czwartek, 4 września 2014

Paluszek i główka...

to szkolna wymówka - jak zwykła mawiać moja babcia.
 
Główka mnie wprawdzie na razie jeszcze nie boli - ale wszystko da się załatwić, nieprawdaż..? Tak, czy inaczej zgrzeszyć czymś dzisiaj muszę: już się pytałem najsympatyczniejszej spośród koleżanek w pracy, ale jakoś  do wspólnego grzeszenia nie jest skłonna (ale spokojnie, spokojnie, mamy czas, kropla drąży skałę - i takie tam...: po prawdzie to od tylu już lat grzeszę w tej materii samym tylko zaniechaniem - no dobra: myślą i mową czasem też - że nieskłonnym za wiele obiecywać bojąc się, że obietnic nie wypełnię...) - pozostaje zatem zgrzeszyć jakimś nieumiarkowaniem. Może być i takim, od którego potem głowa boli - zapasów mi to nawet nie uszczupli w widoczny sposób, choćbym grzeszył od rana do wieczora i od wieczora do rana...
 
Dlaczego KONIECZNIE muszę dzisiaj zgrzeszyć? A bo umyłem rano, po wypędzeniu stada na pastwisko, utytłane w piasku gumofilce. Co zauważywszy, Lepsza Połowa od razu zapytała, co takiego przeskrobałem, że próbuję być dobry..?
 
Nie będę przecież takich podejrzeń niewinnie cierpiał!
 
Fakt, że umyłem te gumofilce, w piasku po wypędzaniu stada na pastwisko utytłane już i wczoraj - tyle, że wczoraj Lepsza Połowa tego nie zauważyła... Ot - po prostu wraz z końcem wakacji i początkiem nowego roku szkolnego postanowiłem stać się lepszym człowiekiem!
 
A że mnie za to taka nagroda spotyka, to chyba jasne, że dla równowagi zgrzeszyć czymś trzeba..?
 
Wraz z końcem wakacji i początkiem nowego roku szkolnego (dawno pisałem, że obóz koncentracyjny to liberalna instytucja w porównaniu do szkoły - a jak teraz słucham opowieści koleżanek i kolegów to brr... pozostaje się tylko cieszyć, że dawno mam to już za sobą: na ile jednak tak traumatyczna przeszłość zwichnęła moją psychikę..?), wziąłem się też do nauczania naszej tegorocznej młodzieży. I tu dochodzimy od główki do paluszka...
 
Miałem na szczęście solidne rękawice. Ale i tak, gdy złapałem za kantar tę pannę:
 
video
 
a ta się szarpnęła do tyłu - mój palec wskazujący lewej ręki zrobił się do rana jakieś 30% grubszy od palca wskazującego ręki prawej i o jakieś 70% mniej ruchomy.
 
I to pomimo dość rychłego po wypadku schłodzenia zimną wodą i nasmarowania smarowidłem!
 
Na szczęście, jak sobie stukam w klawiaturę i palec się rozgrzewa, to czuję wręcz, jak życie doń wraca. Szybko mi zatem ta kontuzja przejdzie - i dobrze. Nauki przerywać nie można: nie mam, tak prawdę powiedziawszy żadnego innego pomysłu na dziką i nieufną Obe, jak cierpliwość i systematyczność. W końcu jej się chyba znudzi i da się złapać - co nie..?
 
Poza tym, zbliża się łykend, a z nim - kolejna sesja rżnięcia i rąbania. Znowu ma być podobno duszno i gorąco, ale jeśli nie mamy w zimie zamarznąć, nie da się zwolnić tempa: jeszcze dwa takie łykendy jak ostatni, a nasza wiata na drewno będzie pełna... O ile przedtem nie wyzionę ducha, ma się rozumieć...

2 komentarze:

  1. No to dobrze, ze zostanie na miejscu, bo wtedy miałbyś już tylko 8,5 sprawnych palców?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale za to przynajmniej dowiedziałem się, że z testosteronem wszystko u mnie w porządku - dzięki!

      Jedyna bieda, że w koleżankę z pracy Lepsza Połowa nie uwierzyła...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...