wtorek, 5 sierpnia 2014

Unplaged

Jak co wieczór naszła nas wczoraj burza. Nie zapowiadana, bo jeszcze rano w żadnej prognozie pogody jej nie było. Ale już w Radomiu, gdy zacząłem narzekać na senność i ból głowy, koleżanka z drugiej strony korytarza pokazała mi tylko ręką na okno: za szybą zbierały się właśnie czarne chmury...
 
Wydawało się, że przejdzie bokiem. Owszem: zrobiło się rześko. Z zapałem tedy zabrałem się do pracy. Naprawiliśmy, wspólnie z Lepszą Połową, rozerwane w kilku miejscach ogrodzenie Pierwszego Padoku. Wziąłem się za pielenie - do siedmiu taczek chwastów wywiezionych w niedzielę dokładając cztery kolejne.
 
Prawie już wypieliłem cebulę i przyległe grządki. Niestety - na całym, rozległym obszarze, na którym posadziłem cebulę, wzeszły może ze cztery, może pięć cebulek... Reszty nawet nie widać! Powschodziły za to różne inne roślinki, które może i pokażę - jak skończę pielić, co by tło było "kulturalne".
 
Nim skończyłem, Lepsza Połowa doniosła z chatki, że nie ma prądu.
 
Grzmiało coś na horyzoncie - ale ani kropla jeszcze nie spadła. Znakiem tego: wyłączyli prewencyjnie! Nawet nie było charakterystycznego "mrugnięcia", gdy po awaryjnym wypadnięciu bezpiecznika, operator próbuje z powrotem załączyć linię. Nic innego: prewencyjne wyłącznie...
 
Zdążyłem jeszcze zasiać rukolę i szpinak na świeżo wypielonej grządce i załadować chwastami ostatnią, czwartą taczkę - gdy błyskawice znacznie się do nas przybliżyły.
 
Dałem stadu kolację kilka minut wcześniej niż zwykle - i schroniliśmy się z Lepszą Połową do chatki. Zaczęło padać, choć wcale niespecjalnie mocno i z przerwami.
 
Brudny byłem jak nieboskie stworzenie - jak to po babraniu się w łonie Matki Ziemi. Wziąłem, z konieczności, zimny prysznic - inaczej bym zabrudził całą chatkę.
 
No i co tu dalej robić bez prądu..?
 
Zaraz usłyszę, że powinienem wytarmosić Lepszą Połowę.
 
Po zimnym prysznicu..?
 
Zresztą, naprawdę nie jestem pewien, czy bym jeszcze umiał...
 
Skończyło się w ten sposób, że Lepsza Połowa zmonopolizowała jedyną pozostałą nam latarkę - bo za ciemno było, przez chmury, żeby bez tego czytać, a i zmierzchało się powoli - a ja po prostu poleżałem z ciepłym koćkiem na kolanach.
 
Jakieś czterdzieści minut później "mrugnęło". Bez trwałego skutku. Znaczy się - najpierw prewencyjnie wyłączyli, a potem i tak im spaliło tę linię, tak..?
 
Dopiero przed 22.00 prąd powrócił. Z komputera i tak się nie dało korzystać, bo co i raz znowu trafiały się krótkie przerwy w zasilaniu - po każdym poważniejszym łupnięciu. Poszliśmy tedy spać co prędzej, żeby znowu nie dać się zaskoczyć ciemnościom i zimnej wodzie w kranie.
 
 
Zastanawiam się - jak przekonać Lepszą Połowę do zakupu lampy naftowej..?

5 komentarzy:

  1. Rowerowe dynamo! Ty kręcisz - żarówka świeci - ona czyta. Potem zmiana. Kultura, równouprawnienie, sport, zdrowie i brak zagrożenia pożarem. Same zalety.:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przedtem trzeba by pomajsterkować. Nie chce mi się...

      Usuń
  2. "Zresztą, naprawdę nie jestem pewien, czy bym jeszcze umiał"

    Chłopie, ile ty masz lat, że już zapomniałeś jak to się robi :) ???

    OdpowiedzUsuń
  3. Wczoraj u mnie była burza i tak zmokłam, że ubranie wykręcałam , a dziś cały dzień nie było światła...Musiałam palić w piecokuchni żeby sobie kawę zrobić a teraz się duszę w domu...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...