sobota, 26 lipca 2014

Zadyszka

Jak to zwykle bywa po sianokosach, nadszedł czas na przegląd i remont ogrodzenia wokół Wielkiego Padoku.

Najpierw przeszedłem te dwa kilometry z prawej na lewą - wkopując głębiej kilkanaście słupków, które już przegniły i przewróciły się. Kilka jest już tak niskich, że przyjdzie je wkróte wymienić. A jeszcze kilka - chwieje się. Chyba też je wkopię głębiej dla świętego spokoju..?

Potem przeszedłem te dwa kilometry z lewej na prawą - podwiązując poprzeczki tam, gdzie sizal zwietrzał i spadły. Wprawdzie mamy pastuch elektryczny, ale gdzieniedzie poprzeczki są konieczne: tam, gdzie słupki są metalowe, wkręciłem izolatorki w poprzeczki właśnie. Gdzie indziej zaś, zostawiłem takowe, o ile były w miarę proste i dobre tak na wszelki wypadek.

Potem... padłem.

Normalnie: zero kondycji!

Pocieszam się, że to przez tę tropikalną aurę. Duszno, parno, nie ma czym oddychać. Po pierwszym machnięciu szpadlem zalewam się potem od czubka łysiny po pięty (obute w gumiaki, bo trawa wciąż mokra i błoto...). Plecy bolą. Nogi się trzęsą. Mroczki latają przed oczami. W głowie się kręci.

Na pewno to przez aurę..?

Ech - starość nie radość...


2 komentarze:

  1. W takim klimacie i młodzież na twarz pada, nie ma co na wiek narzekać.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przejmuje się. To jeszcze nie starość, tylko organizm nie chce, żebyś udaru cieplnego dostał, więc daje Ci tak znak, żebyś wyluzował. Rozważ też zwiększenie spożycia soli. Mi pomogło z wytrzymałością na ciepło.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...