czwartek, 7 sierpnia 2014

Ale za to niedziela...

Coraz trudniej mi nadążyć za upływem czasu. Od pewnego czasu co rano budząc się przed 5.00 i patrząc na cyferki wyświetlacza, pokazujące godzinę, zastanawiam się: ale o co chodzi..? Przecież jeszcze mogę pospać...
 
No: nie mogę. Co prawda Lepsza Połowa od dawna twierdzi, że naszym koniom jest wszystko jedno, czy dostają śniadanie o 5.00, czy o 8.00 - byle je do tego stopniowo przyzwyczaić. Co zapewne jest prawdą. Ale co z tego..? Sam z siebie pewnie i tak budziłbym się o 6.00 - ale wtedy miałbym kłopot, żeby zdążyć na pociąg.
 
Co ja takiego właściwie robiłem przez ostatnie dni..? No tak - w poniedziałek pieliłem, a potem była burza i nie było prądu. We wtorek? We wtorek - teraz sobie przypominam - odrobaczyłem stado. Znaczy się: zegar tyka. W sobotę trzeba je przestawić na Wielki Padok. A tu jeszcze tyle roboty z ogrodzeniem...
 
Wczoraj dotarłem do domu dobrze po 21.00. I żebym się szlajał po barach chociaż! Ale nie: wszystko przez to, że nie sprawdziłem letniego rozkładu jazdy pociągów - i, nieostrożnie, założyłem, że zdążę wrócić z delegacji do stolicy przed 16.00. Co się oczywiście gucio udało - m.in. z powodu pielgrzymki, która zablokowała drogę powrotną (ale nie jedynie...).
 
Specjalnie się tym nie przejmowałem, ostatecznie samochód służbowy odstawiłem do biura ledwo kilka minut po 17.00 - lada moment powinienem mieć kolejny pociąg do domu, starczy przespacerować się na dworzec. Tymczasem okazało się, że na taki pociąg, który się u nas zatrzymuje, trzeba czekać do 20.06.
 
Nic to. Przetrwać dzisiaj. Przetrwać jutro. I... urlop!
 


1 komentarz:

  1. "Co ja takiego właściwie robiłem przez ostatnie dni..? "
    Gdybym dostawała grosik za każdym razem kiedy sobie zadaję to pytanie...to miałabym się za co szlajać po barach - chyba ;)
    Pozdrawiam znad Wisły.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...