czwartek, 23 października 2014

Ale rura!

Ledwo wszedłem do chatki (Lepsza Połowa właśnie zbierała stado z pastwiska, bo i zmierzch zapadał powoli...), a od razu wiedziałem, że coś poszło nie tak. Ba! Nawet wiedziałem co. Próba rozpalenia w "Herculesie".

Skąd wiedziałem..? No cóż: w chatce było nieco bardziej chłodno, niż bym przypuszczał. I wciąż unosił się zapach spalenizny. Przy "Herculesie" zaś leżało przygotowane do spalenia drewno - ale ogień w nim nie płonął...

Zdjąłem służbowy mundurek, założyłem ciuchy robocze, wziąłem drabinę, wszedłem na dach wiaty na drewno, wciągnąłem drabinę za sobą, przystawiłem ją do dachu chatki - i wspiąłem się na samą górę samej góry, co by zobaczyć, co z kominem.

Ano to:


Co prawda, jak widać - bynajmniej całe światło rury nie zostało jeszcze przesłonięte. Jedno z dwojga zatem: albo i tego wystarczyło, żeby całkowity brak ciągu spowodować (sądząc po opowieści Lepszej Połowy o tym, jak to wszystkimi otworami z "Herculesa" dym do wnętrza chatki poszedł tak, że potem przez dwie godziny wietrzyć musiała...). 

Albo - i ta hipoteza na razie wydaje się bardziej prawdopodobna (ostatecznie, od wiosny nie paliliśmy, ergo: od wiosny cały ten syf nie przyrastał, bo niby z czego - zatem, skoro wiosną udawało się nam palić, to i teraz powinno było się udać, nieprawdaż..?) - coś się musiało oderwać i spaść niżej i blokuje bardziej.

Bo z góry patrząc, to tak obrośnięta jest tylko ostatnia rura naszego przewodu kominowego. Co jest, skądinąd, całkiem logiczne: tylko ona nie jest izolowana od otoczenia specjalną wełną mineralną i bloczkami. Tam więc, schładzanie unoszącego się z dołu dymu zachodzi najintensywniej i stąd osad.

No nic: jeśli coś dalej blokuje komin, to jakoś sobie z tym poradzimy. Jutro. Albo w sobotę.

Z rurą ostatnią poradziliśmy sobie, jak sądzę, nie najgorzej.

Oczywiście: wyłącznie dzięki przytomności umysłu Lepszej Połowy!

Ja tam najpierw próbowałem kawałkiem drutu, potem młoteczkiem - akurat coś mi szło...

Ale najpierw zauważyłem, że przecież te rury są tylko włożone jedna w drugą - i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tę zapaćkaną zwyczajnie wyjąć.

A Lepsza Połowa, gdy jej ją podałem na dół i przekonała się, jak ten osad jest twardy, natychmiast przypomniała sobie, że mamy na strychu co najmniej dwie w zapasie...

Zdjąłem tedy drabinę z dachu, postawiłem ją z powrotem na ziemi, zlazłem z dachu wiaty na drewno, przeniosłem drabinę pod wejście na strych, wlazłem na strych, zdjąłem nową rurę - a następnie wykonałem wyżej opisane czynności w odwrotnej kolejności.

W wyniku czego mamy teraz na kominie nowiuteńką, błyszczącą rurę:


a stara rura leży sobie na dole i czeka aż wymyślimy, jak ją wyczyścić:


Na razie jedyne, co mi przychodzi do głowy, to puścić strumień wody i czekać, aż się rozpuści.

Tylko szlauch musi w tym celu odmarznąć.

Co powinno nastąpić, o ile prognoza pogody nadal będzie się sprawdzać - w niedzielę.

A na razie, na wszelki wypadek, zdjąłem też ze strychu konwektor...

2 komentarze:

  1. Stara rurę należy wyniejsc na zewnatrz i PRZEPALIC porządnie. Bo to, co sie na niej odlozylo, to jest palna smoła (byc moze trzeba bedzie to zrobic albo palnikiem albo podlac spirytusem, zeby proces zaczac).

    BTW: smoła odklada sie na rurach (zimnych wystarczajaco) w wyniku zlego (niecalkowitego) spalania. Takze ja na twoim miejscu zastanowilabym sie jak spalanie w tym piecu polepszyc, bo znowu sie odlozy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Weź jakiś pręt i przywal młotkiem w tą sadzę, to jest twarde, ale kruche. Spalania nie polecam, bo będzie się taka ilość długo paliła i może się od tego rozlecieć rura. Ogólnie to lepiej uważać, żeby się tego tyle nie zbierało, jak się zapalą sadzę, to sypią się wszędzie iskry, co się może źle skończyć zwłaszcza jak domownicy śpią, może też być cofka dymu, bo jest go wtedy bardzo dużo.
    Mi się z 20lat temu zapalił komin z klinkierowych kształtek. Palił się kilka godzin, aż cały popękał, dużo mnie to kosztowało.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...