środa, 7 maja 2014

Depresja poporodowa

Lepsza Połowa zauważyła to wczoraj przy śniadaniu: wszystko się udało, powinniśmy się cieszyć, a siedzimy jak na pogrzebie...

 
No ale tak to jest. Nie ma co udawać, że poród Buby nami nie wstrząsnął. Wyjaśniam laikom, że klacze na ogół rodzą bardzo szybko. Od pierwszych bóli (które często zresztą można i przegapić, tak to szybko idzie...) do ostatecznego finału - jaki by on nie był, bo nieszczęśliwych zakończeń porodu jest ogromna ilość, a szczęśliwe tylko jedno - może minąć czasem ledwo kilka minut. Typowo to jest minut 20. No, może 40!
 
Na tym zresztą polega jedna z trudności, jak chodzi o tzw. "upilnowanie" klaczy. Ponieważ dzieje się to bardzo szybko, oglądanie jej co 20 minut czy co pół godziny - niczego w tej materii bynajmniej nie gwarantuje. Bywa, że człowiek wychodzi ze stajni na papierosa, albo na siusiu - wraca, a tam już źrebię (co daj Boże) - albo jakiś kłębek nieszczęść pt. zdychająca kobyła ze zdychającym źrebięciem (co nie daj Boże...).
 
Dwie godziny to by już było bardzo długo. A dziewięć..?
 
W dodatku Buba jest teraz na mnie śmiertelnie obrażona. I ma rację! Wszystko przez naszego, pożal się Panie Boże, felczera (lekarzem go nie nazwę...) klasy powiatowej. Dziadunio odmówił zbliżenia się do klaczy, póki się jej dutki nie założy. A musiał (drugi raz już zresztą - rok temu było tak samo) odkleić jej łożysko.
 
Nie było jak protestować. I nie było wyboru. Ale dla konia o tak rozwiniętym poczuciu sprawiedliwości, sprawienie jej dotkliwego bólu (a temu równa się założenie dudki) BEZ powodu (bo przecież nic złego nie zrobiła: wręcz przeciwnie, ona zawsze przy wszelkich badaniach stoi bardzo grzecznie - nawet, jeśli są to badania rektalne na ten przykład - nigdyśmy jej nie musieli dutki zakładać, czy pętać! W tym przypadku starczyło unieruchomić źrebię tak, żeby było przy niej, a spokojnie by całą procedurę bez dutki wystała - tak się nam udało zrobić rok temu z Ostovarem - inna rzecz, że mieliśmy wtedy do pomocy jeszcze M.) - to nie jest rzecz, która może być łatwo wybaczona czy zapomniana.
 
Nie jestem przekonany, czy będę chciał jeszcze kiedykolwiek narażać Bubcię na takie przejścia.

Szczególnie, że jak na razie wszystkie pomysły, jakie mieliśmy na tegoroczne krycie i tak się rozwiewają we mgle. Może i dobrze - nie będzie pokusy!

10 komentarzy:

  1. A zdjęcia młodszej wnusi kiedy będą?

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli to raczej kac moralny. Z Waszej strony. A z Buby, urażona niewinność. Gdzie się podział Wasz dobry weterynarz? Przecież mieliście?
    Jeżeli chodzi o łożyska wyciąganie, nie zapomnę chwili, kiedy zadzwoniłam do mojej wet, a ona mi na to, próbuj wyciągać sama. Tylko z wyczuciem. No ale jakoś mi nie wyszło, więc ona przyjechała i wyciągnęła. Bez żadnej dutki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasz zaufany wet, którego Buba (jak i pozostałe mamuśki też) lubi akurat uczył studentów w Krakowie...

      Usuń
  3. co to są te dudki?

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Takie coś: http://www.kruuse.com/pimages/kru/medium/210/311/210311.jpg
      Wkręca się w to górną wargę: http://www.swiatkoni.pl/media/editions/articles/tortura-czy-pomoc.jpg.210x406_q85_upscale.jpg

      Usuń
  5. Tępy wieśniak z tego weta konowała. No nic, stało się. A teraz, kiedy obie gówniary już bezpiecznie biegają po tym świecie - pozwolę sobie pogratulować: Graty!

    s_s

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję za ten wpis! Niestety depresja poporodowa nie jest mi obca:( na szczęście miałam ogromne wsparcie od mojej rodziny i profesjonalną pomoc psychoterapeutki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja rozumiem reklamowanie swojego interesu i nawet przesadnie przeciw temu nie protestuję, póki rzecz trzyma minimalny poziom. Pragnę jednak zaznaczyć, że w tym wpisie chodziło o KLACZ. KLACZ - to samica konia. Equus caballus. Obawiam się, że kobiety w depresji, z których ewentualnie można by ściągnąć tę stówkę tygodniowo za sesję z terapeutą - po prostu tu nie zaglądają...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...