poniedziałek, 9 czerwca 2014

Leniwy łykend

Niewiele zdziałałem przez ostatni łykend. Prawie nic. No, może nasze wnusie zdołały opanować nieco technikę korzystania z wiaderek - widoczny jest, w porównaniu do ich pierwszego, "dorosłego" posiłku z soboty, który właśnie pokazałem na angielskim blogu, niejaki postęp, bo dzisiejsze śniadanie wyglądało już bardziej profesjonalnie:
 
 
I to wszystko. Ani kuchni węglowej nie przywiozłem, choć ledwo rzut kamieniem od nas takowa się znalazła, ani beczek dodatkowych nie kupiłem na wyposażenie planowanej letniej kuchni, a i w ogródku wypieliłem ledwo co. Nie mówiąc już o dalej idących planach.
 
Ale za to w niedzielę, gdy zrobiło się upalnie, około 11.00 położyłem się w cieniu brzozy na Pierwszym Padoku z piwem marcowym i książką i przez dwie godziny gapiłem się na stado. I było mi dobrze...


2 komentarze:

  1. o to właśnie jest odpoczynek jak trzeba...

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba komary tak gryzą,bo bez przerwy ogonami wachlują.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...