenie pyszności to prawdziwe błogosławieństwo: trzeba tylko co więcej gówna do ogródka sypać.

3 komentarze:

  1. u mnie też troche fasoli było i jeszcze trochę w ogródku zostało. Dobrze, ze przymrozków nie było...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zobaczylem te dynie sciete przymrozkiem to pierwsze co mi przyszlo na mysl, to grzyby z Yuggoth. Wygladaja zlowrogo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bym też ratowała. Taka złośliwość przyrody - przymrozek akurat pojawia się wtedy, kiedy nasze jedzonko jest w trakcie przygotowywania się do jadalnej formy. No to potraw z fasoli było bez liku na jakiś czas ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...