wtorek, 8 lipca 2014

Nocne omamy

Nie wiem, która była godzina, kiedyśmy zerwali się z łóżka. Ale wróciliśmy do chatki jakoś tak około 23.10. Nie wiem też, co to było właściwie - ale oboje nas poderwał trzask, hałas: jakby stado, a przynajmniej część stada łamała ogrodzenie albo biegała już na wolności, niedaleko nas.
 
Zapalając po kolei wszystkie światła pobiegłem tedy co prędzej, ledwo co spodzień naciągnąwszy i chodaki włożywszy na nogi szukać, łapać, zatrzymywać... a Lepsza Połowa za mną - niewiele później!
 
Patrzę, w świetle lampy przydomowej - wszystkie trzy najbliższe bramy całe. Ogrodzenie też całe.
 
Zapalam światła pod wiatą - pusto.
 
Idę dalej. Ogrodzenie całe, dość ciemno, bo choć noc księżycowa, to chmury - nikogo. Czyli co? Czyli dyla dały gdzieś dalej, a tylko przebiegały obok chatki? Wracać, śladów szukać? Może bramę od przepędu wyłamały..? No ale, skoro tak daleko na Pierwszy Padok zabrnąłem, to już sprawdzę do końca, czy ich tu nie ma - albo czy nie ma dziury w płocie, bo dwa razy ten odcinek wieczorem naprawiałem, mogły go i trzeci raz zerwać...
 
Rżenie! Oho! Przynajmniej jedna została - szefowa. To już nadzieja! Zaraz potem cieńszy głosik, to Mahru. Dwie są. Dobra nasza! Podchodzę bliżej, kierując się źródło dźwięku. Duża ciemna sylwetka, Melesugun - tej się spodziewałem. Ale trochę mniejsza, bardzo jasna, to Mahru być nie może - to jej matka. Czyli kto uciekł..? Nikt! Wszyscy są, bo zaraz i Obe i Osman Guli też się pokazały. Były jak raz w przeciwległym kącie Pierwszego Padoku, na tle sosenek za płotem widać ich nie było...
 
Rżały, bo zobaczyły światło.
 
Ale co w takim razie nas obudziło - i to oboje..?
 
Pewnie, że wyinterpretowaliśmy to sobie jako ucieczkę przez to dwukrotne naprawianie płotu wcześniej - jakiś jednak dźwięk realny musiał być tego omamu przyczyną.
 
 
W dodatku śpimy teraz przy otwartym oknie - przy zamkniętym się nie da, za duszno - ale otwarte okno prowokuje czarnego koćkodana, który zwykle do chatki wpuszczany nie jest, do składania nam dowodów swojej bezgranicznej miłości. Tej nocy były to dwie myszki. Niby sympatyczne, ale też jakąś taką atmosferę nerwowości wprowadza (osobliwie, że koćkodan czarno - biały, domowy, dostaje ataków szału z zazdrości, że jej się intruz po chatce pęta...).
 
Stanowczo - Lepsza Połowa ma rację, że trzeba jakąś zasłonę na to okno od zewnątrz przytwierdzić...

3 komentarze:

  1. Najlepiej moskiterię. Moje koty mają do niej respekt i nie pchają się, ale to jest chyba indywidualne. Przy okazji komary i muchy do domu nie wpadają.
    Co do omamów nocnych miewam sama takie, nawet w dzień. Ale jeśli oboje słyszeliście rumor, hm, musiało coś być w realu. Kiedyś przed laty jeszcze gdy mieszkałam W Piotrkowskiem w dzień wpadli do mnie sąsiedzi, podnieceni jak nigdy, że coś się stało na naszej działce, coś wybuchło, trzasnęło, straszny hałas. Poszliśmy sprawdzić komisyjnie i nic nie było, żadnego śladu. Teraz myślę, że był to jakiś mały meteor, bo cóż innego? Co prawda kilka miesięcy później zmarła mi mama, co sąsiedzi uznali, że był to znak. Nie docieczemy.
    Gdyby huk był realny u was, to konie pewnie by się spłoszyły, lub przynajmniej zarżały, nieprawdaż?

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie też taki hałas stawia na równe nogi, na szczęście łamacze są na gminnym pastwisku w chwili obecnej i spię w miarę spokojnie...

    PS podmień sobie linka do mojego bloga, bo widzę że jeszcze masz stary, bloggerowy.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...